Tort i ołówek

Dobry wieczór.

Zdarza się, że trafiam w sieci na blog gospodarczego lewicowca, po rzuceniu okiem na który zwyczajnie opadają mi ręce i zaczynam wątpić w sens swojego blogowania. Ale po jakimś czasie zdaję sobie sprawę, że być może to właśnie dowód na sens mojego blogowania. Sporo tych ludzi zdaje się mieć otwarte umysły, a takie, a nie inne postrzeganie świata, jest pochodną tego, z jaką argumentacją się zetknęli, a z jaką nie. O ile taki lewicowiec zapewne zna prawicową argumentację pozytywną (ang. positive, chodzi o skupianie się na zaletach Wolnego Rynku) i z jakiegoś powodu ją odrzuca lub akceptuje, ale waży argumenty tak, że etatystyczne przeważają, o tyle często nie dostrzega, co jest nie tak w argumentacji lewicowej, którą przyjął. Piszę więc ten post z nadzieją, że miłośnicy jednego z argumentów przestaną nimi być. Czytaj dalej

Totalitaryzacja małymi krokami

Dobry wieczór.

Małe dzieci się traktuje totalitarnie. Takie całkiem małe: nie pozwala im się samodzielnie podjąć żadnej decyzji w obawie, żeby nie zrobiły krzywdy sobie lub komuś. W miarę, jak rosną, ten totalitaryzm się luzuje, aż do momentu, w którym staną się dorosłe, po czym na nowo się go zaciska, tyle że znacznie subtelniej. Czytaj dalej

Kogo się bać?

Dobry wieczór.

Ci z Państwa, którzy czytują mój blog regularnie lub znają mnie skądinąd, wiedzą, że jestem wierzący (choć, jak to mam w zwyczaju, i tu podążam pod prąd, nie zaliczając siebie do katolików). Dzisiaj podzielę się z Państwem swoimi odczuciami na temat tego, w jakiej nietypowej sytuacji ta wiara wcale nie jest dla mnie kojąca. Czytaj dalej