4 czerwca. Początek nowej historii

Dobry wieczór.

Z góry przepraszam potencjalnych urażonych mieszkańców wymienionych miejsc. Służą mi one wyłącznie do metafor natury geograficznej i do niczego więcej.


Załóżmy, że znajduję się w Krośnie, twierdząc jednocześnie, że Podkarpacie jest beznadziejne, a jedynym słusznym miastem jest Świnoujście. Żadnych kompromisów. Pechowo mam bardzo ograniczone możliwości przemieszczania się.

Ale nagle otwiera się opcja podwózki do Poznania. Mogę skorzystać, mogę nie skorzystać, mogę dorzucić się do benzyny albo się nie dorzucać. Może się udać, może się nie udać.

Tak czy inaczej uważam, że można być idealistą i siedzieć w Krośnie mówiąc, że albo Świnoujście albo śmierć, ale znacznie lepiej jest skorzystać z okazji, dziękując przy tym ludziom, którym naprawdę chce się działać, a nie tylko rzucać hasła typu „albo Świnoujście albo śmierć”. I to nawet wtedy, gdy uważają Poznań za lepszy niż Świnoujście, choć dla mnie to zgniły kompromis. O to się pomartwię, gdy już będę w Poznaniu, skąd do Świnoujścia będzie dużo bliżej niż z Krosna. Może będę później szedł sam (pokonując być może autobusy jadące ze Świnoujścia do Poznania, prowadzone być może przez tych samych ludzi, którzy dowiozą mnie do Poznania!). A może się przekonam, że wcale nie jest tam aż tak źle i można nie iść dalej.


Właśnie znalazłem się w analogicznej sytuacji. O ile nie widzę powodów, żeby świętować 4 czerwca z jakichkolwiek powodów historycznych, o tyle wydarzeniem dnia, przez wielu (również wolnościowców) niedocenianym, a planowanym na jutro, jest zjazd założycielski Liberalnych Demokratów.

Powiedzmy sobie szczerze: w wielu kwestiach nie zgadzam się z tymi ludźmi (to zresztą jeden z nich bezpardonowo atakował moje deontologiczne podejście do libertarianizmu; poza tym to jednak bardziej liberałowie niż libertarianie). Nadal jestem głęboko ideowo okopanym, deontologicznym libertarianinem. Mam pewne zastrzeżenia i pewne obawy związane z hierarchią wyznawanych przez Liberalnych Demokratów wartości (przynajmniej zgodnie z tym, co w tej chwili widnieje na stronie wydarzenia; zakładam, że jutro będzie wiadomo dużo więcej), nawet jeśli nie mam większych zastrzeżeń dotyczących samych wartości. No i sceptycyzmem graniczącym z odrazą napawa mnie odwołanie do mocno znienawidzonej przeze mnie demokracji.

To wszystko jednak blednie w porównaniu z banalną obserwacją: z miejsca, w którym Polska znajduje się teraz, chcemy ją zmieniać w bardzo mocno pokrywających się kierunkach.

Dlatego mam zamiar pojawić się jutro na tym zjeździe z bardzo życzliwym nastawieniem do moich niedawnych (a zapewne i przyszłych) krytykantów, bo to po prostu ludzie, którzy zakasali rękawy, żeby zrobić kawał dobrej roboty podobnej do tej, o której ja dotychczas pisałem (i tylko pisałem). Innych zainteresowanych ideą zachęcam do tego samego, jak również do wsparcia Liberalnych Demokratów. Jeśli nie osobistym działaniem i zaangażowaniem, to choć finansowo (tutaj przynajmniej mogę z czystym sumieniem przyznać, że nie ograniczyłem się tylko do pisania).

Może my, deontologiczni libertarianie, nie obudzimy się nigdy w Polsce naszych marzeń. Ale mamy szansę obudzić się w Polsce skrojonej na nasz gust i na miarę możliwości jej skrojenia, a jeśli tak się stanie, może się okazać, że historię tę zaczną pisać właśnie Liberalni Demokraci 4 czerwca 2016 roku. Amen.

Chapeau bas, Panie i Panowie, i powodzenia! A moim Czytelnikom radzę zapamiętać poniższe logo:


LD

Przy odrobinie szczęścia będzie można za kilkanaście lat pod nim świętować zmiany na lepsze.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Jedna myśl nt. „4 czerwca. Początek nowej historii”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *