Akumulacja kapitału

Dobry wieczór.

Aby możliwy był rozwój technologiczny, konieczne są inwestycje. To ludzie na ogół bezproblemowo rozumieją. Aby takie inwestycje były możliwe na odpowiednio szeroką skalę, potrzebna jest względnie powszechna możliwość akumulacji kapitału. Tego już ludzie nie rozumieją.


Akumulacja kapitału jest konieczna nie tylko w celach inwestycyjnych. Również konsumpcja jej wymaga, jeśli tylko chcemy kupić coś odpowiednio drogiego. Choć większość ludzi ma gdzie mieszkać i sporo osób ma czym jeździć, to jednak mało kto potrafi wyjąć z kieszeni gotówkę pozwalającą na zakup samochodu, a jeszcze mniej osób potrafi to zrobić, gdy chodzi o kupno mieszkania, i to nawet jeśli z wyprzedzeniem wie się o takiej potrzebie. To powinno teoretycznie nauczyć ludzi, że akumulacja kapitału jest konieczna, ale uczy ich najwyżej tego, że jest ona trudna (poniekąd słusznie).

Dlaczego nie uczy, że jest konieczna? Ze względu na taki wynalazek jak kredyty. Człowiek, który musi gdzieś zamieszkać, a nie ma odłożonego ćwierć miliona złotych (i jego rodzice też nie), idzie do banku, skąd dostaje te pieniądze. W zamian musi oddać pół miliona złotych, ale ma to rozłożone na trzydzieści lat, nie czuje więc potrzeby akumulowania kapitału.

Czego ten człowiek nie widzi?

Co najmniej tego, że aby on miał gdzie mieszkać, kapitał musiał zakumulować bank, który pożyczył mu pieniądze na mieszkanie, oraz dotychczasowy właściciel mieszkania lub deweloper, aby to mieszkanie powstało (co przecież kosztuje).


W najbardziej podstawowy sposób człowiek często nie widzi, że mieszkanie to taki zakumulowany kapitał.

Dlaczego akumulacja kapitału jest trudna? Przede wszystkim akumulować można tylko to, co się zdobędzie, a czego się nie zużyje i nie wyda. Trzeba po prostu oszczędzać. To może wymagać sporej siły woli, a w niesprzyjających warunkach, gdy spora część dochodu idzie na bieżące utrzymanie, bardzo niewielka zmiana dochodu lub zużycia zasobów może bardzo silnie rzutować na zdolność akumulacji kapitału lub też pozbawić jej całkowicie.

Przykład: załóżmy, że Kowalski zarabia co miesiąc 2000 złotych na rękę, a na utrzymanie wydaje 1960. Jest w stanie odłożyć (akumulować) 40 złotych miesięcznie. Niech teraz Nowak różni się od Kowalskiego bardzo nieznacznie: zarabia o 1% mniej, czyli 1980 złotych na rękę, a wydaje też tylko o 1% więcej, czyli 1979,60. Okazuje się, że o jeden procent niższa wydajność i o jeden procent większe potrzeby powodują, że zdolność akumulacji kapitału przez Nowaka jest stukrotnie mniejsza niż zdolność akumulacji kapitału przez Kowalskiego.


Naturalnie tak drastyczne różnice wyniku końcowego przy nieznacznej zmianie warunków początkowych możliwe są tylko wtedy, gdy zdolność akumulacji tego bardziej oszczędnego jest również niewielka (w przykładzie wynosi ona 2% zarobków), ale to właśnie w sytuacjach, w których tak się dzieje, postęp wymuszony akumulacją kapitału jest szczególnie pożądany, żeby pozwolić ludziom wyrwać się z tego dość niekomfortowego balansowania na linie.

Dlaczego jeszcze akumulacja kapitału może być trudna? Cóż, trzeba mieć sporo wiedzy, wyczucia, i/lub trochę szczęścia, żeby wiedzieć, w jakiej postaci ten kapitał akumulować. Musisz zbierać to, co w sprzyjającym momencie wymienisz na coś, co będzie Ci potrzebne, a co wymaga zakumulowania kapitału. Jednak trudno dziś przewidzieć, czy za 30 lat wysoką wartość będzie miało złoto, dolary, BitCoin, złote polskie, czy może oliwa (nie chodzi koniecznie o to, żeby magazynować przez 30 lat oliwę, a raczej o to, że rynek dysponuje instrumentami finansowymi pozwalającymi de facto zakładać się o to, jaka będzie przyszła cena konkretnych dóbr użytkowych). Tutaj w sukurs idzie dywersyfikacja, ale sensowna dywersyfikacja jest możliwa dopiero od pewnego stopnia zdolności akumulowania kapitału.

Problem w tym jednak, że ludzie celowo, choć niekoniecznie świadomie, utrudniają akumulację kapitału w inny sposób.

Przede wszystkim: akumulacja kapitału wymaga wyrzeczeń, musisz wszak zużyć na siebie mniej niż suma pożytków, jaką dzięki Tobie mają inni, co znajduje odzwierciedlenie w tym, ile zarabiasz, ale ponieważ sporo ludzi nie umie sobie odmawiać nagrody za ciężką pracę, więc z zawiścią patrzą na tych, którzy mają. I chcą im odebrać, bo skoro mają, to na pewno nie do końca uczciwie.

Te roszczenia mogą przyjmować różne formy, od prawicowo-minarchistycznych pomysłów, żeby zlikwidować podatki dochodowe, konsumpcyjne i inne takie, a pozostawić pogłówny, podymne i łanowe – dwa ostatnie to podatki od kapitału – poprzez roszczeniowych górników, którzy kilofami żądają swojego udziału w torcie wypieczonym, a niezjedzonym jeszcze przez zapobiegliwych i pracowitych, po razistowski tamponproletariat, który chce karać sam fakt akumulowania kapitału (w programie Partii Razem jest podatek za trzymanie przez firmy pieniędzy na kontach zamiast inwestowania ich), przekazywania kapitału do zakumulowania dalej (vide podatek spadkowy, a przecież przy proponowanych przez nich stawkach podatku dochodowego płaconego na każdym etapie łańcucha, po którym krążą pieniądze, akumulacja kapitału pozwalającego na naprawdę wielkie przedsięwzięcia wcale nie musi być możliwa w ciągu kilku pokoleń), czy też po prostu uniemożliwiać zrobienie ze zakumulowanego kapitału użytku wtedy, kiedy ten, kto kapitał zgromadził lub odziedziczył, zechce ten użytek zrobić – tu przykładem tak akumulowanego kapitału jest rosnące na prywatnej działce drzewo (to taki sam kapitał jak mieszkanie czy samochód!).

Oczywiście państwo, do którego miałyby iść te pieniądze, też kapitału nie zakumuluje, ponieważ dzisiejsze państwa pieniądze lubią z rozmachem wydawać, stosunkowo niewielką ich część przeznaczając na inwestycje, które naprawdę mogą przyczynić się do postępu ułatwiającego życie ludziom (nie twierdzę, że wcale tego nie ma, istnieje całkiem sporo wynalazków wynalezionych w państwowych laboratoriach, ale nie świadczy to o wyższości państwa nad prywatnym kapitałem, ponieważ to państwo narzuciło reguły gry i nie pozwoliło żadnemu prywaciarzowi stanąć do uczciwej konkurencji, która pozwoliłaby ocenić, kto lepiej korzysta z tego kapitału, gdyż metody, jakimi państwo akumuluje kapitał, są dostępne tylko jemu, o co ono samo dba). Więcej pieniędzy wydają jednak na to, żeby przeszkadzać w akumulowaniu kapitału. Na przykład na ludzi, którzy nie wypracowują ekwiwalentu dóbr koniecznych do ich własnego biologicznego przetrwania i siłą rzeczy muszą wydawać więcej niż zarabiają – albo umrzeć.


Dlatego ważne jest, żeby nie pozwalać państwu przeszkadzać w tej akumulacji tym, którzy dowiedli, że należy im przyznać pierwszeństwo, choćby w ten sposób, że zgromadzili kapitał bez uciekania się do zaboru mienia pod groźbą nasłania na kogoś uzbrojonych rzezimieszków, wsadzenia człowieka do paki i konfiskaty majątku.

A już rynek (a ściślej: jego uczestnicy) sami zatroszczą się o dobre rozwiązanie paradoksu petersburskiego.

Do napisania za tydzień. Miłego tygodnia!

Jedna myśl nt. „Akumulacja kapitału”

  1. Jest duża luka w Twoich założeniach.
    „Czego ten człowiek nie widzi?
    Co najmniej tego, że aby on miał gdzie mieszkać, kapitał musiał zakumulować bank…”

    To nie jest prawda, ponieważ na podstawie systemu rezerw obowiązkowych banki mogą kreować pieniądz, czyli pożyczać pieniądze, których fizycznie nie mają. Czyli można legalnie i nie aż tak trudno zdobyć pieniądze, których nikt wcześniej nie zakumulował.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *