Cel uświęca środki. W obronie deontologizmu

Dobry wieczór.

Lubię hejt. Również (nie: „nawet” i nie: „zwłaszcza”) ten wymierzony w siebie. Tym natomiast, czego nie lubię, jest publikowanie go w miejscach niedostępnych publicznie, bez żadnego komentarza na niniejszym blogu. Na przykład na zamkniętych grupach facebookowych. Jak mam się odnosić do czegoś, czego źródła nie zobaczą moi Czytelnicy, nawet jeśli im je podlinkuję?


Szczęśliwie jednak hejt po mojej poprzedniej notce był do bólu przewidywalny i choć znalazłem go akurat w zamkniętej grupie, do której należę, to myślę, że mógł być dość powszechną reakcją na mój poprzedni post ze strony tych, którzy się z nim nie zgadzali. Z grubsza sprowadzał się do tego, że Skorpion jest popieprzony, skoro uważa, że niech tam ludzie i zwierzęta cierpią, byle zasady („aksjomaty”) nie zostały złamane. I dlatego deontologia jest be.

Zacznijmy może więc od początku tytułu: cel uświęca środki. Jest to prawda w każdym spójnym systemie wartości. Oczywiście jest to prawda nie w tym sensie, w jakim rozumiemy to zdanie potocznie (a rozumiemy je tak, że konkretny cel, o którym w danej chwili rozmawiamy, uświęca środki). Ale prawdą jest, że w każdym tego typu spójnym systemie wartości taki cel musi istnieć.

Na początek weźmy libertarianizm z jego zasadą nieagresji, wraz z interpretacją, w myśl której przysługuje ona samoświadomym i odpowiedzialnym zarazem istotom i tylko im. Pierwszym kandydatem na cel, który uświęca każdy środek, jest przestrzeganie tej zasady. I tutaj wkracza hejter, który mówi, że absolutnie nie, bo umożliwi to bezkarne torturowanie psów i kotów.

No dobrze. Nie każdy musi akceptować bezkarność torturowania psów i kotów jako implikację zasad. Ale jeśli jest to tak straszne, że w imię zapobieżenia temu można poświęcić nieagresję, to proszę bardzo: mamy nowego kandydata na cel, który uświęca środki. Jest nim niedopuszczenie do bezkarnego torturowania psów i kotów. Czy to uświęca każdy środek?

Zapewne nie, odpowie konsekwencjonalista, bo jeśli jakimś cudem okaże się, że torturowanie jakiegoś psa jest jedyną drogą ocalenia ludzkości przed kataklizmem, to…


I tak dalej. Zasadniczo możliwych jest pięć rozwiązań tego typu dyskusji.

Rozwiązanie pierwsze: dyskutant przestaje odpowiadać na nasze pytania. Trudno tu mówić o przekonaniu kogokolwiek, ale możemy przynajmniej mieć uzasadnione poczucie moralnego zwycięstwa nad przeciwnikiem, który najwyraźniej broni swoich poglądów wyłącznie na poziomie emocjonalnym, bo na poziomie rozumowym sam zaczyna zdawać sobie sprawę, że przegrywa, tylko nie ma cojones, żeby to przyznać.

Rozwiązanie drugie: dyskutant przesuwa kolejnych kandydatów o tak małe kawałki, że przedłuża do nieskończoności możliwy ciąg, zanim dojdzie on do realnego kandydata na jakiś ultymatywny cel. Jest to odmiana rozwiązania pierwszego; nieco bardziej subtelna, za co należy się dyskutantowi odrobina szacunku, ale tylko w charakterze łyżki miodu w beczce dziegciu.

Rozwiązanie trzecie: dyskutant zaczyna przeczyć sam sobie. Jest to przesłanka za prawdziwością mojej tezy, ponieważ podważa spójność systemu wartości dyskutanta; warto jednak zwrócić mu na to uwagę, ponieważ godni dyskutanci niechętnie widzą w swoich systemach wartości sprzeczności i sami dążą do tego, żeby je usuwać.


Rozwiązanie czwarte: dyskutant się zapętli i zacznie używać już raz użytych kandydatów jako uzasadnień nieosiągania innych kandydatów za wszelką cenę. Niby spójne, tylko że to nie jest żaden system wartości. Tu nie ma założeń (w sensie logicznym). A to oznacza, że można z niego wywieść wszystko. Gość może sobie twierdzić, że w jego systemie mieści się zakaz torturowania psów dla zabawy, ale jeśli się go zapyta o nakaz torturowania psów dla zabawy, to w żaden logiczny (w sensie formalnym) sposób nie będzie on mógł tego podważyć. A jeśli to zrobi, to może wpaść w któreś z pozostałych rozwiązań.

Wreszcie rozwiązanie piąte: znajdzie się taki cel, o którym piszę.

Voilà! Mamy deontologizm: założenie, które jest tak silne, że trzymamy się go bez względu na konsekwencje.

Oczywiście jest to deontologizm, do którego doszło się konsekwencjonalistycznymi metodami. Nie ma w tym nic złego: poparcie moralne dla jakichś zasad musi wynikać z czegoś i jest raczej niespójne z brakiem poparcia moralnego dla ich efektów. Pisałem o tym zresztą tydzień temu. Natomiast jeśli już się ugruntuje (w oparciu o spodziewane efekty), to po prostu nie można sobie pozwolić na chwile zawahania, zdawszy sobie sprawę, że w jakichś tam rzadkich, ale możliwych sytuacjach, może ono doprowadzić do rzeczy bardzo złych. Skorygować, OK, ale w końcu dojść do konkluzji i twardo się jej trzymać.

Bo cywilizowany człowiek jakiś fundament moralny musi mieć, a świat jest tak złożony, że dla każdej zasady można znaleźć niesprzyjającą sytuację. Trzeba to brać na klatę.

Proszę zwrócić uwagę, że nie upieram się, żeby tym fundamentem były akurat zasady libertariańskie. To mój fundament, ale nikt nie musi go podzielać. Upieram się tylko, że powinno się jakiś fundament mieć. A nie odsądzać od czci i wiary fundamentalizm jako taki („fundamentalizm” to właśnie posiadanie fundamentów, na których oparty jest światopogląd – a, jak wiadomo, cała budowla musi, niezależnie od odchyleń, opierać się na fundamencie).

Jeśli mój rozmówca jest fundamentalistycznym przeciwnikiem np. zadawania cierpienia w sytuacjach innych niż obrona życia, w porządku: jest tu pole do ciekawych dyskusji, nawet jeśli nie na poziomie przekonywania (bo, jak wywiodłem tydzień temu, deontologa przekonać jest raczej trudno), ale choćby do sprawdzenia, jak bardzo te fundamenty są ze sobą zgodne. A z powodów praktycznych, gdyby chciało się razem budować jakąś formację polityczną: do sprawdzenia, czy przeciwności naprawdę są dyskwalifikująco duże? Bo ja człowieka, który popiera libertarianizm, ale rozciąga samowłasność na małpy, psy, koty i delfiny, poprę bez wahania, mimo że się z nim nie zgadzam w tej skali rozciągnięcia. Większe opory już budzi we mnie przymus szczepień, ale i tu niezgodność przełknę w imię zniesienia prawnych przeszkód utrudniających zwykłym ludziom zwykłe, codzienne sprawy, jak choćby konieczność spowiadania się z handlowania rękodziełami na Allegro.

Ale jeśli mimo powyższego wywodu upiera się on być konsekwencjonalistą i odrzuca postawę deontologiczną, to nie widzę pola do dogadania się, nawet gdybyśmy przypadkiem się zgadzali we wszystkim. Bo dziś się zgadzamy, a jutro ktoś mu pokaże (prawdziwy lub nie, ale przekonujący) związek przyczynowo-skutkowy i pojutrze się już zgadzać nie będziemy. Z kimś takim można zbudować domek z klocków Lego, ale nie przyszłość kraju.


Nie obiecuję wpisu za tydzień z powodów osobistych. Później powinno być dobrze. Jeśli nie dam znaku życia przez trzy tygodnie, możecie się zacząć martwić.

Miłego weekendu!

P.S. Jeszcze słówko odnośnie krytyki kompozycji bloga. Sam nie przepadam za dzieleniem wyrazów w losowych miejscach, przyznam, że nie chciało mi się grzebać w motywach WordPressa, żeby to wyłączyć. Staram się, na ile mogę, pod względem językowym i typograficznym po mojej stronie. Na przykład nigdy nie stosuję dywizów w funkcji półpauz, a każdy wielokropek napisany przeze mnie na tym blogu to jeden znak, a nie trzy kropki. A któregoś pięknego dnia zmobilizuję się, naprawię problemy z dzieleniem wyrazów, może przy okazji zmienię szablon, po czym wszystkie wady kompozycyjne znikną z mocą wsteczną. Inna sprawa, że mogą pojawić się nowe.

2 myśli nt. „Cel uświęca środki. W obronie deontologizmu”

  1. Szanuję za zwrócenie uwagi na problem. Po jednokrotnym przeczytaniu myślę, że się z Tobą zgadzam, ale muszę przemyśleć pewne implikacje mogące wypłynąć z tego, jaki by miało wpływ na dzisiejsze społeczeństwo, gdyby więcej było w nim deontologów. Ciekawy tekst, ogólnie.

  2. Doskonały tekst! Nie dało się tego prościej i bardziej dobitnie przedstawić. Agresja jest zawsze zła i nie ma dla niej żadnego usprawiedliwienia. Warto zawsze monitorować i piętnować agresywne działania jednostek i grup, szczególnie tych najbardziej wpływowych, co też robimy na portalu: http://gazetaliberty.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *