Co to jest „bogactwo”?

Dobry wieczór.

Przedsiębiorcy to jednak klawy ród. W każdym razie docenić pracę umieją (nie należy mylić pracy z siedzeniem w domu na zwolnieniu lekarskim, które w naszej rzeczywistości jest podstawą do wypłacania pensji, mimo że płatnikowi tej pensji nie przynosi to żadnej korzyści) i doczekałem się pod poprzednią notką paru podziękowań. A dziś ktoś nawet przesłał mi kawałek Bitcoina, co mnie bardzo cieszy i za co dziękuję (adres: 19qAqUFu9MrsPUBsBLyzSg2eMvUnKsHxpu, gdyby ktoś chciał pójść w ślady).


Napisałem to, a tydzień temu napisałem, że przedsiębiorcy są najpożyteczniejszymi ludźmi, bo ciągle do wielu nie docierają te proste prawdy. Ludziom się wydaje, że przedsiębiorca to w najlepszym razie pasożyt spijający śmietankę z efektów pracy innych i pławiący się w bogactwie, którego nie wypracował. Aby sprostować to myślenie, należy zadać sobie pytanie: co to jest „bogactwo”?

Z góry przepraszam ludzi oczytanych w dziełach klasyków austriackiej szkoły ekonomii: będę zapewne powielał ich myśli, używając wielu akapitów i prostych słów na coś, co powiedzielibyście na jednym oddechu z użyciem pojęć typu „krańcowa użyteczność”, ale chcę, żeby to było w miarę łatwo zrozumiałe dla prawie każdego. Pod koniec notki napiszę też króciutko o czymś innym.

Na poziomie atomowym Ziemia się nie bogaci. Owszem: ściąga w pole grawitacyjne jakiś kosmiczny detrytus, ale tempo przyrostu bogactwa Ziemi mierzonego atomami jest zerowe w każdym rozsądnym z punktu widzenia codziennego życia człowieka przybliżeniu. To zresztą dość pomyślna wiadomość. Warunki na planecie nabierającej masy w zawrotnym tempie byłyby prawdopodobnie zbyt labilne do podtrzymania życia.

Nikt rozsądny nie będzie jednak polemizował z faktem, że w ciągu ostatnich 200 lat ludzkość wzbogaciła się znacznie. Wzrosła ilość i jakość dóbr luksusowych, wzrosła liczba ludzi, zaspokojenie potrzeb biologicznych których nie przedstawia szczególnej trudności, a wszystko to mimo gigantycznego przyrostu potrzeb spowodowanego tym, że ludzi jest coraz więcej i żyją coraz dłużej.

Nie może więc tu chodzić po prostu o atomy, choć postęp ten wynika ze wzbogacenia się w sensie jak najbardziej materialnym, a podstawą budowy materii są atomy.

Może więc nie chodzi o łączną ilość materii, ale o ilość materii, jaka pozostaje pod naszą kontrolą? Trochę lepiej. Rozwój technologii pozwala na eksplorację niezdobytych wcześniej gór, głębin morskich czy kosmosu. Ale umówmy się: nie przywozimy zbyt dużych ilości chleba z kosmosu. Z gór też nie. Z głębin morskich też nie: owoce morza, którymi się żywimy, w 99,99% wyławiane są z głębokości, które od dawna nie stanowią nieprzystępnego dla człowieka terytorium. Metodą zdobywania kontroli nad kolejnymi złożami materii zyskaliśmy względnie najwięcej w kopalniach, ale i ten zysk nie był aż tak duży, jak wskazywałby na to skokowy wzrost bogactwa. Aby uzmysłowić sobie skalę skoku, o której mówimy, powiem tylko, że pod koniec XVIII wieku bogatsze warstwy francuskiego mieszczaństwa wydawały 90% swoich dochodów na pożywienie. Tam, istotnie, głodem nie przymierano. Dziś jak ktoś wydaje 60%, to bieda, nędza i ubóstwo, bo nic nie zostaje na takie luksusy jak odzież, leki, nie mówiąc już o zaspokajaniu fanaberii kulturalnych typu kino raz na ćwierćwiecze.

Jest więc lepiej, i to dużo bardziej lepiej niż byłoby, gdyby chodziło tylko o to „więcej” materii, co mamy dzięki kopalniom.

Ale nie chodzi przecież o to, że mamy do swojej dyspozycji więcej materii, a w każdym razie nie tylko o to. Znacznie większy skok dokonał się dzięki temu, że nauczyliśmy się tę materię, którą mamy do dyspozycji, wykorzystywać efektywniej. Zaczyna się robić ciepło. Przez te 200 lat udało nam się wybudować maszyny, wynaleźć nawozy podnoszące efektywność produkcji żywności, odkryć sposoby pozyskiwania energii zamkniętej w materii, wykryć i wykorzystać zjawisko promieniotwórczości Niekiedy zresztą wykorzystanie było destrukcyjne i nijak nie wzbogacające, np. bombardowanie Hiroszimy. Niemniej: nauczyliśmy się korzystać z atomów efektywniej niż dotychczas.

Co to znaczy „efektywniej”? Przecież nie chodzi na przykład o samą produkcję chleba. Człowiek potrzebuje chleba, by żyć; po zjedzeniu przemienia go (metodą przesuwania atomów) we fragmenty swojego ciała lub wydala w postaci kału, fragmenty ciała z kolei też co jakiś czas atom po atomie odpadają, niekiedy służą jako pożywienie innym Generalnie produkcja chleba to mniej lub bardziej próba odwrócenia tego procesu, ale tylko po to, by był chleb, który pozwoli to wszystko powtórzyć. Innymi słowy: produkcja chleba jest pożyteczna, ale gdyby atomy, które wchodzą w skład chleba, w naturze samoistnie tworzyły chleb, to jego dodatkowa produkcja byłaby niepożyteczna, bo potrzeba zostałaby zaspokojona. Dochodzimy do „efektywniej”: oznacza to, że zaspokajanych jest więcej potrzeb ludzkich, ważniejsze potrzeby ludzkie, lub jedno i drugie. W praktyce: jedno i drugie. Najważniejsza potrzeba ludzka jest od lat ta sama: żyć. Dziś ludzie żyją dłużej dzięki medycynie. Mają też jachty, co nie jest potrzebą ważną, ale wpada do kategorii „więcej”. A podstawowe potrzeby biologiczne zaspokajane są dla coraz większej liczby ludzi.


Wróćmy do przykładu z chlebem. Rozpatrzyliśmy dwie sytuacje: albo go nie ma i wtedy produkcja jest pożyteczna, albo jest i wtedy produkcja pożyteczna nie jest. Może być jednak sytuacja trzecia: że chleba jest, ale niewystarczająco dla wszystkich. Często tak się dzieje. I to wcale nie dlatego, że chleba jest sumarycznie za mało, tylko dlatego, że znajduje się on gdzie indziej niż głodni ludzie.

Produkcja chleba byłaby wówczas niepożyteczna: w magazynach zalegałoby po prostu więcej nikomu niepotrzebnych bochenków. Ale z samego tego chleba też nie ma pożytku. Co z tego, że ktoś się napracował (bo ewentualność, że chleby spontanicznie występują w naturze, okazała się fałszywa), skoro bochenek ten nie przynosi nikomu pożytku?

I tu wkracza na scenę przedsiębiorca. To jest ten facet, który ryzykuje własnym majątkiem po to, żeby doprowadzić do sytuacji, w której z tego chleba będzie pożytek. Nie przez produkcję: on już jest i więcej tego chleba tutaj tego pożytku nie przyniesie. Przez handel: trzeba znaleźć ludzi, którzy chleba potrzebują. Później, oczywiście, firma się rozrośnie i przedsiębiorcy przestanie się chcieć handlować. Zamiast tego wykorzysta efekt pracy piekarzy, ale i efekt pracy handlarzy: pierwsi zrobią chleb, drudzy dopilnują, żeby chleb ten przynosił pożytki. Jednym i drugim zapłaci, co w przełożeniu na nasz język oznacza przekazanie im prawa do wybranych przez nich a pożytecznych dla nich dóbr i usług w wybranym przez nich czasie.

I nie ma się co oszukiwać: będzie to robił dla zysku, bo to go motywuje. Nawet jak nie chce, żeby inni ludzie mieli pożytek, a w każdym razie nie to jest jego celem, to cieszy się, jeśli to się dzieje, bo za to jest wynagradzany (co oznacza, patrz wyżej, że będzie mógł osiągać pożyteczne dla siebie rzeczy).

Bywa, że chleba jest mniej niż głodnych. Tutaj pieniądz jest zbawienny: to najbardziej cywilizowana, najbardziej pokojowa i bezkrwawa (o ile nikt nie łamie libertariańskiego aksjomatu o nieagresji) metoda rozstrzygania konfliktów o zasoby. Na tyle złożona umysłowo, że dostępna tylko ludziom. Między innymi dlatego lwy muszą się zagryzać o zdobycz, a ludzie nie muszą (czasem i tak to robią, ale rzadziej; proszę sobie wyobrazić skalę zjawiska w świecie, na którym mieszka siedem miliardów lwów). Bywa też w drugą stronę: że chętni są nie tylko na chleb, ale na przykład na ryż, i sumarycznie dóbr jest więcej niż chętnych. Znów: pieniądz, tym razem w postaci cen, to narzędzie rozstrzygania konfliktów. Tym razem między przedsiębiorcami.


To wszystko powoduje, że nie tylko przedsiębiorcy są pożyteczni, ale też, że zysk przedsiębiorcy jest tym większy, im bardziej jest on pożyteczny: im lepiej zaspokoi potrzeby ludzkie i im lepiej zarządzi zasobami tak, żeby rozstrzygnąć konflikty. Nie sztuka sprzedać chleb na pniu z minimalną marżą temu, kto najwcześniej wstanie. Sztuką jest sprzedać go z maksymalną marżą, niekoniecznie jednakową dla każdego bochenka, tak, żeby dostali go najbardziej potrzebujący (czytaj: ci, którzy są skłonni oddać w zamian więcej niż ludzie mniej potrzebujący), a zarazem zasługujący (czytaj: ci, którzy prócz skłonności mają jeszcze możliwości).

Mało tego: to właśnie przedsiębiorcy na ogół wymyślają (lub przynajmniej inwestują pieniądze w wymyślenie lub sprawdzenie) nowe metody łączenia atomów tak, żeby wykorzystywać je jeszcze efektywniej i jeszcze pożyteczniej (w końcu po co dwudziestomiliardowy bochenek chleba na planecie w tym samym momencie, jeśli mamy najedzonych ludzi, którym brakuje butów?!).

Dlatego właśnie twierdzę, że przedsiębiorcy są najpożyteczniejsi.

Teraz obiecana inna rzecz. Nawet dwie.

Uwielbiam mieć rację. Wanda Nowicka postanowiła kandydować na stanowisko Prezydenta RP i popełniła wpis, w którym żali się na opresyjny język polski. Brzmi to strasznie głupio, ale Autorka próbuje rozwiązać problem, który niewątpliwie jest palący dla tak wielu Polaków, że to jest właśnie to, co powinien robić ich reprezentant na najwyższym szczeblu. Poziom śmieszności przewidziany kiedyś w moim wpisie p.t. „Feministra„.

Przy okazji takie zdanie:

Używanie jedynie form męskich jest dyskryminacją ze względu na płeć i sprzyja podtrzymywaniu szkodliwych stereotypów co do ról społecznych np.: że kobiety nie mogą ubiegać się o najwyższy urząd w państwie.

Autorka oczywiście nie raczy dać cienia argumentu za tym, że stereotyp, o którym pisze, jest szkodliwy. A przecież pisałem, że stereotypy są słuszne i pożyteczne, a przynajmniej powinny korzystać z tego domniemania, dopóki się nie wykaże każdemu konkretnemu z osobna szkodliwości.

Druga sprawa: stosunkowo świeży dostawca lolcontentu do polskiej blogosfery, portal strajk.eu, popełnił artykuł na temat zachorowania na odrę we Wrocławiu. Tytuł:

Triumf antyszczepionkowców: epidemia odry dotarła do Polski.

Pierwszy akapit:

We Wrocławiu zdiagnozowano pierwszy przypadek zachorowania na odrę. Kilkuletnia dziewczynka zaraziła się podczas pobytu w Berlinie, gdzie szaleje epidemia choroby.

Nie czas tutaj na gównoburzę na temat samych szczepień i ich przymusu. Inny temat, grubsza sprawa. Nasuwają się natomiast dwa pytania. Pierwsze: skąd pomysł, że antyszczepionkowcom chodziło o osiągnięcie takiego akurat celu? Ja jestem przekonany, że chodziło im o osiągnięcie zupełnie innego celu, zachorowanie to tylko skutek uboczny, w dodatku nawet oni pewnie zaklasyfikowaliby go do kosztów, czyli uznali za negatywny. Tyle że jako koszt akceptowalny. Czy jeśli wskutek braku kary śmierci morderca zostanie skazany na dożywocie, wyjdzie przed czasem i znowu kogoś zabije, to ten drugi zgon na takim portalu zostanie okrzyknięty „triumfem abolicjonistów„? Szczerze wątpię.


I druga rzecz: od kiedy pojedynczy przypadek zachorowania uzasadnia nazywanie czegoś „epidemią”?

Do napisania za tydzień.

Miłego weekendu!

2 myśli nt. „Co to jest „bogactwo”?”

  1. Trochę późno natrafiłem na ten tekst, ale mam jedną myśl:

    Bardzo chętnie przeczytałbym notkę gównoburzową traktującą o tego, czy – i ew. na jakich zasadach – akceptujesz jakiekolwiek nakładane „z góry” ograniczenia w celu osiągnięcia wyższego celu.
    Przez wyższe cele rozumiem (na tą chwilę) takie kwestie jak:
    – szczepienia właśnie (ochrona całości „ludzkości” przed chorobami zakaźnymi, prawie eradykowanymi lub nie)
    – ochronę gatunków zagrożonych
    – parki narodowe

    … i tak dalej – pewnie znalazłoby się jeszcze wiele innych przykładów, które „intuicyjnie” da się zdefiniować i niekoniecznie powodują skręt kiszek u wolnościowca, a nie wpisują się się w zasadę „niewp**dalania się”…
    Przykładowo, posiadam działkę budowlaną, na której przyleciał i osiedlił się jeden z ostatnich dropów w Polsce. Drop ma pecha, czy ja mam pecha?

    Temat ten nurtuje mnie od dłuższego czasu, jestem ciekaw, czy da się tak skonstruować prawo, żeby sensownie zdefiniować tego rodzaju „wyjątki”? Czy da się to zrobić sensownie tak, żeby nie stało to logiczine w sprzeczności np. z likwidacją zasiłku dla bezrobotnych (no bo jak to, drop jest ważniejszy od biednego człowieka)? I tak dalej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *