Definicja mordercy

Dobry wieczór.

Dziś przed głównym tematem notki trzy niezwiązane linki, na które chciałem zwrócić Państwu uwagę.


Mariusz Trynkiewicz skazany na 5,5 roku. Za posiadanie na komputerze dziecięcej pornografii i pirackich programów. To wszystko zbierał przez 8 lat w czasie, gdy siedział w dobrze strzeżonym pierdlu. Oczywiście nikt nie przyzna, że rezygnacja ćwierć wieku temu z kary śmierci była błędem, więc teraz w karygodny sposób prawo działa wstecz, a zamiast powodów do odizolowania przestępcy od społeczeństwa stosuje się preteksty z nadzieją, że ludzie są tak tępi, że to łykną. A najgorsze, że naprawdę są tak tępi, i to tych tępych jest według ostatnich sondaży ponad 95%. A swoją drogą Trynkiewicz trochę podobny z facjaty do Grodzkiej, tylko ładniejszy. To oczywiście moja subiektywna opinia niezwiązana z tematem.

Rząd delegalizuje publiczną krytykę władzy. Nic, co by w ich wykonaniu zaskakiwało, ale jak po cichutku!

I na koniec: kobieta przesiąka poglądami mężczyzny, z którym śpi. Wiem, wiem: śmiało się z tego już pół Polski, gdy ten wariat w muszce to gadał… Zaraz, jaki wariat w muszce? Owszem, gadał, ale link prowadzi do artykułu naukowego, przedstawiającego wyniki badań (po angielsku).

W tygodniu działo się, rzecz jasna, o wiele więcej, ale o tym akurat trąbią wszystkie media.

Przechodzimy do tematu tytułowego. Wydawać by się mogło, że nic prostszego: morderca to ktoś, kto zamordował. Okazuje się, że proste to jest w teorii, na prostych przykładach, ale przy trochę większych komplikacjach już jest nie do pojęcia.


Od razu więc wyjaśniam: jeśli jeden facet zamorduje drugiego, to jest on mordercą. I nigdy nie przestaje nim być. Nie można „przestać” być mordercą, bo nie można swojej ofiary „odzamordować”.

Teraz trudny punkt: jeśli ten morderca później uratuje życie stu osób, to nadal jest mordercą. Jest również bohaterem, nie można z tym polemizować, z tym że słowo „bohater” nie jest przeciwieństwem ani dopełnieniem słowa „morderca”. Można być jednym i drugim naraz (w ekstremalnej sytuacji nawet z tego samego powodu, jeśli ktoś na przykład zamorduje dręczyciela rodziny). Facet staje się po prostu bohaterem i mordercą w jednym. Bilans jego istnienia wychodzi na plus w liczbach bezwzględnych, o dziewięćdziesiąt dziewięć istnień ludzkich, jednak nawet to nie jest takie oczywiste i ta korzyść z jego istnienia może być kwestionowana przez bliskich zamordowanego. I nikt nie będzie mógł tego podważyć. Człowiek ma prawo do wyceniania życia bliskiej osoby wyżej niż nawet miliona żyć zupełnie obcych osób – nie ma tylko prawa wymieniania jednych żyć na drugie bez zgody ludzi, których sprawa dotyczy.

Gdyby ten facet zabił bez premedytacji, to nie byłby „mordercą”, lecz „zabójcą”. Cała reszta rozumowania pozostaje niezmieniona.


A piszę to, bo świat obiegła niedawno informacja, że Nigeria świętuje właśnie rocznicę bez zachorowania polio, i banda szczepionkowych faszystów gardłuje, że to ostateczny argument przeciwko nazywaniu szczepionek „zabójczymi” czy „morderczymi”. Najmniejszą zbrodnią na logice jest tutaj przy tym uznanie, że roczna próba na skalę jednego państwa jest „ostatecznym” argumentem w sporze o zasięgu globalnym toczącym się od dekad. Zakładam, że to po prostu sztuczka retoryczna, niezbyt może uczciwa, ale nie bądźmy hipokrytami: nie tego kalibru nieuczciwą retorykę słyszy się po wszystkich stronach wszystkich sporów (i na pewno występuje ona również na niniejszym blogu).

Otóż: „morderczymi” mało kto nazywa szczepionki, bo zazwyczaj przeciwnicy szczepień czy przeciwnicy przymusu szczepień nie podejrzewają preparatów o premedytację (choć twórców preparatów niekiedy owszem, zwłaszcza pasjonaci teorii spiskowych). Natomiast jeśli ktoś nazywa je „zabójczymi”, to obaleniem tej tezy nie jest wskazanie liczby osób, które szczepionka uratowała. Teza, że szczepionka jest zabójcza, jest udowodniona przez pierwsze potwierdzone doniesienie o śmierci w wyniku zastosowania szczepionki. Może to być za pierwszą próbą, tysięczną, milionową lub miliardową, ale wystarczy jedno.

I nikt nie powie, że takie przypadki nie miały miejsca.

Dlatego powtórzmy: szczepionki są zabójcze i nawet miliardy uratowanych przez nie istnień ludzkich tego nie zmienią!

Oczywiście: można mieć hierarchię wartości, w której uważa się szczepionki za dobrodziejstwo per saldo, i prawdopodobnie każdy, kto doświadczył szczepionek, z wyjątkiem ludzi, którzy ciężko to odchorowali lub pochowali z tego powodu swoich bliskich, tak uważa. Występują też pewnego rodzaju trudności psychologiczne w przyswojeniu prawdy. Można w końcu uznać, że jeśli żyją ludzie, którzy nie żyliby bez szczepionki, to brak szczepionki jest zabójczy. Ale nawet jeśli jest to usprawiedliwione stwierdzenie, to nie wyklucza się ono ze stwierdzeniem, że szczepionka jest zabójcza, co zapewne jest ową psychologiczną barierą trudności.

Życie jest zabójcze, proszę Państwa!

I żadna z powyższych trudności, tkwiących przecież w mózgu oceniającego, nie usprawiedliwia narzucania ludziom, którzy tych trudności nie mają, własnego punktu widzenia. Jeśli każde z wyjść jest zabójcze, to nikt nie powinien nikomu narzucać, które ryzyko kto wybierze. Chcielibyście, żebym wiozącej Was do szpitala na sygnale karetce narzucił przestrzeganie standardowych ograniczeń prędkości? Byłaby to podobna sytuacja: ryzykujecie życiem z powodu zbyt późnej pomocy medycznej lub z powodu zbyt brawurowej jazdy, ale ktoś z zewnątrz nakazuje Wam, żebyście wybrali akurat nie to, co sami chcielibyście wybrać.


Przypominam o konkursie.

Many thanks to {Peppone} for language considerations in the comment to my previous note.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *