Demotywator dla idiotów

Dobry wieczór.

demotywator_stereotypyPostanowiłem się dzisiaj poznęcać nad pewnym demotywatorem, który widziałem już dawno temu, ale z nieznanego mi bliżej powodu w minionym tygodniu zaspamował mi ścianę na facebooku kilkakrotnie. Delikwent obok, jak ktoś chce, to może sobie powiększyć klikając.

Demotywator ten jest głupi, co samo w sobie wywołałoby pewnie tylko wzruszenie ramion: nie pierwszy to i nie ostatni głupi demotywator w Internecie. Ale smutne jest to, że ogromna liczba ludzi w ogóle tej głupoty nie widzi.


Pierwszy z brzegu przykład jest akurat pozornie trafny. Jeśli ktoś 15-latkę idącą z rocznym dzieckiem nazywa z tego powodu „dziwką”, którą ona wcale nie jest, to faktycznie ją krzywdzi. A przy tym wykazuje się idiotyzmem. Człowiek, który nie jest idiotą, wie, że „dziwka” określa kobietę w zależności od celu, w jakim uprawia ona seks, a nie od wieku, w jakim uprawia ona seks. Piętnastolatka z dzieckiem będącym owocem gwałtu sprzed dwóch lat może być lub nie być dziwką i nie ma to nic wspólnego ani z tym, ile ma lat, ani z tym, że ma dziecko, ani z tym, że została zgwałcona.

Ale ten przypadek wygląda akurat na akademicki i mocno nieżyciowy. Serio ludzie mają takie skojarzenia? Widzę w głowie obrazek: dziewczyna, której nie znam (inaczej nie ma w ogóle sytuacji), mająca na oko piętnaście lat, spaceruje sobie z rocznym (też na oko) dzieckiem. Nie znam tych ludzi, w dowody też ich nie zaglądam. W życiu nie wyobrażam sobie „dziwka” jako pierwszego skojarzenia. „Starsza siostra” lub „kuzynka” – to się narzuca przy takiej różnicy wieku.

W ostateczności: 26-letnia milf, która wyjątkowo młodo wygląda. Czemu nie, skoro Sophia Loren też wygląda na mniej niż 60% swoich metrykalnych lat?

Dobra. Nie ma się co dłużej pastwić nad jedyną sensowną częścią demotywatora. Dalej jest gorzej.


Można to właściwie wrzucić do jednego worka: nazywanie kogoś grubym, brzydkim lub łysym. Brzydota to pojęcie subiektywne, otyłość może nieco mniej, więc zajmę się łysiną, która jest najbardziej obiektywna i najłatwiej mierzalna.

Idzie sobie ktoś bez włosów. Jest łysy? Jest. No, to nazywam go łysym, bo pasuje do definicji. Dowiaduję się, że ten ktoś ma raka i to dlatego nie ma włosów. Czy ta wiedza w jakikolwiek sposób czyni tego człowieka mniej łysym? Oczywiście, że nie.

Łysina to cecha człowieka, który nie ma włosów na głowie. Koniec, kropka. To, dlaczego ich nie ma, nie ma najmniejszego znaczenia. To samo dotyczy bycia grubym i bycia brzydkim. Co prawda definicja otyłości jest nieostra, a brzydoty jeszcze bardziej, ale to nie zmienia podstawowego faktu: bycie łysym, grubym czy brzydkim to atrybuty wizualne! Ocena moralna czy empatia nie mają tu nic do rzeczy!

Kobiecie, która ma raka, bardzo współczuję, bo to nic przyjemnego. Jeśli jest łysa z tego powodu, to też jej współczuję. Znacznie bardziej niż np. szurniętej nastolatce, która jest łysa, bo włosy zaczęły palić jej się na głowie, gdy nałożyła za dużo farby (znam taki przypadek – nie wiem tylko, czy ona akurat ogoliła się wtedy na łyso). Ale jeśli obie nie mają włosów na głowie, to żadna nie jest mniej łysa przez sam fakt, jak do tego doszło, ani przez sam powód, z jakiego do tego doszło.

Wczoraj dotarła do mnie smutna wiadomość. 3 dni przed swoimi 75. urodzinami zmarł Richard Kiel, odtwórca roli Buźki w dwóch filmach z Jamesem Bondem. Rozpoznawalność zapewniała mu postura: mierzył 217 centymetrów.

Ludzie nazywali go wysokim, ale nie wiedzieli, że cierpiał na akromegalię. A ja o tym wiem. I wiecie co? Też nazywałem go wysokim, nazywam go wysokim i będę nazywał go wysokim. Założę się, że 95% z Was nie skopiuje tego na swoją tablicę.


Z innych spraw: natrafiłem na blog Martina Lechowicza (podlinkowany z prawej na stałe). To ten sam, który łopatologicznie wyjaśnił, jak działa bitcoin. Oprócz tego ujęło mnie, jak obala porównywanie poddawania się woli Bożej do poddawania się przepisom państwa.

Ciekawy bloger: wolnościowiec, choć krytyk Janusza Korwin-Mikkego. Z całą powagą piszę „krytyk”, a nie „hejter”: człowiek wie, co wolnościowiec może mieć Mikkemu za złe, i wie, jak to napisać. Nie powiem, że mnie przekonała jego argumentacja, ale bardzo bym chciał mieć okazję porozmawiać z nim o tym kiedyś osobiście. No i niech za rekomendację wystarczy Państwu, że ja, zwolennik Korwin-Mikkego, bez żadnej ironii polecam Państwu blog kogoś, kto go krytykuje.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *