Diagnoza opisowa

Dobry wieczór.

Punkt dla każdego, kto rozpoznał w poprzednim wpisie inspirację najkrótszego kazania świata, wygłoszonego lata temu przez księdza Malińskiego: „Chamiejemy”. Ale teraz wypadałoby rozwinąć, o co mi właściwie chodziło, tym bardziej, że ktoś, kto nie zrozumiał, mógł być rozczarowany krótkim wpisem. Dziś wpis bardzo długi, powinien starczyć za dwa normalne.


Od trzech tygodni w mediach istnieją właściwie cztery tematy: prognoza pogody, program telewizyjny, zamachy a przybysze z Bliskiego Wschodu oraz szybkie i zdecydowane działania PiS i Prezydenta Dudy po objęciu władzy. Przy czym tylko na pierwsze dwa z tych tematów media są w stanie pisać zachowując rozsądek i obiektywizm.

Zamachowcy we Francji, w liczbie sztuk ośmiu, o wyraźnie śniadych karnacjach, pozbawili życia sto osób z hakiem (w tej liczbie większość spośród siebie). Co prawda to niewiele w porównaniu z wyczynem Timothy’ego McVeigha, a nawet, w przeliczeniu na osobę, w porównaniu z Breivikiem (który miał trudniejsze zadanie, bo nie odpalał bomby na hurra, tylko dokonywał tak starannej, jak tylko warunki pozwalały, selekcji ofiar), co na marginesie pokazuje, że biali są lepsi od ciemniejszych we wszystkim, za co się wezmą, wliczając w to masowe morderstwa.

Niemniej nawet owo „niewiele” to z punktu widzenia ofiar i ich bliskich dużo za dużo.

A Internet? Głosów rozsądku sporo, zgoda. Na ogół płynących z miejsc, z których płynęły wcześniej. Natomiast nowoczesna, europejska Lewica, zdaje się impregnowana na wszystko. I mowa tu nie tylko o Lewicy salonowej, ale o zwyczajnych, inteligentnych, zdawałoby się, ludziach, udzielających się na portalach społecznościowych (oraz o znacznie mniej inteligentnych ludziach pracujących na usługach szczujni typu „Gazeta Wyborcza”). Najpierw zaczęli przeć na to, żeby pobyć myślami przy ofiarach i ich bliskich w tak wielkiej ciszy, żeby przypadkiem nie wyrywało się „a nie mówiłem?”. A potem przekonywali, że nie wolno zamykać granic na uchodźców, bo przecież ktoś, kto uchodzi przed wojną, nie wszczyna jej w nowym miejscu, a zamach był dziełem ludzi związanych z tą samą organizacją, która sprowokowała autentycznych uchodźców do wyjazdu z Bliskiego Wschodu i szukania szczęścia w Europie (a mają kilka innych kierunków, które różnią się głównie tym, że nie ma tam socjalu).

Świetnie, ale czy ktoś naprawdę myśli, że mielibyśmy na głowie tylu i takich zamachowców, gdybyśmy zamknęli się przed falą uchodźców, która do nas napłynęła? Dostali znakomity prezent w postaci właściwie bezproblemowego przekroczenia granicy, kto by nie skorzystał?

Ale nawet gdyby istniał mechanizm selekcji, to egzekwujący go ludzie wychowani zostali przez swoje państwa na miękkie faje. Serio ktoś widzi strażników jakiejkolwiek granicy w Europie, jak strzelają do grożącego mu bombą lub karabinem ciapatego, zamiast grzecznie podnieść rączki do góry? Nawet jeśli wygrają tę walkę, to w nagrodę za bohaterstwo czekają ich problemy od ich własnych państw, tych samych, które kazały im swoich granic strzec, a siebie reprezentować.

I nawet jeśli uchodźcy są ofiarami, zwierzyną, na którą polują zamachowcy, to nie jest to powód, żeby ich wpuszczać. Tym bardziej nie jest. Jak wiesz, że myśliwi polują na lisy, to nie wpuszczasz lisa do swojego domu, żeby nie postrzelili Ci dzieci, prawda?

A tu jest jeszcze gorzej, bo terroryści nie bawią się w subtelności typu pistolet, strzelba czy karabin, tylko używają bomb. W ostateczności strzelają na oślep. Posiłkując się slangiem z gier typu StarCraft: walą splashem. Nie tylko nie masz prawa zwalać mi bez mojej zgody takiego uchodźcy na głowę: dyskusyjne jest nawet Twoje prawo do sprowadzenia go sobie pod Twój dach, jeśli sąsiaduje on z moim! Zwłaszcza jeśli zaliczasz się do ludzi, którzy zakazują mi posiadania broni, nakazują mi się szczepić i kupić OC do każdego samochodu, jakim wyruszę, bo mogę potencjalnie zrobić coś, od czego niewinny oberwie rykoszetem w nienaprawialny sposób, jeśli się do któregoś z tych Twoich totalitarnych pomysłów nie zastosuję.

Oczywiście zdaniem pseudointeligentów z nowoczesnej, europejskiej Lewicy (tym razem salonowej, ale za przyklaśnięciem tej motłochowo-starbucksowej), jest to powód, żeby jeszcze bardziej ograniczyć dostępność broni. Tej oficjalnej. I udawać, że innej nie ma. Wprawdzie przy terrorystach znaleziono tylko jeden paszport (syryjski, na co reakcję słyszałem następującą: i na tej podstawie oceniają pochodzenie ich wszystkich?! z autentycznym zdumieniem), ale może za to znaleziono paragony fiskalne lub faktury na broń, z której strzelali? A może nawet zeznania podatkowe z wykazanymi pieniędzmi, jakie zarobili za zamordowanie swoich ofiar. W końcu nie wiadomo, czy to nie było na czyjeś zlecenie.


Właśnie: ten zarzut też się pojawia. Ten mianowicie, że próbując umacniać teraz antyimigranckie nastroje w Europie działa się nie tyle na zlecenie zamachowców czy ich potencjalnych mocodawców, ale w ich interesie. Bo ich celem jest osaczenie uchodźców i wysłanie im komunikatu, że nie mają dokąd uciec.

Oczywiście mają, choćby w kierunku Syberii, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nawet gdyby ten zarzut był słuszny, to co z tego? Ta sama banda idiotów, którą już parę razy wspomniałem, czyli nowoczesna, europejska Lewica, ma hyzia na punkcie bezpieczeństwa. W trosce o moje własne bezpieczeństwo zakazują mi kupowania hot-dogów od sąsiada, dopóki nie sprawdzi go Sanepid, a ostatnio ci mędrcy Brukseli (bo do mędrców Syjonu im daleko), w trosce o nasze bezpieczeństwo, uregulowali wysokość płomienia świecy. Szkoda, że w Tybecie nie mają takich światłych elit, może mieliby tam mniej wypadków samospaleń.

No to wbijcie sobie do głów, że w ostatnim czasie głównym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa są właśnie imigranci, bo to wśród nich są terroryści, którzy wcześniej nam nie zagrażali. I że antyimigrancka polityka, komukolwiek służy, sprzyja naszemu bezpieczeństwu. Ś.p. Winston Churchill (jego zapewne nie cenicie, ale znać wypada) powiedział kiedyś, że gdyby Hitler wypowiedział wojnę Piekłu, Lucyfer byłby sojusznikiem Zjednoczonego Królestwa. Tak trzeba to traktować. Zgadzam się z Wami, że niefajnie jest pomagać terrorystom i sam też bym nie chciał tego robić, ale jeśli taki jest koszt konieczny osiągnięcia celu ważniejszego, to należy go ponieść.

Nawet jeśli to nie terroryści są faktycznym źródłem największego niebezpieczeństwa, to zwykli ludzie czują, że oni nim są. Jesteście demokratami? Więc reprezentujecie tych ludzi. Macie fioła na punkcie bezpieczeństwa? Więc Waszym obowiązkiem jest zapewnienie go w pierwszej kolejności tym ludziom. To jest Wasz elektorat, jesteście ich reprezentacją. Nie uchodźców.

No, ale może uchodźcy będą Waszym elektoratem? Oskarżam, że na to właśnie liczycie: sprowadzicie multum przybyszów, dacie im socjal i kupicie sobie za to głosy, których coraz bardziej Wam brakuje wśród lokalnych głosujących. A całe to gadanie o prawach człowieka i potrzebie solidarności z ofiarami wojny to tylko mydlenie oczu.

Na podobnej zasadzie, na jakiej Wy oskarżacie o sprzyjanie terrorystom. Z tą różnicą, że u Was głosy to cel, a u nas pomoc terrorystom to smutny skutek uboczny.


Wracamy na nasze podwórko, gdzie szczęśliwie zamachów nie ma. Na razie. Jest za to Marszałek senior Kornel Morawiecki, który jawnie mówi, że niesłużenie narodowi jest wystarczającym powodem nieprzestrzegania prawa. Polityk reprezentuje państwo, a nie naród, ale skąd wybraniec ludu zamiast wykształconego kierunkowo człowieka ma rozróżniać takie niuanse? Zwłaszcza w dość jednolitym narodowościowo państwie. Dlatego z czasem politycy zaczynają wierzyć, że faktycznie reprezentują naród. Swój własny, rzecz jasna.

Problem w tym, że ze swojej perspektywy dokładnie takiego samego rozumowania mógłby użyć Adolf Hitler (i nie wiem, czy tego nie zrobił). Nie oskarżam bynajmniej Pana Morawieckiego o takie zapędy: to, że jest nadzieją Rafała Wosia na reprezentację poglądów tego ostatniego w Sejmie, nie czyni jeszcze z Kornela Morawieckiego bandyty na poziomie nazisty (choć każe mu się przyjrzeć nader podejrzliwie). Boję się natomiast, że przepełniony szlachetnymi intencjami może w tym kierunku poprowadzić.

Ale bardziej przeraża mnie to, że przyklaskuje temu nie tylko ktoś taki, jak Woś, czy też raziści. Całkiem sporo ludzi, których aż do niedawna miałem za inteligentnych, a w każdym razie nie za idiotów, nie widzi w wypowiedzi Morawieckiego niczego złego, a co gorsza: nie zaczynają widzieć niczego złego po usłyszeniu analogii z Hitlerem. Albo uważają się za wygranych w dyskusji mocą prawa Godwina, albo sypią się wyzwiska za porównywanie antykomunisty z Hitlerem (co do zasady słuszne, gdyby rzeczywiście zachodziło porównanie i gdyby rzeczywiście chodziło o antykomunistę sprzeciwiającego się gospodarczym aspektom komunizmu; niestety, Pan Morawiecki sprzeciwia się jedynie stylowi sprawowania władzy, natomiast w redystrybucji nie widzi nic złego).

W takim klimacie trudno się dziwić gromom sypiącym się na PiS, cokolwiek PiS zrobi. Pewnie muszę to podkreślić po raz kolejny: nie jestem fanem PiS i bardziej mnie zwycięstwo tej partii przeraża niż cieszy. Ale zarzuty o tworzenie z Polski prywatnego folwarku są śmieszne, a z ust kogoś, kto przez ostatnie 8 lat popierał Platformę Obywatelską, wręcz żenujące. Przepraszam: kto ma legitymację do rewolucyjnych zmian w kraju, jeśli nie partia, która w ciągu pół roku zdobyła Prezydenta, większość w Senacie i samodzielną większość w Sejmie jako pierwsza w historii III RP? I dlaczego ma to robić powoli, bo szybkość zmian też jest jednym z zarzutów? Im szybciej, tym skuteczniej. Dlaczego ma się dogadywać z innymi partiami, skoro dogadywanie się z przeciwnikiem to zawsze konieczność jakiegoś ustępstwa z własnej strony, które w danych warunkach nie jest konieczne i do którego nawet nie mają legitymacji społecznej, bo przecież skoro dostali większość, to znaczy, że społeczeństwo życzyło sobie samodzielnej władzy PiS.

Albo że mamy głupią ordynację.

Tak czy inaczej: zagłosowała na PiS przeważająca większość głosujących. Mówienie o procentach uprawnionych też jest żenujące: uprawniony, który nie poszedł, nie może się skarżyć, a w ich imieniu skarżą się na ogół ci, co poszli. Zresztą jeśli tak liczyć, to znaczyłoby to, że uprawnieni, którzy nie poszli, nie życzą sobie nad nimi żadnej zwierzchniej władzy. O to chodzi tym, którzy używają liczby uprawnionych zamiast głosujących, żeby zdeprecjonować miażdżące zwycięstwo PiS? Bo jeśli tak, to ja temu przyklasnę: jestem libertarianinem-minarchistą i monarchistą, ale anarchia jest jak najbardziej akceptowalna. Oczywiście tylko w wydaniu anarchokapitalistycznym, ale inne formy, np. anarchosyndykalizm czy anarchokomunizm, to nie jest anarchia: od tego, że banda watażków, która zdobędzie na jakimś terenie faktyczny monopol na stosowanie przemocy do osiągnięcia własnych celów, nie zostanie nazwana państwem mimo spełnienia podstawowego kryterium odróżniającego państwa od niepaństw, władzy zwierzchniej wcale nie ubywa. Najwyżej nie jest ona uznawana przez ONZ, które też składa się z państw i w tym ujęciu nie jest niczym więcej ponad globalne kółko wzajemnej adoracji (z tą wzajemnością też nie jest tak do końca, np. oba państwa koreańskie, choć są członkami ONZ, nawzajem siebie nie uznają).

Zamach na Trybunał Konstytucyjny. Oczko w głowie ostatnich antypisowców. Na 15 sędziów Trybunału 2 było związanych z PiS przed zmianą warty dokonaną przez Platformę. Po zmianie warty: 0. Z PO dużo więcej. W teoretycznie demokratycznym państwie, tuż po miażdżącej wygranej PiS z PO.

Ale to PiS robi zamach. Rozumiecie?

Fakt, że to wszystko wygląda jak dość swobodne interpretowanie Litery Prawa. Wygląda. I nic ponad to, bo ta Litera nie została w żadnym miejscu jawnie złamana. I powtórzę pytanie retoryczne: komu, jeśli nie partii, która na taką skalę wygrała wybory, przysługuje moralne prawo interpretowania Litery Prawa? To, że mamy tak zagmatwane prawo, że trzeba je zawile interpretować, zamiast po prostu sprawdzać znaczenie poszczególnych słów i fraz w powszechnych słownikach, i że np. „szkoda” to nie to samo, co „krzywda”, to inna sprawa.

Dokładnie to samo tyczy się ułaskawienia Kamińskiego. Nieeleganckie, ale legalne. A ci, którzy twierdzą inaczej, powołując się na zapisy Kodeksu Postępowania Karnego w opozycji do zapisów Konstytucji, tak, jakby te pierwsze miały priorytet, są nie tyle śmieszni, co groźni.

Na zakończenie trochę inny temat. Zakończył się mój konkurs na wiersz sławiący Augusto Pinocheta. 25 listopada przypadła setna rocznica jego urodzin. Nie przyszło ani jedno zgłoszenie, choć mimo zastrzeżenia, że przy niskim poziomie prac mogę nie przyznać całości nagrody, napisanie w ostatniej chwili pół moskalika oznaczałoby Bitcoin o wartości kilkudziesięciu złotych za kilkadziesiąt sekund roboty. Dosłownie.

Rozumiem, że ktoś może być idealistą, który za żadne pieniądze nie poprze Pinocheta. Ale nie wierzę, że moi Czytelnicy składają się wyłącznie z aż tak silnych i pryncypialnych antypinochetistów.

Obiecałem, że to, co nie pójdzie na nagrody, pójdzie na cel dobroczynny. Nie przewidziałem takiego obrotu sprawy, ale słowo się rzekło. Pozwoliłem sobie jednak samodzielnie dokonać interpretacji dobroczynności.

Przewidziana nagroda zasiliła w równych częściach stronę Libertarianin oraz blog Antistate. Linki do obu w postaci banerów po prawej stronie niniejszego bloga. Uważam, że każdy, kto wspiera libertarianizm lub przynajmniej liberalizm gospodarczy, dobrze czyni.


Od każdej sumy 0.05 odjąłem 5000 satoshi na opłatę transakcyjną.

Link do transakcji.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *