Dlaczego nierentowne = złe?

Dobry wieczór.

Zdarzyło mi się uczestniczyć w dyskusji, w której ktoś opowiadał się za utrzymywaniem z publicznych pieniędzy niektórych niedochodowych przedsięwzięć, takich jak np. przedsięwzięcia kulturalne. Argumentacja standardowa: pieniądz nie jest najważniejszy, są wyższe wartości, niektóre rzeczy są bardzo wartościowe, mimo że trzeba do nich dopłacać, więc trzeba to robić.

Postaram się więc dziś wyjaśnić, dlaczego to jest szkodliwe.


Dużo ludzi traktuje pieniądz jak cel sam w sobie. To niesłuszne (acz powszechne) podejście może utrudnić zrozumienie tego, co mam do przekazania, dlatego na początek zaproponuję rewolucję: proszę sobie wyobrazić, że pieniędzy nie ma. Zniknęły, nie ma, nie istnieją, nigdy nie istniały. Zniknęły pieniądze – pozostały natomiast ceny.

Zaraz jakie ceny? Co to jest „cena”? Ile kosztuje bułka i czego, skoro nie ma pieniądza, więc nie ma czym za nią zapłacić?

Otóż – jest czym. Za bułkę można zapłacić własną pracą, papierem, drewnem, zeszytem… Bułka może kosztować 30 Umownych Jednostek, ryza papieru 900 Umownych Jednostek, itd.

Nie musimy w tym celu mieć definicji Umownej Jednostki. Zresztą złotówka też nie jest zdefiniowana. Pozornie jest, choćby jako 1/1680 minimalnej płacy brutto na pełen etat, ale to tylko pozory, bo ta wartość się zmienia. Właśnie w zależności od tego, jak wyglądają ceny innych towarów wyrażonych w tej jednostce.

Opisane wyżej Umowne Jednostki mają to do siebie, że służą właśnie do finalizowania umów. Przy podanych liczbach oznaczają one ni mniej, ni więcej, jak tylko to, że ryza papieru jest warta dokładnie tyle samo, co 30 bułek. Jeśli Kowalski dysponuje taką ryzą, a Nowak 30 bułkami, to mogą się wymienić. Mogą, oczywiście, i za 25 i za 35. Za tyle, na ile się zgodzą. A zgodzą się wtedy, gdy każdy będzie czuł, że to, co dostał, jest warte przynajmniej tyle, co oddał.


Tak działa barter. To całkiem niezły pomysł, ponieważ podnosi wartość rzeczy. W jaki sposób? Ano tak, że w wyniku wymian rzeczy trafiają do tych, którzy bardziej ich potrzebują. Przecież to, czy ryza, którą mam, warta jest dla mnie 25 czy 35 bułek, zależy w dużej mierze od tego, czy jestem głodny. Z drugiej strony oznacza to, że ta sama bułka ma różne wartości w zależności od tego, w czyich rękach się znajduje. Z tego, rzecz jasna, nie wynika, że możemy siłą zabrać sytemu Kowalskiemu bułkę, żeby dać ją głodnemu Nowakowi, bo w realnym świecie taka bułka byłaby dla Kowalskiego wystarczająco mało warta, żeby zasoby, które musi na nią zużyć, wolał zużyć na coś innego. Coś, co dla niego będzie miało wartość większą niż bułka dla Nowaka. Nie mówiąc już o tym, że barter przestaje działać, gdy kończy się dobrowolność. Zabór bułki nie jest przecież obustronnie korzystny.

A co to oznacza, że coś jest nierentowne? W naszej rzeczywistości to proste: że dopłacamy do tego, ale chwilowo mamy świat bez pieniędzy. Mimo wszystko są tam ceny, mogą więc być przedsięwzięcia nierentowne. Nierentowność polega tam na tym, że możemy przeznaczyć nasze zasoby na coś, co przyniesie nam 3 miliardy Umownych Jednostek – na przykład na dużą fabrykę samochodów – ale zamiast tego z premedytacją przeznaczamy te same zasoby na coś, co przyniesie 2 miliardy Umownych Jednostek, albo wręcz na coś, co będzie wymagało dokładania kolejnych Umownych Jednostek – na przykład na teatr. (Nierentowność wynikająca z błędnych decyzji to osobny problem). Oczywiście „Umowne Jednostki” są tu jeszcze bardziej umowne, ponieważ tak naprawdę ich nie przeznaczamy. Nie istnieją one przecież w żadnej fizycznej formie; gdyby istniały, byłyby pieniądzem, którego istnienie byłoby sprzeczne z naszymi założeniami.

Istotne jest to, że zasoby, które mogliśmy zużyć na coś wartego 3 miliardy UJ, zużyliśmy na coś wartego 2 miliardy UJ. Z premedytacją zdecydowaliśmy się na stratę zasobów o wartości miliarda Umownych Jednostek. Nie wiadomo, co tak naprawdę straciliśmy: czyjś jacht, czyjeś szczęście, czyjeś poczucie bezpieczeństwa, możliwość uratowania czyjegoś życia… Ważne jest to, że jest gorzej niż mogłoby być. To źle. Jak zrobiliśmy to celowo, to prócz tego, że źle, to dodatkowo głupio. A jeśli zmusiliśmy do tego innych, to źle, głupio, a ponadto po bandycku.

Założyliśmy tutaj nieistnienie pieniędzy. Ale czy ich istnienie coś zmienia? Nie. Pieniądz to tylko narzędzie. Jego zastosowanie nie powoduje, że ludzie nagle zaczynają wartościować inaczej bułki w stosunku do papieru (natomiast ułatwia Rządowi sterowanie tym wartościowaniem, np. poprzez nakładania VAT w innej wysokości na alkohol niż na leki). Pieniądz jest wygodny, ponieważ umożliwia odłożenie w czasie decyzji o tym, na co zostanie wydany. Kładąc cegły nie musisz od razu myśleć, czy w zamian chcesz dostać schabowego z kapustą i litr whisky, czy wolisz dres sportowy. Możesz zdecydować później.

Co więcej: możesz to kumulować, żeby jednorazowo kupić coś dużego. Np. dom lub jacht. To rozwija gospodarkę, ponieważ tworzy popyt na rzeczy, których w innych warunkach po prostu nie byłoby komu sprzedawać.

Natomiast samo zjawisko nierentowności nie ma tu nic do rzeczy. Nierentowne jest zawsze złe. Dowolne wartości kulturalne, społeczne i inne, jakimi ktoś zechce usprawiedliwić finansowanie nierentownej kultury kosztem rentownych fabryk, nie zmieniają faktu, że bilans tych wartości jest ujemny, ponieważ to, co oferuje teatr, jest dla ludzi mniej wartościowe niż to, co oferuje fabryka (przy przyjętych założeniach liczbowych, ale przy innych dyskusja nie ma sensu, bo teatr nierentowny nie jest). Wartościowe jest przecież to, co ma wartość. A wartość, niezależnie od tego, jak bardzo ktoś chce wyzuć się z materializmu, musi mieć jedną podstawową cechę: musi dać się w czymś wyrazić. Choćby w Umownych Jednostkach, z których nikt nie zdaje sobie sprawy, nikt nie używa, bo do wymiany bułek na winogrona nie jest potrzebne używanie liczb, póki ludzie zgadzają się wymienić, ale jest to wartość.


Podobnie jak uczucia mają wartość. Człowiek wyraża to na przykład pielęgnując te uczucia w czasie, który przez to nie zostanie przeznaczony na coś innego. Mógłby popracować i zarobić kilkaset Umownych Jednostek, ale woli przez ten czas poszeptać do ucha żonie miłe rzeczy. Widać dobre stosunki z żoną warte są na przykład tysiąc Umownych Jednostek.

A dobry wpis Skorpiona, to ho ho! i jeszcze trochę Umownych Jednostek.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *