Fałszywa informacja i prawdziwe reakcje

Dobry wieczór.

W ostatnim tygodniu Internet obiegła fałszywa informacja, jakoby Unia Europejska miała uznać chrzczenie dzieci za przestępstwo. Natychmiast pojawiły się też reakcje.


Trochę mnie, szczerze przyznam, te reakcje dziwiły. To było tak grubymi nićmi szyte, że nawet ja się na to nie nabrałem, a bywam dość łatwowierny, jeśli chodzi o bicie kolejnych rekordów głupoty przez socjalistów lub postępowców. Wcale nie zdziwiło mnie podawane uzasadnienie: chodziło o to, żeby nie wymuszać na nieświadomych niczego dzieciach wyboru, który później determinuje całe ich życie i zmusza do przestrzegania reguł wiary, której mogą nie podzielać.

Dość umiarkowanie mnie też zdziwili komentatorzy popierający te rozwiązania i te powody (i nie chodzi tylko o brak konsekwencji w rozumowaniu kogoś, kto bez problemu akceptuje na przykład nadanie dziecku na całe życie imienia, albo w zmuszaniu dzieci do przestrzegania reguł wiary w równość płci, której mogą nie podzielać). Zacząłem się jednak zastanawiać, jakie cechy musi mieć zwolennik takiego rozwiązania, poza oczywistym byciem amoralnym skurwysynem, który uważa, że wolno przemocą ingerować w relacje rodziców z ich własnymi dziećmi.

Doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie można podzielić tych ludzi na kilka, niekoniecznie się wykluczających, grup.

Półgłówki,

którym się wydaje, że wprowadzenie (i nawet skuteczne egzekwowanie) czegoś takiego rzeczywiście zapobiegnie zdeterminowaniu przyszłej wiary i hierarchii wartości dziecka, a chrzest to wymusi. Na ogół są to antyklerykałowie, z których część zapewne nie wierzy. Zapewne też, przynajmniej jeśli mówimy o Polsce, ta niewierząca część jest w dużym odsetku ochrzczona. Ale nie przeszkadza im to wierzyć w automatyzm implikacji.


Zresztą, powiedzmy to sobie szczerze: jednym z nakazów wiary jest krzewienie jej w dzieciach i chrzczenie dzieci. Gdyby chrzest łączył się z wiarą jeden do jednego, to w Polsce nie mielibyśmy dzisiaj ani jednej niewierzącej osoby, nie licząc napływowych.

Rodzice, oczywiście, przekażą dzieciom te wartości, które sami wyznają (i to nie werbalnie, a czynem, jeśli to się rozmija). A dziecko niekoniecznie je przejmie w stu procentach, bo jest autonomiczną jednostką. Zakaz chrztu wzmocniłby jedynie parcie na przekazywanie chrześcijańskich wartości, dokładnie z tych samych przyczyn, które spowodowały, że wiara Polaków w Boga i pozycja Kościoła Katolickiego w narodzie nigdy nie była tak silna, jak za najgłębszej PRL.

A chrzest, w zupełnej zgodzie z zasadami wiary, można przeprowadzić na wiele sposobów, o których urzędnik nigdy się nie dowie. W razie uzasadnionej obawy o życie dziecka nawet we własnych myślach.


Spiskowcy,

którym zależy na odrodzeniu mocnej pozycji chrześcijaństwa w Polsce i Europie, obecnie nieco zachwianej, widzą ten mechanizm, który opisałem w przedostatnim akapicie rozważań o półgłówkach.

Wierzący antyteiści.

To wymaga wyjaśnienia. Nie „ateiści” (którzy z natury rzeczy nie byliby wierzący), a „antyteiści”.

Kto to taki? Ludzie niechętni Bogu. Najchętniej powiedzieliby o sobie, że są ateistami lub agnostykami, problem w tym, że oni nie tyle wierzą w brak Boga, ile wierzą w to, że Bóg istnieje, ale bardzo im ten stan rzeczy nie odpowiada. Jednocześnie nie są to sataniści, czczący Szatana lub obstawiający jego zwycięstwo w decydującej Bitwie pod Armageddon, tylko ludzie wierzący, że Bóg jest Wszechmocny i wygra, ale kibicujący, żeby jednak okazało się inaczej.

Ci mogą naprawdę uwierzyć, że chrzest powoduje jakieś nieodwracalne zmiany z powodów czysto sakramentalnych mocą Bożego namaszczenia.

W ramach zwolenników penalizacji chrztu tych uważam za podludzi najgorszego możliwego sortu, ponieważ w imię swojej niechęci gotowi są postawić na szali wieczne życie niewinnych istotek. Na dodatek nie jest to ewentualność spełniająca się w sytuacji, gdy się pomylą, ale w sytuacji, gdy spełni się dokładnie ten, czarny dla nich, scenariusz, w który wierzą. Jasne: rodzic, który naprawdę głęboko wierzy, nie ugnie się przed czymś tak ulotnym, jak ziemskie prawo. Ale ci, którzy wierzą, lecz zbyt słabo na przejście takiej próby, potulnie zrezygnują, wystawiając swoje dzieci na ryzyko, które jest zupełnie niepotrzebne.

(Tu muszę pochwalić kilku moich znajomych będących dokładną antytezą tej grupy: ateiści, którzy uważają, że chrzest nic nie wnosi więc nikomu nie szkodzi, a do tego dopuszczają możliwość swojej pomyłki, więc dopuszczają możliwość, że może pomagać).

Cyniczni antyklerykałowie,

którzy, idąc po linii najmniejszego oporu, liczą na najbardziej prawdopodobny z mierzalnych efektów: zmniejszenie formalnej liczby wiernych, co w zdemokratyzowanej do cna Europie utrudni Kościołowi Katolickiemu (a gdzieniegdzie lokalnie silniejszym innym kościołom chrześcijańskim) umacnianie pozycji swoich postulatów w debacie publicznej argumentem liczby.


Nie szanuję tych za grosz (głównie za to, że walczą z Kościołem, zamiast z demokracją i argumentem liczby), ale przynajmniej jestem w stanie ich zrozumieć i uważam za stosunkowo rozsądnych, bo jeśli liczą rzeczywiście na to, to mogą mieć rację.

I to chyba tyle. Pewnie są i inni, jak choćby bezrefleksyjne lemingi, które popierają lub potępiają rozwiązanie w zależności od tego, kto je zaproponował albo który z ich znajomych ma jakie zdanie na jego temat, ale nie chce mi się analizować takich indywiduów, których trudno nawet posądzić o jakąś złożoną osobowość. Mam ciekawsze tematy do przemyśleń.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

3 myśli nt. „Fałszywa informacja i prawdziwe reakcje”

  1. „Zresztą, powiedzmy to sobie szczerze: jednym z nakazów wiary jest krzewienie jej w dzieciach i chrzczenie dzieci. Gdyby chrzest łączył się z wiarą jeden do jednego, to w Polsce nie mielibyśmy dzisiaj ani jednej niewierzącej osoby, nie licząc napływowych.” – błąd logiczny zakładający, że każdy podda się indoktrynacji. Mnie ochrzczono, wysyłano na religię, ale w pewnym momencie zacząłem samodzielnie myśleć.

    1. I to jest właśnie jeden z dowodów na to, że chrzest nie łączy się z wiarą jeden do jednego. Nie widzę tu błędu logicznego: przecież w cytowanym zdaniu założenie było fałszywe („Gdyby chrzest łączył się z wiarą jeden do jednego”), więc całość jest prawdziwa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *