Hamebus Praeside

Dobry wieczór.

Podobno mamy prezydenta. Tzn. Donald Tusk został Prezydentem Rady Europy. Złośliwi twierdzą, że to pierwszy taki przypadek od 210 lat. Inni zauważają, że skoro – jak głosi plotka – przehandlował poparcie Davida Camerona wobec własnej kandydatury za własne poparcie wobec planów obcięcia imigrantom socjalu przez Camerona, to po prostu próbuje zrealizować obietnicę, że spowoduje powrót emigrantów do Polski.


Na początek dygresja. Babrając się w oparach demokracji zwróciłem uwagę, że kandydowanie z polskiego Sejmu do Parlamentu Europejskiego to zamiana większej władzy na większe pieniądze, czyli zwiększenie możliwości poprawy własnego losu kosztem możliwości poprawy losu ludzi, których się reprezentuje. Zamiana stanowiska Premiera RP na prezydenturę RE odzwierciedla to samo zjawisko, tylko na większą skalę. Proszę to mieć na uwadze, myśląc o Donaldzie Tusku.

Gdy zaś zwolennicy Tuska zachwycali się, że na tak prominentnym stanowisku wreszcie jest „nasz”, to ja wzruszałem ramionami. Jaki tam on „nasz”? Mój – na pewno nie. Większą jedność czuję z Nigelem Farage (choć to Brytyjczyk) albo z Marine Le Pen (choć to Francuzka), niż z Donaldem Tuskiem (choć to Polak). Bo to politycy. A w polityce ważna jest jedność poglądów, a nie narodowości.

I bardzo ciekawe jest to, że nie rozumieją tego tak zwani wykształceni wyborcy Platformy Obywatelskiej, czyli ludzie na ogół negatywnie nastawieni do nacjonalizmu.

A teraz Skorpion, nie po raz pierwszy zresztą, położy na szali swoją reputację i pobawi się w prorokowanie, jakie będą efekty.

Krótkofalowo Platforma Obywatelska zyska, być może nawet wygrywając wybory samorządowe. Stanie się tak, ponieważ wybory będą w listopadzie, a Donald Tusk zacznie pełnić nową funkcję w grudniu, będzie więc mógł – jeszcze  jako Premier, a już jako nielichy prominent – udzielić partii mnóstwo wsparcia. Na tym się jednak skończy, ponieważ później zostanie już tylko twarz (swoją drogą: że taka twarz nie działa na niekorzyść reklamowanego produktu).


I co z tego? Premier czy nie premier, co za różnica? Duża. Ponieważ nagle wyborcy PiS dostrzegą, że Jarosław Kaczyński już nie bardzo może straszyć ich Tuskiem jako alternatywą dla siebie, bo stołek Tuska będzie niezależny od wyników Kaczyńskiego. Nawet wyborca PiS to pojmie. Co zostanie? „Musimy zrobić wszystko, żeby odsunąć Ewę Kopacz od władzy”? Ludzie, szanujmy się! Dobra jedna czwarta elektoratu PiS wcale nie lubi Jarka ani jego ekipy. Ale jeszcze bardziej nie znosi ekipy Tuska z nim na czele. Straszenie Kopacz nie zrobi na nich wrażenia i odejdą.

Niedługo zostanie to odzwierciedlone w sondażach, co chętnie podchwycą media (swoją drogą: Polska to chyba jedyny demokratyczny kraj z względnie wysoko uplasowanych w rankingach wolności prasy, gdzie prasa chętniej kontroluje opozycję niż rząd). I nagle okaże się, że Jarek Kaczyński też przestał być straszny. W każdym razie stał się na tyle niestraszny, że wyborcy PO stanowiący antyelektorat PiS, a nie rzeczywisty elektorat PO (tu obstawiam przynajmniej 1/3), też odejdą.

Mniej więcej wtedy będzie kampania prezydencka, bo wybory odbędą się w maju 2015 roku. W pierwszej turze wygra prawdopodobnie kandydat popierany przez PO. Jeśli jednak nie wystarczy to do wygrania całych wyborów, a w drugiej turze zmierzy się z PiS-owcem, to może być bardzo różnie.


To, oczywiście, zmobilizuje nie tylko media, ale i kandydatów. Kandydat PO postara się przekonać do siebie ludzi, którzy w pierwszej turze zagłosują na przedstawiciela jednej z tych części Lewicy, która nie ukrywa swojej lewicowości i ma ją w nazwie, czyli SLD lub jakiejś hybrydy zjednoczonej pod skrzydłami SLD, SdPL i diabli wiedzą czego jeszcze. Z kolei PiS-owiec spróbuje sięgnąć po głosy Ruchu Narodowego i Nowej Prawicy (a będzie po co sięgać, bo Korwin-Mikke, jeśli wystartuje, tym razem zdobędzie dwucyfrowy wynik).

Wymagać to będzie, naturalnie, pewnych deklaracji, po których kandydaci staną się od siebie bardziej rozróżnialni. W wyniku zmasowanej akcji medialnej nieznacznie wygra kandydat PO. Ale sondaże będą dalej lekko dołowały obie partie, a za pasem będą wybory parlamentarne.

Życie nie znosi próżni. Gdzie pójdzie elektorat zniechęcony do głosowania przeciwko PiS na PO? Prawdopodobnie część do SLD, a część rozproszy się po pozostałych partiach, może poza Ruchem Narodowym. A ci, którzy głosowali na PiS ze strachu przed Tuskiem? Najwięcej przejmie zapewne Solidarna Polska, Kongres Nowej Prawicy i Ruch Narodowy, choć nie wykluczam, że jeszcze Marek Jurek może spróbować samodzielnej gry i zdobyć kilka takich osób.

Pewną zagadką jest dla mnie Jarosław Gowin. Jednak to, co on zrobi i co zrobią jego wyborcy, nie będzie miało większego znaczenia dla wyniku wyborów. PSL można zignorować, oni mają stały elektorat rolniczy i on pozostanie na swoim stabilnym poziomie.

W efekcie w Sejmie znajdą się cztery lub pięć ugrupowań: PO, PiS, SLD, KNP i być może PSL. Z pierwszej czwórki nie każda kolejność wydaje się możliwa (nie wierzę np. w zwycięstwo KNP ani w ostatnie miejsce PO, choć drugiego bardzo bym sobie życzył, a pierwszego jeszcze bardziej), ale różnice będą na tyle niewielkie, że trudno będzie zawiązać stabilną koalicję. Tym bardziej, że wymagać ona będzie dwóch spośród tych czterech partii i PSL na dodatek, jeśli PSL się dostanie. W wariancie bez PSL widzę koalicję PO-SLD (ze sporymi tarciami, łagodzonymi przez media) lub KNP-PiS (gdzie media będą pisać o ogromnych tarciach, ale wbrew pozorom to ma szansę przejść bezkonfliktowo, jeśli PiS zgodzi się oddać ustawy w zamian za stołki). Wejście PSL ułatwiłoby sprawę raczej parze PO-SLD, bo wtedy PO mogłaby zrezygnować nawet z posłów, dla których koalicja z SLD jest nie do przyjęcia (a paru takich jeszcze się ostało). To wszystko jednak pod warunkiem, że zwycięży PO, co wcale nie jest pewne.

Tak czy inaczej, będzie ciekawie. A Państwo niech sobie zapiszą ten tekst w ulubionych i wracają tu co parę miesięcy. Ot, tak, żeby sprawdzić, jaki ze mnie prorok.

Teraz parę ogłoszeń drobnych.

Po pierwsze: trochę cierpię na brak poczucia, że to, co piszę, jest komukolwiek potrzebne. Niezbyt wiele osób to czyta, a już bardzo mało komentuje. Dlatego proszę, jeśli ktoś ma jakieś przemyślenia, nie wahajcie się wrzucać ich w komentarze. Nie muszę się z nimi zgadzać, żeby je zaakceptować do publikacji, wycinam tylko ewidentny spam. A wordpress naprawdę działa i komentarze w nim też działają. Próbowałem, i to chyba na tym samym motywie.


Niezależnie od tego proszę, żeby każdy z Państwa, kto przeczyta tę notkę, udostępnił ją i dwie inne notki z tego bloga w jakichś mediach społecznościowych. Dwie, które z jakichś powodów najbardziej zapadły Państwu w pamięć. Mogą to być powody negatywne. Chciałbym mieć szerszy odbiór tego, co z siebie produkuję.

Ostatnia sprawa, z zupełnie innej bajki. Trafiłem na blog Remigiusza Mielczarka i zrobił on na mnie dobre wrażenie. Polecam go Państwu, dodałem go zresztą do sekcji „Skorpion poleca” z prawej strony bloga.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *