Ile pieniędzy zabiera rząd?

Dobry wieczór.

Każdy ogarnięty człowiek, który ma pieniądze, zdaje sobie sprawę, że rząd mu część tych pieniędzy zabiera (czy popiera to czy nie, to inna sprawa). Musi to robić, żeby istnieć: Margaret Thatcher już przyznała, że rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy, a jego funkcjonowanie kosztuje. Piastowała wtedy funkcję Premiera Wielkiej Brytanii, więc chyba wiedziała, co mówi. Jednak skala tego zaboru jest dużo większa niż prawdopodobnie ktokolwiek z nas na co dzień sobie wyobraża.


Zacznę od zadania pytania: co to znaczy „mieć pieniądze”? Proszę pomyśleć nad odpowiedzią. Jeśli komuś się nie chce, polecam znakomity artykuł Martina Lechowicza wprowadzający do Bitcoin. Jest w nim odpowiedź na powyższe pytanie.

A jeśli komuś i tego nie chciało się zrobić (co mogę zrozumieć, bo sam artykuł, choć ciekawy, porusza tematykę, która nie każdego interesuje), to kopiuję tu tylko tę odpowiedź: masz pieniądz wtedy, kiedy możesz go wydać.

Nad definicją rozwodził się nie będę, wyjaśniona jest w przytoczonym artykule. Od siebie dodam tylko tyle, że to, na co możesz wydać swoje pieniądze, wyznacza ilość pieniądza, jaki masz.

Nakładając podatki rząd zabiera Ci pieniądze. To truizm i o tym wiesz.

Ale to wierzchołek góry lodowej.


Stymulując inflację rząd także zabiera Ci pieniądze. Czy je dodrukuje, czy zadekretuje podniesienie pensji, czy zrobi cokolwiek innego powodującego wzrost cen, efekt jest taki, że w czasie, gdy Ty mogłeś sobie smacznie spać, Twoje pieniądze zmniejszyły swoje możliwości. Masz więc mniej pieniędzy, nawet jeśli nominalnie masz więcej złotówek (bo odsetki).

Zabierając lub reglamentując Ci możliwość kupienia określonych towarów czy usług rząd zabiera Ci pieniądze. Każdy zakaz handlu narkotykami, ciałem, lekarstwami, alkoholem, mlekiem prosto od krowy, itd., to zmniejszona wartość Twoich pieniędzy. Miałeś możliwość zakupu – nie masz możliwości zakupu. Masz mniej pieniędzy.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie coś na czasie.


Zabierając Ci możliwość wydawania pieniędzy przez jeden dzień w tygodniu rząd zabiera Ci pieniądze.

Dokładnie tak samo, jak w poprzednich przykładach.

Cholerne kilkanaście procent (nawet przy uwzględnieniu wyjątków) dodatkowego podatku nałożonego na nas wszystkich od tych nędznych ochłapów, jakie ten pazerny rząd nam zostawia po zdarciu z nas wszystkich innych podatków.

Żeby było śmieszniej (albo tragiczniej) – tu rząd nic nie ma z tego, że zabrał Ci pieniądze. Nie każde zabrane Ci przez rząd pieniądze są pieniędzmi, które rząd ma. Tych nie ma, bo on sam też nic sobie nie kupi za to, co zyskał, zabierając Ci możliwość kupienia sobie w niedzielę kiełbasy, którą mają tylko w Biedronce i nigdzie indziej. Nie kupi, bo nic tak naprawdę tym nie zyskał!

Ale zabrał Ci pieniądze w imię szerzenia swojej ideologii.

Nasz rząd jeszcze tego nie zrobił, ale powodów do optymizmu nie ma. Dlatego proszę pamiętać, że zakaz handlu w niedzielę to kolejna kradzież.

I nieważne, czy jesteś wolnorynkowcem, który wie, że im mniej pieniędzy ma rząd, tym lepiej, czy etatystą, który uważa, że im więcej pieniędzy ma rząd, tym gorzej. Postawa typu „pies ogrodnika” powinna zjednoczyć wszystkich przeciwko rządowi, bo z każdego punktu widzenia występują tutaj wyłącznie straty bez korzyści.


To, że nie jednoczy, tylko źle świadczy o kwalifikacjach intelektualnych naszych rodaków.

Zakończę miłą wiadomością: libertariański blog Stanisława Wójtowicza obchodzi pierwsze urodziny. Wszystkiego libertariańskiego, Stanisławie!

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *