Jeśli feministka odzywając się zaprasza do sklepania jej ryja, to ja nie zapraszam

Dobry wieczór.

W Internecie nowa moda. Faceci robią sobie zdjęcia w spódnicach lub sukienkach i podpisują w stylu: „jeśli dziewczyna ubierając się w spódnicę zaprasza do gwałtu, to ja też zapraszam”. Oraz dodatkowo kilkoma hasztagami, których nie chciało mi się zapamiętywać.


Kampania ta jest durna niemożebnie, choć zwraca uwagę na istotny problem przerzucania odpowiedzialności za przestępstwo na ofiarę. W tym sensie jest bardzo szkodliwa, bo ludzi, którzy właśnie są w trakcie przyswajania poglądu, że jednak za każde przestępstwo umyślne zawsze i bezwarunkowo odpowiada tylko i wyłącznie przestępca (co nie zmienia faktu, że potencjalna ofiara może robić to czy tamto, żeby przestępcę zniechęcić do wybrania właśnie jej na ofiarę), a przy tym myślą choćby na elementarnym poziomie, odrzuca poziom debilizmu. Kampania może moim zdaniem najwyżej przekonać przekonanych. W ostateczności może uniemożliwi jeden czy dwa gwałty, bo gwałcicielowi w ostatniej chwili łukiem skojarzeniowym przypomni się jakiś owłosiony, obleśny facet w spódnicy. To pozytyw, ale czy warty powstrzymania ludzi przed ogólnym myśleniem, że to przestępca jest winien? Dyskusyjne.

Co w tej kampanii jest głupiego? Zważywszy na oszczędność środków należałoby raczej spytać, co nie jest.

Pierwsza głupota to jakieś dziwaczne wnioskowanie. Ze zdania „dziewczyna w spódnicy zaprasza do gwałtu” wyciąga się implikację, jakoby z punktu widzenia gwałciciela warunkiem koniecznym i wystarczającym była spódnica. Tymczasem fakt, że leży ona akurat na konkretnej dziewczynie, wydaje się co najmniej równie ważny. Gdybam tylko, gwałcicielem nigdy nie byłem i empatii mi nie starcza, ale na chłopski rozum gdyby tak nie było, to gwałty na dziewczynach zdarzałyby się równie często co na manekinach sklepowych, a jakoś nie słychać o tych drugich. Z jakiego powodu ci faceci kompletnie ignorują bycie konkretną osobą (a przynajmniej osobą konkretnej płci) jako istotny warunek prowokowania, czy też „zapraszania”? Ich tajemnica. Najwyraźniej nie zostali zaproszeni do myślenia.

Druga rzecz to może nie aż „głupota”, ale prawie na pewno przeoczenie, na które zresztą sam nie zwróciłem uwagi (nie zajmowałem jej zanadto tą modą), ale znajomy na facebooku dość trafnie spostrzegł: zaproszenia ze swej natury mają to do siebie, że można je przyjmować lub odrzucać wybiórczo i nie ma mowy o transakcji wiązanej. Odpowiedzią na „jeśli dziewczyna w spódnicy zaprasza do gwałtu to ja też zapraszam” może być „dziękuję za zaproszenie, nie skorzystam”. Jest to odpowiedź poprawna semantycznie, ale to nieistotne. Znacznie ważniejsze jest to, że lewa strona implikacji – że dziewczyna w spódnicy zaprasza do gwałtu – właśnie dorobiła się legitymizacji. Po takiej wymianie zdań nic tylko odejść od delikwenta, przejść się główną ulicą i powybierać z kilkuset przechodzących zaproszeń te, z których chce się skorzystać.

Swoją drogą ciekaw jestem, jak zaangażowane w tę kampanię wesołki oraz wszyscy, którzy im przyklaskują, zareagowaliby na tak samo podpisane zdjęcie atrakcyjnej dziewczyny w mini. Zapewne wyszedłby z nich seksizm: okazałoby się, że to, co jest słuszne i dobre, gdy robią to mężczyźni, zasługuje na odsądzenie od czci i wiary, gdy robią to kobiety.


Jest i pozytyw tej kampanii: pokazuje ona słuszność jednego ze stereotypów, w związku z czym ułatwia dowodzenie, że stereotypy są dobre i słuszne ze swej natury. Chodzi oczywiście o to, że faceci nie odróżniają spódnic od sukienek: proporcja użycia słowa właściwego do zdjęcia odzwierciedla mniej więcej to, czego można byłoby się spodziewać po rzutach monetą. Co durniejsi mylą z jednymi i drugimi również sutanny: tych na ogół można spotkać, jak wrzucają jakieś oparte na tym motywie kiepskie dowcipy na antyklerykalne grupy dyskusyjne.

Przypominam o konkursie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *