JOW a gerrymandering

Dobry wieczór.

Jak już pisałem, zdania na temat JOW nie mam. Za stosunkowo najmniejsze zło w ramach demokracji uważam JOW + STV, ale upierać się przy tym nie będę. Dziś o czymś innym.


Jest sobie takie nieprzyjemne zjawisko, jak gerrymandering. Dla leniwych: manipulacja przy kształcie okręgów wyborczych celem uzyskania najkorzystniejszych wyników.

W USA doprowadzono tę sztukę do perfekcji. Rządzący, by zapewnić sobie reelekcję, potrafią rysować okręgi, których kształt przypomina Chile po silnym skręcie kiszek – z zachowaniem odpowiednich proporcji, rzecz jasna.

OK, zdarza się. Jest to legalne, ale na pewno nie eleganckie, niezbyt etyczne, i w ogóle w idealnym świecie chciałoby się wyeliminować coś takiego z polityki. Pada „genialny” pomysł: precz z JOW! Wszak gerrymandering pojawia się przy okazji JOW.

Zanim zacznę z tym dyskutować i przedstawiać propozycje rozwiązań, powiedzmy jedną rzecz jasno: nawet jeśli JOW zwiększają ryzyko gerrymanderingu, to używanie tego jako argumentacji jest nielogiczne.

Zacznę od przykładu. Pędzi radiowóz na sygnale 120 na godzinę środkiem miasta. Pod koła ładuje mu się głupi dzieciak, którego matka nie zdążyła złapać za rękę. Trup na miejscu. Przy czym szansa na uratowanie, a nawet brak kolizji, byłaby spora, gdyby jechał 50 na godzinę, czyli tyle, ile wolno każdemu nieuprzywilejowanemu samochodowi.

Czy w tym przypadku należy zlikwidować radiowozy?

Nie! Winne nie jest narzędzie, jakim jest z punktu widzenia państwa policja, ani trybik, jakim są radiowozy i ich prawo do łamania ograniczeń prędkości w określonych okolicznościach. Wina leży po stronie człowieka, który w nieodpowiedni sposób wykorzystał narzędzia. Czasem nadużył. Czasem popełnił zwykły, ludzki błąd. Czasem jedno i drugie. Narzędzie nie zawiniło.


Zawiniły wady, które są wpisane w człowieczeństwo. Ludzkie cechy, które będą się ujawniać przy używaniu każdego możliwego narzędzia: czy będzie nim ustawa, czy radiowóz, czy zwykły młotek.

(Uwaga: na tej samej zasadzie morduje człowiek, a nie broń, a pomyłki sądowe to nie argument przeciwko karze śmierci!)

Z bardziej prozaicznych spostrzeżeń: gerrymandering jest możliwy i przy innych ordynacjach: przy Wielomandatowych Okręgach Wyborczych, przy JOW lub WOW z głosem przechodnim, a nawet w obecnej ordynacji proporcjonalnej, którą tak zachwalają, jako kontrpropozycję wobec JOW, gerrymanderofobowie.

Jedynym remedium przeciwko gerrymanderingowi jest jeden okrąg wyborczy, tak, jak to się dzieje w wyborach prezydenckich. Gdyby były dwa i w drugiej turze spotykaliby się zwycięzcy okręgów, też byłby możliwy. Nawet taki, że w jednym okręgu są parzyste piętra, a w drugim nieparzyste.


Jedyne, co można przyznać, to że gerrymandering w praktyce rzadko się zdarza w innych systemach niż JOW, bo mniej się to opłaca.

No dobrze, ale gerrymandering, podobnie jak pomyłki sądowe przy wydawaniu wyroków śmierci, są – mimo całej nielogiczności argumentacji – zjawiskami niepożądanymi. Jak walczyć z pomyłkami sądowymi, to zagadnienie nie na ten wpis. Ale co można zrobić, żeby ukrócić gerrymandering?

Od razu mówię: kryteria administracyjne to zamiatanie śmieci pod dywan. Można podejmować próby, typu: okrąg wyborczy musi obejmować swoim zasięgiem całkowitą liczbę gmin, chyba że gmina jest za duża na jeden okrąg, wtedy musi być w całości podzielona na okręgi, z których żaden nie może zawierać nawet fragmentu żadnej innej gminy. I, powiedzmy, gminy w ramach okręgu muszą ze sobą sąsiadować – bo okrąg złożony z Krosna i Koszalina to też odmiana siermiężnego gerrymanderingu.

Pięknie.

A teraz pytanie na inteligencję: kto zabroni rządzącym majstrowania przy granicach gmin?

Trochę lepsze są kryteria geometryczne, o ile zostaną przemyślane. Pomysł, żeby kształty okręgów były „ładne” – choćby by były figurami wypukłymi – powoduje, że w wielu miejscach nie da się wytyczyć okręgów zgodnie z logiką zaludnienia, a i tak można użyć do manipulacji niezaludnionych obszarów (np. jezior).

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Gerrymandering
Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Gerrymandering

Wymóg, żeby wszystkie kąty okręgu były proste, w ogóle nic nie daje. Słynny okrąg z Illinois spełnia ten wymóg lub jest tego bardzo bliski, a stanowi doskonały przykład użycia gerrymanderingu w praktyce.

Ale przykładem kryterium, które mogłoby zadziałać, jest maksymalny stosunek kwadratu obwodu okręgu do jego pola. Powiedzmy: X. Nie chciało mi się liczyć, ile powinien wynosić, żeby działać dobrze. Wiem tyle, że w przykładzie powyżej i w wielu podobnych przykładach wychodzą znacznie wyższe wartości niż gdyby okręgi miały kształt dzisiejszych polskich województw. A chodzi przecież o to, żeby mniej więcej taką metodą były wytyczane.

Tu uwaga: na poziomie geograficznym pojęcie „obwodu” jest trochę bezsensowne, np. długość granic Polski to raczej abstrakcyjna wielkość. Idzie o to, że w zależności od tego, czy będziemy odmierzać dziesięciometrową tyką, metrową linijką, czy nicią, którą można dowolnie zaginać, uzyskamy rezultaty, które mogą się od siebie różnić nawet kilkukrotnie. W przypadku liczenia pola powierzchni takie rozbieżności nie są możliwe. Niemniej: ujednolicona wartość X wraz z ujednoliconą normą obliczania obwodu powinny dać zadowalające wyniki.

Ale, jak zwykle, najlepsze są mechanizmy przerzucające na człowieka ryzyko, że próba nieetycznego utrzymania władzy odbije mu się czkawką. Na przykład vacatio legis: instytucja ze wszech miar pożyteczna w prawodawstwie, która tutaj mogłaby dać dodatkowe efekty. Zmiana kształtu okręgu obwarowana jest vacatio legis, zanim wejdzie w życie. Jak długim? Do ustalenia, moim zdaniem sensowne minimum to dwukrotność czasu trwania kadencji ciała, do którego wybory mają się odbywać w tak rozrysowanych okręgach, dodać jakiś margines, powiedzmy rok. Do Sejmu byłoby to 9 lat.

Przez te 9 lat do nowonarysowanego okręgu mogą napłynąć ludzie, okrąg może się wyludnić, ktoś może założyć biznes, który przyciągnie i odciągnie takich ludzi, że wykona przypadkiem lub celowo woltę światopoglądową regionu o 180 stopni, itd. Ale najpiękniejsze jest to, że prawie niemożliwe jest przewidzenie tych zjawisk z tak długim wyprzedzeniem. Nie można więc zmieniać granic „pod spodziewane efekty”, a to oznacza, że zmiany te muszą być podyktowane innymi, etycznymi pobudkami. Oczywiście zanim nowe granice będą obowiązywać, pojawią się dwie ekipy, które mogą je narysować na nowo. Ale je też obowiązuje vacatio legis!


Na zakończenie krótkie obalenie jednego mitu, jaki słyszę często w towarzystwie „Precz z JOW-ami, bo gerrymandering”: nie, JOW + STV w żaden sposób nie walczy z gerrymanderingiem. STV nie jest metodą walki z gerrymanderingiem tylko metodą eliminowania taktycznego głosowania, podczas gdy gerrymandering to taktyczne rysowanie okręgów.

Przypominam o konkursie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *