Krótka historia pewnego komunisty

Dobry wieczór.


W 1942 roku urodził się Martin Thembisile Hani, znany później pod imieniem Chris. Tułał się tu i ówdzie po świecie, zbierał doświadczenie, w końcu w 1990 roku wrócił do ojczystej Republiki Południowej Afryki, gdzie stanął na czele Partii Komunistycznej.

Był typowany na następcę Nelsona Mandeli. Nigdy nie dowiemy się, czy zostałby nim i z jakim efektem, ponieważ został zamordowany przez polskiego emigranta Janusza Walusia.

Nie mając alternatywnej rzeczywistości, do której możemy porównać tę, w której Hani nie zrealizował swoich celów, możemy poczynić parę ostrożnych założeń. Haniego nazywa się niekiedy „południowoafrykańskim Che Guevarą” i jest to przesada, ale nie aż tak znowu duża. Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że doprowadziłby swój kraj do tego samego, do czego PRL doprowadził Bolesław Bierut, a Zimbabwe Robert Mugabe.

Dziś, gdy pojawiła się szansa, że Waluś przed czasem zostanie zwolniony z więzienia, w którym odsiaduje zamienioną na dożywocie karę śmierci za zabicie Haniego, warto spojrzeć na Polaka z tej perspektywy, zastanawiając się, co by się stało z PRL, gdyby w 1945 roku jakiś Rosjanin zamordował Bieruta. Hani był postacią na tyle nietuzinkową, że nawet Waluś jawi się dziś jako postać niejednoznaczna.

Warto przy tym spojrzeć, jak historia zatacza koło. Hani miał być przybocznym Mandeli, który wprowadzał w życie swoje ideały po spędzeniu kilkudziesięciu lat w więzieniu i wyjściu przed czasem (podobnie jak Waluś, Mandela był skazany na dożywocie). Dziś Waluś, który z nim walczył, ma szansę na to samo. Nikt oczywiście formalnie nie rozgrzesza dziś Walusia, tak jak nie od razu rozgrzeszono Mandelę.


Ale co się sądzi dziś, to się sądzi dziś. Nie jest to żadną gwarancją na jutro tym bardziej, że historię piszą zwycięzcy, a wyniki potyczek zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Daleki jestem od nazywania Walusia „bohaterem”, co czynią niektórzy polscy narodowcy. Ale nie widzę też w nim aż tak strasznego zbrodniarza, jakim jawi się dla postępowej Lewicy całego świata (a przynajmniej tej jego części, którą w ogóle obchodzi historia apartheidu i walki z nim w Republice Południowej Afryki). To jedna z tych tragicznych i niejednoznacznych postaci, które głęboko wierzyły w idee nie do końca pasujące do czasów i miejsc, w których przyszło im żyć.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *