Lekcje od chłopca do bicia

Dobry wieczór.

Ponad trzydzieści lat temu miała miejsce jedna z najniezwyklejszych zbrodni w historii wschodnioeuropejskiej kryminalistyki okresu Zimnej Wojny.


Czechosłowacja, Praga. 10 lipca 1973 roku. Dzień jak co dzień, ale tylko do pewnego momentu, w którym ludzie stojący na przystanku tramwajowym w Holešovicach zostają rozjechani przez sunącą całą szerokością chodnika ciężarówkę.

Nadzieje, że to był wypadek, szybko się rozwiały. Siedząca za kierownicą dwudziestodwuletnia Czeszka, Olga Hepnarová, przyznała się do celowego zamordowania przejechanych przez siebie osób, pozwoliła się aresztować, a następnie szczegółowo opowiedziała, co skłoniło ją do takiego czynu.

Ponieważ społeczeństwo żądało odpowiedzi na pytanie „dlaczego”, funkcjonariusze prześwietlili całe dotychczasowe życie oskarżonej.

Olga Hepnarová urodziła się w 1951 roku i dorastała w niewyróżniającej się niczym szczególnym rodzinie: ot, matka, ojciec, młodsza siostra. Ojciec Olgi był emerytowanym urzędnikiem bankowym, matka leczyła ludziom zęby, oboje nie udzielali się politycznie. W domu bywały kłótnie poważniejsze i mniej poważne, a rodzice Olgi uznawali i stosowali lanie jako metodę wychowawczą.

Olga od samego początku wyrastała na mizantropkę, w wieku 13 lat próbowała popełnić samobójstwo, zażywając tabletki. Odratowano ją dzięki interwencji siostry. Później została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym na własną prośbę, ale to niewiele poprawiło sytuację, mimo że Olga zdecydowanie czuła się tam lepiej niż poza murami. Utwierdzała się przy tym w swojej niechęci do ludzi w ogólności oraz odkryła swoją homoseksualność.

Gdy tylko stała się pełnoletnia, z ulgą opuściła dom rodzinny i z mniejszym lub większym powodzeniem próbowała się usamodzielnić. Zrobiła prawo jazdy, zatrudniła się w Miejskim Zakładzie Transportowym, ale nie była uważana za dobrą pracownicę. Spóźniała się i miała stosunkowo sporo kolizji drogowych, na ogół z jej winy.

To tam po raz pierwszy przeżyła romans z koleżanką z pracy (która zgodziła się na ten układ, choć miała już partnerkę), a gdy się nie udał, związała się luźno z jedynym mężczyzną, który znaczył coś dla niej. Miał na imię Miroslav.

W swojej nienawiści wobec rodziny w szczególności, a ludzi w ogólności, Olga uknuła piekielny plan. Wypożyczyła ciężarówkę i wjechała nią w tłum ludzi na przystanku. Jak później tłumaczyła w śledztwie (a wcześniej w listach do prasy), chciała zabić jak najwięcej osób. Od dziesięciu lat planowała taki odwet. To miała być kara, na jaką skazała społeczeństwo (użyła tego sformułowania w liście do gazet) za krzywdy, jakich we własnym mniemaniu doznała od tego społeczeństwa: od rodziców poczynając, poprzez odtrącających lub przezywających ją kolegów z pracy, po ludzi spotykanych w dorosłości, którzy jej zdaniem uczynili z niej wrak człowieka. Zawsze była chłopcem do bicia, zawsze nazywała sama siebie w ten sposób („otloukánek” po czesku lub Prügelknabe” z niemieckiego, jak niekiedy nazywał ją ojciec). Uznała, że nadszedł czas odpłaty.

Hepnarová zamordowała osiem osób. Nie była pod wpływem alkoholu ani narkotyków, nie zmieniła swojej wersji zdarzeń, nie wypierała się winy, nie żałowała ani przez moment swojego czynu. Wielokrotnie powtarzała, że gdyby mogła, zrobiłaby to jeszcze raz, ale, jak twierdziła, czuła ulgę, że w ogóle jej się to udało. Chciała dla siebie kary śmierci.

Racjonalność, staranność planowania, zimna krew – to wszystko spowodowało, że sąd odrzucił wniosek o psychiatryczne badanie Olgi, nie widząc w niej szaleńczyni…

(Tu dygresja: owszem, sam natrząsałem się z używania żeńskich form gdzie popadnie, ale póki taka moda panuje, należy baczyć na to, jak silnie na podświadomość działa używany język, i konsekwentnie używać żeńskich form pejoratywnych cech, ponieważ jeśli język będzie się zmieniał w kierunku sugerującym, że kobiety mogą równie dobrze, co mężczyźni, programować, rządzić czy prowadzić firmy lub samochody, ale nie mogą być równie szkodliwe dla społeczeństwa, to możemy się obudzić w Polsce z podziałem praw według płci przypominającym ten bliskowschodni, tyle że à rebours).

…a jedynie mizantropiczną socjopatkę. Nie było okoliczności łagodzących. Sam fakt, że była lesbijką, choć wówczas bezkarnie określony jako „dewiacja”, nie mógł być podstawą ewentualnego uznania niepoczytalności. Nie mogło być innego wyroku niż kara śmierci, której zresztą oskarżona konsekwentnie dla siebie żądała.

Ku ogólnemu zdziwieniu zgodziła się wprawdzie ona, żeby jej matka przy pomocy jej adwokata wniosła apelację od wyroku do Sądu Najwyższego, ale niczego to nie zmieniło. 12 marca 1975 roku w Zakładzie karnym Praga Pankrác Olga Hepnarová została powieszona.

To przypadek tak niezwykły, że aż może być trudno uwierzyć, iż naprawdę się wydarzył. Jest jednak zbyt dobrze udokumentowany, żeby w to powątpiewać. Zainteresowanych tematem odsyłam do miesięcznika „Detektyw” (nr 8/2016, str. 40-45), „Gazety Wyborczej”, dedykowanej Oldze Hepnarovej strony (o ile zna się języki obce, bo tamta strona występuje w wersji czeskiej, angielskiej, rosyjskiej i niemieckiej), książki lub filmu.

Ale bardziej niż historia Hepnarovej może Państwa interesować, po co właściwie ja o tym napisałem? A napisałem z tych powodów, które wymieniłem w poprzednim akapicie: dlatego, że jest to zbrodnia niezwykła i dlatego, że się zdarzyła. Jest więc znakomitym przyczynkiem do rozważań o argumentacji wszelkiego rodzaju.

Ludzie, zwłaszcza idealiści, mają różne światopoglądy. Są prawicowcy i lewicowcy, socjaliści i wolnorynkowcy, etatyści i anarchiści, konserwatyści i liberałowie, zamordyści i libertarianie, ale wszystkich łączy przekonanie, że to właśnie oni mają najlepszy pomysł na to, jak uczynić świat dookoła nas jak najlepszym miejscem. Gdy się im przedstawi opisaną wyżej historię, zgodzą się też zapewne, że świat byłby lepszym miejscem bez takich zdarzeń. Niektórzy sądzą, że znaleźli Świętego Graala, mają pomysł na ustrój, który rozwiąże wszystkie problemy.

Nie rozwiąże! To przykra wiadomość, ale żaden ustrój świata nie zapobiegłby tej zbrodni. Nawet gdybyśmy z powodów ustrojowych byli (w porównaniu ze stanem obecnym) upośledzeni technicznie, to będąc skazanymi na ewolucję, która wykształciła w nas mózgownice niezależnie od woli jakiegokolwiek ustawodawcy jesteśmy jednocześnie skazani na to, że wśród jednostek chcących popełniać przestępstwa trafią się wystarczająco pomysłowe, żeby to robić naprawdę. Zresztą w dzisiejszych czasach ciężarówka jako narzędzie dokonania zamachu jeszcze parę tygodni temu brzmiałaby jak mocne upośledzenie techniczne, a teraz co?


To jeśli chodzi o możliwość zapobieżenia wszystkim złym rzeczom. Ale jest też coś więcej: na poziomie bardziej szczegółowym ta historia nadaje się dobrze do przemyśleń na temat używanej w wielu sytuacjach argumentacji. Przyjrzyjmy się lekcjom, jakie możemy wynieść od chłopca do bicia.

Prawo do posiadania broni

„Gdyby wszyscy mieli broń, do zamachu by nie doszło lub zginęłoby mniej ludzi” – słyszy się po wielu zamachach. Po tym dokonanym ciężarówką w Nicei też. Tutaj żadna ilość broni w rękach ludzi nie zmniejszyłaby rozmiarów tragedii. Zbrodniarka realizowała swój plan, jadąc chodnikiem przez kilkanaście sekund, a ludzie jeszcze przez jakiś czas po tym byli przekonani, że kobieta za kierownicą zasłabła lub zaciął jej się hamulec. Przed samą masakrą nikt normalny by do niej nie strzelał, a w trakcie nic by już nie zmienił. Mogłoby ewentualnie być więcej przypadkowych ofiar.

Być może,  gdyby dostęp do broni w ówczesnej Czechosłowacji był powszechny, Olga zrealizowałaby skutecznie swoje samobójcze zamiary wcześniej (co niewątpliwie zostałoby użyte jako argument za ograniczeniem prawa do posiadania broni) i to jedyny sposób, w jaki broń mogłaby się przyczynić do zmniejszenia liczby ofiar tej zbrodni.

Czy to jest argument przeciwko prawu do posiadania broni? Nie, ponieważ uzbrojeni ludzie mają jednak statystycznie większą szansę obrony przed bandytami niż nieuzbrojeni. Ten przypadek był wyjątkowy i tylko dlatego akurat tutaj prawo do posiadania broni niczego by nie zmieniło.

Zbawcza moc ustaw

„Zdelegalizujmy X i po problemie”. Notorycznie spotykana argumentacja. Nie chce mi się szukać odpowiednich dyskusji na facebooku, w każdym razie mają Państwo słowo honoru Skorpiona, że nie biję tutaj w chochoła.

Czyn Olgi Hepnarovej był nielegalny pod każdym względem, a zakazujące go przepisy mu nie zapobiegły.

Jest prawdą, że ustawy nie pozostają bez wpływu na nasze codzienne życie, ponieważ ogromna większość ludzi stara się ustaw przestrzegać (z różnych powodów: strach przed karą, legalizm, ślepe zaufanie wobec rządzących, przekonanie, że te ustawy są dobre, przekonanie, że tak trzeba, niekiedy nawet brak refleksji, że można byłoby inaczej). Rządy, choć im w to graj (przecież po coś piszą te ustawy!), utrudniają to ludziom, produkując nadmiar legislacyjnego śmiecia, który zrozumieć potrafią niekiedy jedynie wykształceni prawnicy, a niekiedy nawet sami autorzy tego nie potrafią (tutaj Janusz Korwin-Mikke opisuje, jak dostał różne odpowiedzi od różnych autorów ustawy, którą czytał, na zadane pytanie na temat jej stosowania). Ale to nie jest tak, że ustawą można znieść ubóstwo czy morderstwa.

Kara śmierci

Zawsze i wszędzie nośny temat. Kara śmierci, z jej niezawodnym potencjałem odstraszającym, jakoś nie zadziałała: kobieta popełniła odrażającą zbrodnię, w pełni świadoma grożącej jej kary, co więcej: akceptująca i wręcz żądająca tej kary!

Czyli nie ma po co jej wprowadzać…

Oczywiście to też jest niewłaściwa argumentacja: ta zbrodnia była wyjątkowa, ale właśnie ona jest znakomitym uzasadnieniem istnienia kary śmierci jako możliwości udostępnianej sędziom. Kara śmierci to też przypadek wyjątkowy: nie tylko grozić powinna tylko za najcięższe przestępstwa, ale też w spektrum tych przestępstw powinna być wymierzana za najbardziej odrażający margines. To był jeden z tych bezdyskusyjnych przykładów; tak bezdyskusyjnych, że kara śmierci nie tylko była zgodna z oczekiwaniami społecznymi i z żądaniem samej oskarżonej, ale wręcz trudno było znaleźć pojedyncze osoby, które uważałyby inaczej. Była matka, której pęd do ratowania córki przed stryczkiem można zrozumieć. Był adwokat, który musi bronić klienta niezależnie od osobistych przekonań. Wiadomo, że Olgę chciał uratować Miroslav; był też jeden lekarz, który uważał, że należy ją zamknąć w szpitalu dla psychicznie chorych, a nie wieszać.


I to tyle, co przewijało się w historii.

Można, naturalnie, twierdzić, że żądanie oskarżonej to argument przeciwko uczynieniu temu żądaniu zadość, bo przecież kara ma być surowa, więc jeśli dla niej dożywocie jest surowsze niż kara śmierci, to niech idzie na dożywocie. Tylko że jeśli opieramy się jedynie na jej odczuciu, to nie możemy odrzucić kary śmierci z uwagi na odmienne preferencje innych skazanych, a jeśli zakładamy, że jest to odczucie podzielane przez wszystkich skazańców, to bredzimy, znów zapominając o wyjątkowości tej zbrodni.

Mimo wszystko mogę podyskutować z przeciwnikiem kary śmierci, który poda powyższe argumenty. Liczę na to, że obroni on swój sprzeciw wobec kary śmierci na całym spektrum płaszczyzn, na jakim może rozwinąć się dyskusja, cały czas konsekwentnie optując za tym, żeby skazanego karać ostrzej, a nie łagodniej, jeśli mamy się zdecydować.

Oczywiście każdy ogarnięty człowiek wie, jak wyglądała kultura sądzenia (w tym: skazywania na karę śmierci) w demoludach podczas Zimnej Wojny. Całe tamtejsze sądownictwo urąga poczuciu sprawiedliwości każdego cywilizowanego człowieka, a sprawa Stanisława Wawrzeckiego pokazuje, że istnienie kary śmierci umożliwia najbardziej jaskrawe mordy sądowe.

Nie jest to zresztą cecha charakterystyczna demoludów. Jesse Tafero zginął z powodu idiotycznej procedury odwoławczej, a Oscar Slater miał pecha, bo prawdopodobnie ktoś, za kogo był podstawiony jako kozioł ofiarny, był zbyt ważny, żeby go skazać (ale Slater ostatecznie doczekał rehabilitacji, mimo skazania go na karę śmierci, co dowodzi, że da się w razie wątpliwości skazać i nie wykonać wyroku, póki wątpliwości nie ustaną). Ale te wszystkie i inne niewątpliwie niesprawiedliwe wyroki nie były niesprawiedliwe dlatego, że były wyrokami śmierci: jako wyroki roku więzienia byłyby równie niesprawiedliwe, bo do naprawy była procedura i machina sądownicza. Uznanie, że głównym problemem jest kara śmierci i należy ją usunąć, to zamiecenie śmieci pod dywan.

Jest rzeczą naturalną, że kultura sądownictwa musi być na znacznie wyższym poziomie niż ówczesna wschodnioeuropejska (i na dużo wyższym niż obecna polska), żeby z czystym sumieniem wprowadzić karę śmierci. Ale jest równie jasne, że docelowo powinno się ją wprowadzić: z nadzieją, że nigdy nie zostanie użyta, ale ze świadomością, czyją matką jest nadzieja, i że raz na kilkanaście lat trafi się przypadek tak wyjątkowy, jak powyższy, i jedynym wyrokiem przywracającym ład i społeczne poczucie sprawiedliwości będzie kara śmierci.

Władza rodzicielska nad dziećmi

Jest, oczywiście, możliwe, że gdyby Olga Hepnarová nie była bita w dzieciństwie, nie doszłoby do tej masakry. Sama twierdziła, że początkowo kiełkowała w niej nienawiść tylko do rodziców, którą dopiero później przeniosła na innych ludzi, oraz że jednym z powodów tej nienawiści było to, że była bita.

Ale zakładając nawet, że ustawą, którą nie daje się jakoś znieść morderstw, udałoby się znieść bicie dzieci, należy zauważyć, że rozumowanie to jest bardzo na wyrost? Dlaczego? Jak mantrę: bo zbrodnia ta była czymś wyjątkowym. Tym razem w drugą stronę: wyjątkowym, bo normalni ludzie tego nie robią. Również ówcześni normalni, wychowywani przez ówczesnych normalnych rodziców. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że przynajmniej połowa ówczesnych czeskich rodziców biła dzieci. Hepnarová-morderczyni wyrosła z tego jedna, co oznacza, że samo przyzwolenie na bicie dzieci nie mogło po prostu być samodzielnym czynnikiem sprawczym.

Prawo jazdy

Prawo jazdy Olga Hepnarová miała, ale można się zastanowić, czy nie ocaliłoby się ludzi, gdyby je straciła za tych kilka kolizji, które spowodowała. Możliwe, że nie mogłaby wówczas urzeczywistnić swojego planu. Może nikt by jej nie wypożyczył ciężarówki.

Ale sądzę, że raczej by i tak zrobiła swoje. Może ukradłaby ciężarówkę. Może zdobyłaby ponownie prawo jazdy i wypożyczyła ją parę lat później. W końcu planowała przez dziesięć lat, więc czego jak czego, ale cierpliwości jej odmówić nie można. Możliwe też, że zdecydowałaby się na inną metodę. Z jej zeznań wynikało, że rozważała między innymi bombę.

Zamachy

Brutalne podobieństwo do zamachu w Nicei pokazuje, że – być może nieco wbrew intuicji – zamachy, jakich ostatnio doświadczamy, nie są nowym wynalazkiem. Wyjątkowość zbrodni Hepnarovej tu akurat nie jest argumentem, bo każdy zamach jest w pewnym stopniu wyjątkowy, nawet jak na zbrodnię.

Groźby związane z wykluczeniem

Można użyć przykładu Hepnarovej, by pokazać, czym grozi wykluczenie człowieka ze społeczeństwa na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Tutaj sprawa jest subtelna, bo takie odludki, jak Hepnarová, zazwyczaj na tyle odstają od normy, że sama wyjątkowość czynu Czeszki niewiele mówi, a może nawet sugerować, że właśnie dla odludków to może być typowe. Niemniej odludków się czasami spotyka, a opisana tutaj zbrodnia jest jednak bezprecedensowa. No i pragnę zauważyć, że odludki, o których wiadomo tyle, o o Hepnarovej, są dziwaczni jak na odludków: o normalnym odludku nic nie wiadomo…

Tak czy inaczej: jestem skłonny się zgodzić, że do pewnego stopnia wykluczenie społeczne człowieka zwiększa szansę na tego typu zdarzenie. Co, oczywiście, w żaden sposób nie usprawiedliwia wykluczonego, w żaden sposób nie obciąża społeczeństwa, a już na pewno nie usprawiedliwia tego rodzaju zbiorowej odpowiedzialności, jaką zastosowała Hepnarová, zupełnie ignorując fakt, że krzywd (prawdziwych czy wyimaginowanych) doznała od konkretnych ludzi, zamordowała też konkretnych ludzi, a prawdopodobieństwo, że oba zbiory mają elementy wspólne, nie mówiąc już o pokrywaniu się, jest przyzerowe.

Na koniec jeszcze kilka błędnych wniosków, jakie można wyciągnąć z historii Olgi Hepnarovej.

Trzeba zapobiegać takim rzeczom

Mit ogólny, który może być podpięty pod kwestię broni, wykluczenia i masy innych. Twierdzę, że takim rzeczom w ogóle nie należy zapobiegać, chyba że jako skutek uboczny zapobiegania innym rzeczom.

Zapobieganie czemukolwiek to koszty. Różnego charakteru, różnej wielkości, niekiedy nie do oszacowania, ale zawsze koszty. Oczywiście czynione w imię zysków, czy też braku strat, na jakie naraża nas owo „cokolwiek”, czemu zapobiegamy. Tylko jeśli to „cokolwiek” jest bardzo nietypowym, rzadkim przypadkiem, to bez liczenia jest pewne, że koszty przewyższają korzyści.

Ona musiała być [tu wstaw nazwę ideologii]

Akurat tego typu zbrodnię mógł popełnić niemal każdy, ale ze względu na historyczną bliskość Praskiej Wiosny motywy ideologiczne były dokładnie sprawdzane przez czechosłowackie władze. Nic nie znaleziono. Ani Olga, ani nikt z jej rodziny, nie mieli sprecyzowanych poglądów politycznych.

Zresztą całość zachowania Hepnarovej wskazuje na to, że reprezentowała hybrydę wielu ideologii. Zastosowana przez nią zbiorowa odpowiedzialność wyklucza ideologie indywidualistyczne. Daleko posunięta mizantropia jakoś powoduje, że trudno mi uwierzyć w jej poparcie dla idei kolektywistycznych. Samozwańcze ustanowienie siebie sędziną nad całym społeczeństwem wskazuje na tendencje może nie anarchistyczne (w końcu społeczeństwo miało podlegać jej prawu i osądom), ale zdecydowanie autokratyczne. Pójście do szpitala psychiatrycznego na własną prośbę, próba samobójcza i poddanie się wyrokowi sądu powszechnego bez oporu z kolei tej tezie przeczą.

Jestem przekonany, że ocenę postępowania oraz zbrodni Olgi należy oderwać od jakiejkolwiek ideologii politycznej.

To dowód na wyższość kapitalizmu nad socjalizmem, bo zbrodnia zdarzyła się w socjalizmie

Nie ma powodu, by uważać jeden nietypowy przypadek za dowód.

Nie ma powodu, by wiązać zbrodnię Hepnarovej z ustrojem CSRS.

To dowód na wyższość socjalizmu nad kapitalizmem, bo wymierzono karę śmierci w sytuacji bezdyskusyjnej

Nie ma powodu, by uważać jeden nietypowy przypadek za dowód. Dotyczy to również przypadków Slatera i Tafero (każdy z nich może być liczony osobno ze względu na duże odległości geograficzne i rozpiętość czasową). Na szerszej próbce wyroków śmierci to demoludy raczej nie wytrzymują porównania z Zachodem.

To dowód na niebezpieczeństwo grożące ze strony homoseksualistów

Nie ma powodu, by uważać jeden nietypowy przypadek za dowód.

Nie ma powodu, by wiązać zbrodnię Hepnarovej z jej orientacją seksualną.

To dowód, że kobiety nie powinny jeździć

Nie ma powodu, by uważać jeden nietypowy przypadek za dowód.

Nie ma powodu, by tezę głoszoną zazwyczaj w połączeniu z przekonaniem o braku umiejętności jeżdżenia u kobiet wysnuwać z przypadku, w którym kobieta ewidentnie umiała jeździć (nawet zarabiała tym na życie), tylko uczyniła niemoralny użytek ze swej umiejętności.


Mam nadzieję, że od tej pory będą Państwo bardziej wyczuleni zarówno na własne, jak i na cudze tendencje do traktowania patologicznie rzadkich przypadków jak przypadków ogólnych. Niektóre zjawiska, zwłaszcza ekonomiczne, lepiej się tłumaczy na przypadkach skrajnych, zgoda, bo wtedy lepiej widać istotę zjawiska. Natomiast wyjątkowe, nietuzinkowe zbrodnie, nie potrzebują praw skrojonych na ich miarę. Po co, skoro każda nietuzinkowa zbrodnia jest nietuzinkowa właśnie dlatego, że jest niepowtarzalna, albo przynajmniej pierwsza? Będziemy mieć kosztowne, upierdliwe i niewygodne regulacje i ograniczenia po to, żeby zapobiec czemuś, co i tak się stało i czego powtórka byłaby tak samo nieprawdopodobna i bez naszej interwencji.

A przede wszystkim: będziemy mieć patologię, jeśli będziemy żyć według reguł spisanych z założeniem, że patologia jest normą.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *