Macie pojęcie?

Dobry wieczór.

Macie pojęcie? Pewnie o czymś tam macie. Używacie pojęć? Niewątpliwie. A macie pojęcie, co te pojęcia znaczą? Z tym bywa gorzej.


Niedawno był Marsz Niepodległości, jak co roku. Jak nie co roku, obyło się bez zadym. Nawet „Gazeta Wyborcza” nie miała o czym pisać.

Wywlekano więc co innego: hasło „Polska dla Polaków” oraz rzekomą niekonsekwencję maszerujących, z których najbardziej zadowoleni byli arabscy właściciele budek z kebabami na trasie, notujących tego dnia rekordowe obroty.

Zacznijmy od hasła. Niezbyt lotni umysłowo krytycy dopisują tam „tylko”, którego moim zdaniem tam nie ma. Wyobraźmy sobie sklep „dla dziecka”. Czy oznacza to intencję zakazu wstępu dla dorosłego? Ja bym raczej podejrzewał, że ten, kto nazwał tak sklep, wyraźnie mówi, kogo w pierwszym rzędzie ma zadowolić. I jak trafi się dorosły, którego zadowoli tylko piwo, to powinien iść gdzie indziej zamiast domagać się rozszerzenia asortymentu sklepu.

Dokładnie tak samo rozumiem hasło „Polska dla Polaków” przyświecające Marszowi w tym roku. I w tym momencie żarcie kebabów przestaje być nielogiczne.

Tylko skąd ma to wiedzieć tępak, który woli posłuchać kilku lub kilkunastu autentycznych ksenofobów i utwierdzić się w przekonaniu, że są oni reprezentatywni dla całej reszty?


Przy tej okazji namnożyło się alternatywnych pomysłów, co powinien robić patriota, co jest wyznacznikiem polskości, itd. Dowiedziałem się na przykład od znajomego na facebooku, że wyznacznikiem polskości jest udział w wyborach, płacenie podatków i segregowanie śmieci.

Nic z tego nie pojmuję. W jaki sposób mam w jakimś tyglu multi-kulti, w którym spotkam dziesięciu ludzi trochę różniących się podejściem do wyborów, trochę różniących się podejściem do płacenia podatków i trochę różniących się podejściem do segregowania śmieci rozpoznać na podstawie tych różnic, którzy są polscy, a którzy są niepolscy? Nijak. Żadna z powyższych cech nie jest cechą charakterystyczną dla polskości ani odróżniającą polskość od np. skandynawskości.

Osobiście powiedziałbym, że wyznacznikiem polskości jest soczyste „kurwa mać!”, którego nikt na świecie nie powie z takim zaangażowaniem jak Polak z krwi i kości, schabowy z ziemniakami i kapustą albo traktowanie grzybobrania jak sportu narodowego. Być może niekoniecznie to akurat są rzeczy, którymi postępowiec czujący mimo wszystko jakąś tam dumę czy radość ze swojej polskości chciałby się chwalić, ale skoro mówimy o wyznacznikach polskości, to na pewno są to lepsze propozycje niż ekologia, podatki i demokracja.


Na domniemane przeze mnie szczęście kogoś, kto tak powyznaczał sobie polskość, podejrzewam go raczej o popieranie ugrupowań, których liderzy mówią, że „polskość to nienormalność” niż takich, których liderów można było spotkać na Marszu. Nic więc się temu człowiekowi nie dzieje straszniejszego niż już dawno mu się najwyraźniej stało w głowę.

Gorzej gdy ktoś podaje powyższe kryteria nie jako wyznaczniki polskości, ale jako wyznaczniki patriotyzmu, bo tym naprawdę można namieszać w głowach. Wielu ludzi źle używa pojęcia „patriotyzm”.

„Patriotyzm” pochodzi od łacińskiego słowa patria oznaczającego kraj. Jest to postawa nakazująca działanie na rzecz swojego kraju. Teraz będzie trudna (do zrozumienia i do wcielenia w życie) rzecz: najważniejszymi i najcenniejszymi objawami patriotyzmu są te, które ujawniają się w momencie, gdy interes kraju jest sprzeczny z interesem państwa, które ten kraj okupuje.

Polska to piękny kraj. Jest tu mnóstwo terenów bogatych w przydatne zasoby, dość zróżnicowana przyroda, bogata infrastruktura i multum twórczych ludzi. Interes kraju wymaga, aby on się rozwijał i kwitł, a ludzie żyli w nim coraz bogaciej i szczęśliwiej. Temu interesowi przeczy często interes III Rzeczypospolitej, która ściąga podatki przede wszystkim od tych najbardziej twórczych i pracowitych (co z tego, że niższe od średniej europejskiej, skoro niemożebnie skomplikowane – być może okazałyby się dużo wyższe od średniej europejskiej, gdyby zgodnie z definicją podatku potraktować jak jego część wszelkie zasoby, jakie trzeba zużyć, aby ten podatek obliczyć i rozliczyć – a biurwy lubią komplikacje zinterpretować inaczej niż dotychczas i dopieprzyć domiar na kilka lat wstecz?), demokratyzując się osłabia motywację do kierowania krajem tych, którzy zdają sobie sprawę, że znają się na tym lepiej niż ich sąsiedzi, a w kwestiach ekologicznych przyklaskuje zagranicznym rządom, które zakazują eksploatacji tych złóż, których Polska akurat ma pod dostatkiem, np. węgla.

Patriota musi w tym momencie postawić się państwu, by ratować kraj. Jednocześnie pamiętając, że brak jakiegokolwiek państwa prawdopodobnie nie przysłużyłby się krajowi. Być może przysłużyłby się ludziom jako jednostkom (i to jest powód, dla którego koncepcji takiej może przyklasnąć np. libertarianin), ale sam kraj jako taki utraciłby spójność: nie byłoby po prostu po stu latach takiego eksperymentu żadnego sensownego spoiwa łączącego Suwalszczyznę z Sudetami.

Patriota nie może być więc pryncypialnym niepodległościowcem. Niepodległościowiec bowiem z kolei to ktoś, kto walczy o to, żeby okupant nie był narzucony z zewnątrz. Rzeczpospolita Polska jest w chwili obecnej niepodległym państwem. Ale Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna też nim jest. Niepodległościowiec nie miałby tam o co walczyć, bo jego ideał jest tam osiągnięty, co innego patriota, który w kraju widziałby dużo do poprawy, a należałoby zacząć od rozwalenia państwa okupującego północną część Korei i zjednoczenia Korei, będącej jednym krajem, na dzień dobry pod okupacją Republiki Korei.

U nas, oczywiście, daleko do takiego kalibru – między innymi dlatego wolałem pokazać przykład północnokoreański, bo tam lepiej widać.


Najlepiej, oczywiście, jeśli niepodległościowiec i patriota są zadowoleni naraz. Ale rada typu „bądź zdrowym i bogatym” jest na ogół mało użyteczna.

„Narodu” nie będę już w tę narrację wplatał. Ani meczu Polska-Islandia, wygranego 4:2 przez „naszych”, czyli reprezentację ani państwa, ani kraju, ani narodu, tylko federacji uznawanej przez FIFA – to jeszcze inny rodzaj bytu, na ogół pokrywający się z państwem uznawanym przez ONZ, ale są wyjątki (np. Wielka Brytania – wynikła z tego zresztą śmieszna sytuacja na igrzyskach w Londynie, gdy naprędce klecono reprezentację piłkarską Wielkiej Brytanii, która jako gospodarz imprezy miała prawo udziału, i nikt tak naprawdę nie wiedział, jak taki twór powinien wyglądać).

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *