Melduję posłusznie

Dobry wieczór!

Melduję posłusznie, że obowiązek meldunkowy zostaje. Tako orzekł Międzyresortowy Zespół do spraw Przygotowania Administracji Rządowej do Zniesienia Obowiązku Meldunkowego. Jutro zresztą „stuknie” mu równe pół roku od momentu, kiedy został powołany.


Tutaj można sobie przeczytać zarządzenie powołujące owo ciało. Masa urzędniczego bełkotu, z którego można jednakże wyczytać, że w skład Zespołu wchodzą trzy osoby wskazane jawnie, a resztę członków (w nieokreślonej liczbie) mianować miały osoby, samo wymienienie których w podpunktach zużyło dokładnie wszystkie litery alfabetu łacińskiego. I ten zespół miał cztery zadania do wykonania.

Nie wykonał żadnego.

Obawiam się tylko, że z członkami tego zespołu nie podpisano umów o dzieło, w związku z czym mimo niewykonania zadań zostaną oni, niestety, za te pół roku wynagrodzeni.

Zresztą: coś tam zrobili. Posiedzieli, podumali, policzyli, i wyszło im, że obowiązku meldunkowego znieść nie można, bo wymagałoby to zmiany około stu innych przepisów. Przepisów, które, jak się domyślam, są niesłychanie potrzebne; nie może przecież chodzić o to, że tych zmian byłoby za dużo i rządzącym się tej pracy wykonywać nie chce. W końcu chciał nie chciał, ale to jest praca, za którą im płacimy. I to niemałe pieniądze. I to również ci, którzy uważają, że efekty tej pracy są szkodliwe i woleliby za nią nie płacić.

Mamy więc około setki przepisów, które są naszemu państwu niezbędne do funkcjonowania, a których funkcjonowanie wymusza istnienie obowiązku meldunkowego. Ale żeby nie było nam za smutno, w radio przypominają, że prace nad zniesieniem tego obowiązku już kiedyś były i ich efekty są namacalne: nie obowiązuje już meldunek na pobyt czasowy trwający ponad trzy miesiące oraz na pobyt turystyczny, a także nie ma kar za niedopełnienie obowiązku meldunkowego. Ale obowiązek musi być. Między innymi, że ułatwia pracę policji: w tym samym radio jakiś oficjel mówił, że przecież jak policja kogoś szuka, to pierwsze kroki kieruje do miejsca zameldowania poszukiwanego.

Podsumujmy:


  1. Mamy sto niezbędnych przepisów, wykonanie których wymaga istnienia obowiązku meldunkowego.
  2. Nie egzekwujemy obowiązku meldunkowego. Trudno, najwyżej nie wykonamy któregoś z niezbędnych przepisów. Przypadek pierwszy: człowiekowi zależy na tym, żeby przepis wykonano. Ale obowiązek meldunkowy nic tu nie zmienia; jego brak nie jest przecież tożsamy z zakazem. Jak będzie mu zależało, to się zamelduje i bez obowiązku. Przypadek drugi: człowiekowi zależy, żeby przepisu nie wykonano. Państwo mu po prostu mówi: spoko.
  3. W szczególności mówi spoko przestępcom, którzy mogą całkiem bezkarnie chować się gdziekolwiek, tylko nie w miejscu swojego zameldowania.
  4. Zakłada się jednak, że chowający się przed policją przestępca będzie się ukrywał właśnie w miejscu, które figuruje w dostępnych policji rejestrach.
  5. Jeśli ktoś wyjeżdża poza miejsce swojego stałego zameldowania, to nie jest wymagana informacja o tym (być może dlatego nie karze się za złamanie obowiązku meldunkowego, że właściwie trudno powiedzieć, co miałoby nim być; każdy przypadek złamania tego obowiązku można przecież nazwać „pobytem czasowym”).

Rozumieją Państwo coś z tego? Bo ja nie. Nawet jak na skalę absurdów, do których przyzwyczaiła mnie III Rzeczpospolita.

Z innej beczki: zacząłem tweetować. Sukcesów sobie nie wróżę, bo zamykanie myśli w 140 znakach nie leży w mojej naturze, ale spróbować warto.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *