Mojżesz Korwin-Mikke

Dobry wieczór.

Podobno historia powtarza się jako farsa. Z drugiej strony paruzji z całą pewnością „farsą” nazwać nie będzie można. A co ze stanami pośrednimi?

Pismo Święte nie wspomina co prawda o powtórnym przyjściu proroków. Wspomina jednakże o znakach zbliżającej się paruzji. Kto wie, czy jednym z takich znaków nie jest podobieństwo Janusza Korwin-Mikkego do biblijnego Mojżesza.


Dom niewoli

W każdym ustroju niewolniczym istnieje tabun niewolników głupich. Różnią się oni od pozostałych tym, że twierdzą, że żadnej niewoli nie ma (co jest na rękę nadzorcom niewolników). Najgorzej jak taki ma papiery na to, że należy do intelektualnej elity. Sam mam takiego znajomego: wykształcenie wyższe, świetnie płatny zawód, w którym pracuje się głową, a facet uważa, że Polska jest wolnym krajem, idzie w dobrym kierunku, i będzie głosował na Bronka, żeby utrzymać trend.

Przypadek beznadziejny jak mianownik od „dżdżu”.

Na szczęście są ludzie, którzy rozumieją, że żyjemy w niewoli, i nie ustają w wysiłkach, żeby nas z niej wyprowadzić. Jednym z takich ludzi jest Janusz Korwin-Mikke, który swoją misję wypełnia już niemal od

40 lat

To dobry znak, ponieważ jeśli tym razem historia choćby metaforycznie się powtarza, to dużo czekania nam już nie zostało. Niestety, Janusz Korwin-Mikke nie młodnieje i pytanie, czy tego doczeka, jest zasadne.

Morze Czerwone

Doskonała analogia do wszechobecnych socjalistów, z ich flagowym kolorem, których trzeba w ten czy inny sposób pozostawić za sobą, a blokują drogę do wolności.


Ziemia Obiecana

Taki będzie efekt. Mojżesz Ziemię Obiecaną widział, ale już do niej nie wszedł. Czy podobny los czeka Janusza Korwin-Mikkego? Czy też w wolnościowym ustroju prym będzie wiódł jakiś młodszy działacz, spadkobierca idei? Może Jacek Wilk?

Złoty cielec

Niestety, nie obeszło się i bez tego. Wielu teoretycznie wolnościowo nastawionych ludzi pozornie idzie za Korwin-Mikkem, ale czy to z powodu braku liberalizmu w przekonaniach, czy to z powodu zbyt głęboko zakorzenionej indoktrynacji, wciąż oddają pokłony złotym cielcom.

Najpowszechniejszą formą tego grzechu są pytania, w jaki sposób wolny rynek zapewni wszystkim potrzebującym zaspokojenie dóbr (najczęstszym przykładem jest tutaj dostęp do leczenia drogich chorób). W tym ludziom, których na to nie stać.

Oczywiście koncepcja, że taka potrzeba powinna zostać zaspokojona każdemu, który ją zgłasza, jest złotym cielcem. Nie ma on nic wspólnego z Wolnym Rynkiem, który tego nie obiecuje i obiecać nie może. Gdyby obiecał, to obiecałby tyle, że czyjeś pieniądze zostaną wydane niezgodnie z intencją tego kogoś w imię zaspokajania czyichś potrzeb. A to nie byłby już Wolny Rynek.

Złoty cielec, warto przy tym zauważyć, nie wywiązuje się z nadziei, jaką ludzie w nim pokładają. Ofiary chętnie (i pod przymusem) przyjmuje, natomiast z efektami modłów bywa gorzej. Sztandarowy przykład grzechu, podany powyżej, aplikuje się i tutaj: od tego, że wolnego rynku nie ma, potrzeba dostępu do leczenia drogich chorób nie staje się nagle zaspokojona.

Dekalog

Nie ma dziesięciu przykazań Wolnego Rynku. Nie potrzeba nawet tylu. Wystarczą trzy: chcącemu nie dzieje się krzywda, prawo nie działa wstecz, mój dom to moja twierdza. Podobieństwo polega na tym, że całe potrzebne prawo można wyryć na niezbyt dużych kamiennych tablicach ręcznie w jeden wieczór.


Czy to już teraz?

To zależy od Państwa. Macie pole do popisu w tę niedzielę.

Przypominam o konkursie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *