Niepełnosprawni w Sejmie

Dobry wieczór.

Podobno dwa poprzednie wpisy były za długie. Trudno, tak mam. Nie jestem zwięzły. Co więcej, siadając w piątek wieczór do czegokolwiek lubię przysiąść na dłużej, czy to do filmu, czy do czytania. Ale dziś postaram się krócej. Może nie sumarycznie krócej, ale łatwiej będzie podzielić to sobie na krótsze fragmenty.

Dziś niejako dwie notki związane z jednym tematem. Z niepełnosprawnymi w Sejmie, których zasadniczo można podzielić na dwie grupy: pierwszych ze zdiagnozowaną niepełnosprawnością różnych części ciała i drugich z niezdiagnozowaną niepełnosprawnością jednej części ciała, rozgrywających politykę z użyciem tych pierwszych w charakterze pionków.


Z logiką za pan brat

Podobno powyższe nie jest trudne ( wyjątki). Gdy przychodzi do bycia z logiką za pani siostra, często zaczynają się jednak schody.

Jak wiadomo, jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a ponieważ w awanturze sejmowej wiadomo, o co chodzi, i są to pieniądze, więc można spokojnie założyć, że żądania rodziców nie mają drugiego dna. Rodzice niepełnosprawnych dzieci zażądali zwiększenia zasiłku. Uznali, że nie powinni ponosić tak wysokiej, jak obecnie, części kosztów utrzymania swoich dzieci. Ani wyższej, co zaraz okaże się bardzo istotne. Oczywiście nie domagali się zwiększenia tych kosztów tylko zasiłku. Ich żądanie sprowadza się więc do tego, żeby wyższą niż obecnie część kosztów utrzymania ich dzieci wzięli na siebie podatnicy. Nie wiadomo, którzy, bo tego protestujący nie sprecyzowali: może najlepiej zarabiający, którym łupnie się kolejny próg progresji podatkowej, może beneficjenci innych świadczeń, które na to konto zostaną obcięte, a może nawet podatnicy zagraniczni, którzy zrzucili się na to, żeby jakieś państwo udzieliło III RP pożyczki, która przez ten zasiłek będzie wolniej spłacana. A może parlamentarzyści, kosztem uposażenia których zasiłki będą wyższe.

To nieistotne. Dla dalszych rozważań istotne jest tylko to, że większą niż obecnie część tych kosztów mają ponieść jacyś ludzie, wśród których niemal na pewno znajdzie się ktoś, kto nie jest rodzicem żadnego niepełnosprawnego dziecka. Będę dla uproszczenia nazywał tę grupę „ogół”.

I teraz któraś z mamuś wyskakuje z genialnym uzasadnieniem tego postulatu: bo rodzice sobie niepełnosprawnych dzieci nie zamawiali. I to jest akurat prawda.

Czysta logika

Bez emocji. Chłodno. Logicznie rozważymy, co tak naprawdę zostało powiedziane powyżej. Większość rzeczy będzie się dało względnie zwięźle zapisać, ale potrzebny będzie mi jeden skrót notacyjny, więc od razu go wprowadzę:

€(osoba, dziecko)

oznacza, że podana osoba lub osoby powinny ponosić taką jak obecnie lub większą część kosztów utrzymania danego dziecka (zdecydowałem się na symbol euro, bo znak dolara mógłby utrudniać poprawne odczytanie programistom).


To, co twierdzą rodzice, można ująć następująco:

(1) niepełnosprawne(D) => ¬zamawiał(rodzic(D), D)
(2) ¬zamawiał(X, D) => ¬€(X, D)

jak wiadomo

(3) (¬a => ¬b) => (b => a)

a zatem drugi postulat rodziców sprowadza się do

(4) €(X, D) => zamawiał(X, D)

Ale oba postulaty naraz to z kolei


(5) niepełnosprawne(D) => ¬€(rodzic(D), D)

a pokazaliśmy już, że

(6) ¬€(rodzic(D), D) => €(ogół, D)

(tu właśnie używam słowa „ogół” w znaczeniu, jak napisałem powyżej)

Wstawiając (4) do (6) i następnie do (5) otrzymamy:

niepełnosprawne(D) => zamawiał(ogół, D)

Tak, proszę Państwa. Nie mają Państwo zwidów: rozumowanie rodziców sprowadza się do konkluzji, że to ogół podatników zamawiał sobie niepełnosprawne dzieci tych rodziców. Jest to oczywista bzdura (ogół podatników składa się między innymi z ludzi, którzy unikają seksu właśnie dlatego, że ryzyko, iż dziecko będzie niepełnosprawne, jest dla nich nieakceptowalnie duże). Na pewno ogół podatników sobie żadnego niepełnosprawnego dziecka nie zamawiał. Wszyscy normalni ludzie woleliby, żeby dzieci były zdrowe i szczęśliwe.

Jeśli wynikiem logicznego rozumowania jest nonsens, to oznacza to błąd w rozumowaniu lub wyjście z fałszywej przesłanki. Rozumowanie jest wolne od błędów, zatem któraś z przesłanek (1) i (2) musi być fałszywa. Nie może to być (1), bo prawa strona (1) jest prawdziwa, zatem fałszywa musi być przesłanka (2) ∎

Bonus

Notka powstawała na raty i w trakcie jej pisania posłuchałem w radio pani biadolącej, że jej matka też jest inwalidką, a dostaje tylko 520 złotych, podczas gdy rodzice niepełnosprawnych dzieci wywalczyli sobie podwyżkę do 1000 złotych (miesięcznie). Biadoliła, że ona łóżka z matką do Sejmu nie przyniesie, ale to jest niedopuszczalne, bo wszyscy muszą być równi. Niech Państwo zgadną, o ile w ramach walki o równość ta pani usiłowała zmniejszyć różnicę między zasiłkiem przysługującym jej matce a zasiłkiem przysługującym zdrowym, pełnosprawnym ludziom. Obecnie różnica ta wynosi 520-0=520 złotych.

Podwyżka, której nie było

Posłowie nie pozostali dłużni rodzicom, jeśli chodzi o roszczeniowość postaw. A przynajmniej jeśli chodzi o stawianie siebie w roli pokrzywdzonych.

Adam Szejnfeld (Platforma Obywatelska) powiedział, że posłowie też nie dostają podwyżek, i to od 18 lat. Nie udało mi się sprawdzić, czy tak jest naprawdę, więc wierzę na słowo.

I twierdzę, że posłowie nie powinni dostawać żadnych podwyżek! Ich pensja powinna być zapisana jako wartość liczbowa w Konstytucji, niemożliwa do zmiany inaczej niż przez zmianę Konstytucji w trybie referendalnym (ewentualnie podlegająca automatycznemu przeliczeniu tylko w przypadku denominacji lub zmiany oficjalnej waluty). Co więcej, po zakończeniu kadencji poseł powinien dożywotnio mieć zakaz otrzymywania wynagrodzenia przekraczającego liczbowo wysokość jego uposażenia poselskiego, i to niezależnie od tego, jak zmieni się sytuacja gospodarcza.


Po co to?

By żyło się lepiej ludziom, którzy przestaną wreszcie narzekać, że choć pensje mają na stałym poziomie, to ceny rosną tak, że ludzie coraz mniej mogą za te pensje kupić. Przestaną, bo rządzący dostaną bardzo mocny bodziec do działania tak, żeby ceny spadały. Deflacja będzie automatyczną podwyżką ich poborów, a zarazem dowodem, że na tę podwyżkę zasłużyli. Rozwiąże przy okazji masę problemów, które dzisiaj biedna władza musi mozolnie rozwiązywać sama: waloryzacja świadczeń, stopy procentowe, ustawowe odsetki, itd. Nic takiego nie będzie potrzebne. Gdy złotówka z dnia na dzień będzie mieć wyższą wartość, świadczenia będą waloryzowały się same, niespłacany dług będzie rósł sam, nie będzie trzeba w tym celu robić żadnych sztuk dookoła procentów. Pożyczyłeś milion – masz oddać milion. Im dłużej poczekasz, tym więcej milion zyska na wartości i tym więcej realnie oddasz.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

2 myśli nt. „Niepełnosprawni w Sejmie”

  1. Pracowałem kiedyś w szkole dla dzieci niewidomych.
    Zaskoczony byłem tym ile dzieci pochodziło z tych samych rodzin.
    Okazało się że te dzieci nie mają ani jednego z rodzeństwa które byłoby zdrowe (normalne).
    Rekordzista był czternastym z kolei dzieckiem zaliczanym do ‚niewidomych’. W domu rodzinnym bylo jeszcze dwoje (również niewidome) które nie osiągnęły jeszcze wieku szkolnego.
    Wyjaśnienie:- „tata powiedział że będzie robił dzieci tak długa aż wreszcie kiedyś urodzi się dziecko w pełni normalne”

    Wiedząc że i tak PAŃSTWO zaopiekuje się jego dziećmi (szkoła z internatem i pełnym wyżywieniem), ojciec nie miał żadnych oporów ze sprowadzaniem kolejnych dzieci na świat.
    W domu przebywało zawsze najwyżej troje dzieci.

    Tak było za komuny. Czy sposób myślenia niektórych, podkreślam -niektórych ludzi zmienił się, śmiem wątpić.

    Współczuję ludziom wychowującym dzieci niepełnosprawne.
    Twierdzę jednak że część z nich urodziła się pomimo świadomości że ciąża była ryzykowna.
    -„A może stanie się cud i urodzi się zdrowe?”
    Przecież ‚ktoś’ MUSI nam pomóc! A Państwo tym bardziej.

    Niedawno badania amerykańskie wykazały że spora liczba ciężarnych w USA, świadomie i celowo nadużywała alkoholu i innych używek po to żeby w przyszłości otrzymywać wyższe zasiłki i zapomogi na niepełnosprawne dzieci.
    Patologia? TAK! Ale zdarza sie dużo częściej niż podejrzewano.
    Państwo, dając zapewnienie na wspieranie takich rodzin może doprowadzić do sytuacji że niektórzy, podkreślam niektórzy rodzice (patologiczni) zdecydują się na to że takie dzieci staną się dla nich :-‚źródłem utrzymania”.
    Im wyższe będą zasiłki, tym takich dzieci będzie więcej!

    1. Jako przedstawiciel najbardziej uciśnionej grupy społecznej (bezdzietny, heteroseksualny, biały, pełnosprawny, zatrudniony na umowę o pracę kawaler z rodziny z klasy średniej) chciałbym zadać pytanie otwarte: a kiedy ja coś dostanę? Bo na razie to płacę i płacę i już mi się nawet odliczenia podatkowe skończyły (bo ucięli ulgę na internet). Tylko dlatego, że w tym roku zarobiłem mniej, udało mi się uniknąć konieczności dopłaty podatkowej (co zresztą pokazuje absurd systemu podatkowego – najchętniej zarabiałbym oficjalnie w Polsce zero złotych…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *