Nowy Prezydent, niespełnione obietnice

Dobry wieczór.

Od wczoraj mamy nowego Prezydenta. I już zaczynają się zgrzyty. Okazuje się, że groźba niespełnienia obietnic jest jak najbardziej realna.


Żeby nie było niejasności: nie chodzi o obietnice, jakie Andrzej Duda składał podczas kampanii. Jest w miarę oczywiste, że wielu z nich nie spełni, bo jest to po prostu niemożliwe. Jego przeciwnicy będą mu to mieli za złe „na pokaz”, bo tak naprawdę bardziej boją się niż oczekują ich spełnienia, a jego zwolennicy będą siedzieć cicho, bo nie na tym polega demokratyczna polityka, żeby publicznie wytykać błędy swoim ludziom.

 Za to ile osób naobiecywało się, że powyjeżdżają z kraju na wieść o wybraniu Dudy! I co? I nic. Jakoś nie chcą wyjeżdżać. Owszem, niektórzy chcą. Na ogół ci, co już są za granicą. Wzruszył mnie pewien typ, który zniechęcony klerykalizmem Dudy chce zrzec się obywatelstwa polskiego, bo z dumą ma już brytyjskie, o które sam wystąpił. Sami poczytajcie. Doprawdy paradne: facet, któremu ateizm przeszkadza zaakceptować Dudę, z własnej woli preferuje obywatelstwo państwa, którego głowa jest automatycznie głową Kościoła.


No, ale przecież nie mogą powyjeżdżać, bo muszą rozliczyć Dudę z obietnic.

Już się zresztą zaczęło. Nie chce mi się cytować całego medialnego gówna, kto chce, sam zobaczy, z jaką „klasą” zareagowali Michnik, Środa, itd. A także posłowie, którzy buczeli podczas orędzia. Chamstwo niepojęte. Oczywiście: w medialnym ścieku o tym będą może drobne wzmianki, w końcu gwizdanie przez bliżej niezidentyfikowaną hołotę na Powązkach jest dużo ważniejszym tematem.

O szeregu internautów nie warto byłoby nawet wspominać: ci nawet nie muszą dbać o markę, pod którą piszą, więc jadą z grubej rury. Na przykład: że od wczoraj ich ukochany kraj nie ma dla nich prezydenta. Nie warto byłoby, ale:

Wdałem się z jedną taką osobą w dyskusję. Spytałem, czy miałem prawo tak mówić pięć lat temu, gdy wybrano Komorowskiego, jeśli uważałem o Komorowskim to samo, co rozmówczyni o Dudzie. Dowiedziałem się, że nie. Drążyłem, dlaczego? No bo Komorowski został wybrany zgodnie z wolą narodu, więc był też moim Prezydentem. No dobrze, ale Duda też został wybrany z woli narodu? „Ale ja na niego nie głosowałam”. Ja nie głosowałem na Komorowskiego poprzednio, i co? No, ale większość głosowała na niego, więc trzeba było to uszanować.

Może nie zacytowałem słowo w słowo, ale sens oddałem.

Normalnie można siąść i płakać ze śmiechu, ale jak się pomyśli, że toto ma prawo głosować, to się aż wyć do Hyperiona odechciewa!


Ale wiecie, od czego się nie odechciewa? Od tego całokształtu. Gdy człowiek spojrzy, kto i z jakich powodów z przerażeniem patrzy w przyszłość naznaczoną prezydenturą Dudy, to aż się cieplej na sercu robi. I nieważne, że Duda nadal nie jest moim wymarzonym Prezydentem. Póki co uważam, że będzie raczej złą niż dobrą głową państwa. Ale dla samego zobaczenia tego, co obserwujemy, było warto. I daje to jakąś nadzieję na lepsze pojutrze.

Tymczasem przypominam o konkursie. Za tydzień nie ma wpisu, mnie się też należy odpoczynek od Internetu raz na jakiś czas.

Do napisania za dwa tygodnie. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *