O pewnym cytacie

Dobry wieczór.

Nie napiszę o samolocie rozbitym na Ukrainie. Nie – bo nie. Przedstawiono już na ten temat niemal każde możliwe stanowisko, myślący ludzie wiedzą, jak tę całą publicystykę czytać i jak wyciągać wnioski, innych ludzi informuję, że trafili pod zły adres wchodząc na ten blog.


Dzisiaj będzie o pewnym cytacie, który w różnych formach bardzo często się pojawia. Posługują się nim moi polityczni sprzymierzeńcy i moi polityczni wrogowie. Wszyscy go mniej lub bardziej zniekształcają, co nie ma większego znaczenia, ponieważ nie powoduje manipulacji treścią, a źródła również twierdzą, że spotyka się go w różnych brzmieniach.

A ja czuję się jak ten Robinson na bezludnej wyspie, który niezależnie od zgody lub jej braku w temacie ogólnie pojętego światopoglądu jest jedynym uważającym ten cytat za głupi.

To może czas na cytat:

„Najpierw przyszli po komunistów,
ale się nie odezwałem,
bo nie byłem komunistą.

Potem przyszli po socjaldemokratów
i nie odezwałem się,
bo nie byłem socjaldemokratą.

Potem przyszli po związkowców,
i znów nie protestowałem,
bo nie należałem do związków zawodowych.

Potem przyszła kolej na Żydów,
i znowu nie protestowałem,
bo nie byłem Żydem.

Wreszcie przyszli po mnie,
i nie było już nikogo, kto wstawiłby się za mną. „


Ta konkretna wersja pochodzi z wikicytatów. Autorem cytatu był Martin Niemöller, pastor i działacz antyhitlerowski.

Brzmi pięknie. Czego ten Skorpion się czepia?

Na pewno nie będę zadawał czepliwego pytania „to kim byłeś, skoro zostałeś sam jeden, gdy przyszli po wszystkie inne grupy?”, bo przynajmniej w tej wersji zostaje całkiem szeroka grupa. Ot, choćby niżej podpisany nie zostałby zabrany według żadnego z powyższych kryteriów.

Nie zapytam też: „skoro nie było nikogo, to kto przyszedł?”, bo to jest niedoróbka tłumaczeniowa. Proszę podążyć za linkiem do wikicytatów, to zobaczą Państwo oryginał, który zaczyna się od:

Als die Nazis die Kommunisten holten(…)


Ale tutaj już powinno się zapalić światełko ostrzegawcze, na razie żółte. Chodzi o to, że człowiek nie jest sam, jeśli po niego przychodzą, i być może ma wybór, żeby dołączyć do tych, którzy przychodzą. Oczywiście nikogo tu nie namawiam do wyboru kariery nazisty.

Ale zadam inne głupie pytanie. Mianowicie, co by było, gdyby w którymś miejscu dodać następującą zwrotkę:

Potem przyszli po złodziei i morderców
i nie odezwałem się,
bo nie byłem złodziejem ani mordercą.

Chce się zaprotestować, prawda? I słusznie. Ale dlaczego? Bo normalny człowiek widzi siebie w takiej sytuacji, widzi, że gdyby przyszli po złodziei i morderców, to on by nie protestował, i nie życzy sobie, żeby ktokolwiek mu robił z tego powodu wyrzuty.

Dobrze.

A dlaczego nie? Bo chętnie przyłączyłby się do tych, którzy przychodzą. I nie chodzi o to, czy byliby to naziści, czy nie. Jak ktoś przychodzi po złodziei i morderców, to ma moje poparcie przynajmniej na czas tej akcji. Pasuje?

I właśnie tego się czepiam. Skoro to pasuje, to nie można, a w każdym razie nie należy, wyjeżdżać z powyższym cytatem, gdy ktoś (milcząco lub nie) popiera „przychodzenie po” jakąś grupę, którą uważa za szkodliwą.

Przyszli po socjaldemokratów? Spoko. Przyklasnę. Zresztą pisałem o złodziejach i morderach. Socjaldemokrata to też złodziej. Trochę nietypowy, bo wyręczający się innymi, a sam skupiający się raczej na znajdowaniu moralnych uzasadnień dla swoich kradzieży (na ogół za pomocą definiowania ich celów) i skupianiu wokół siebie wystarczających sił, by ją zalegalizować, ale nadal złodziej.

Że co, że nikt nie zaprotestuje, gdy przyjdą po mnie? A przepraszam, gdyby dzisiaj przyszli po mnie, jako po libertarianina (zwłaszcza zaś skrajnego wolnorynkowca i antydemokratę), to socjaldemokrata by protestował? W imię czego? Przecież sam zalicza się często do „przychodzących po”.

Oczywiście, dzisiaj to „przychodzenie” nie przybiera formy nazistów i nie kończy się w piecu obozu koncentracyjnego. Zamiast tego przychodzą faszyści pełniący funkcje polityków lub dziennikarzy i w białych rękawiczkach tworzą medialną nagonkę na inkryminowanego. I to nie przebierając w środkach (na ogół wyrazu). Ale też protesty przeciwko przychodzeniu po socjaldemokratów zwykle dzisiaj dotyczą werbalnego przychodzenia, więc przesady nie ma.

A poza socjaldemokratami zostałaby masa innych ludzi, którzy mogliby zaprotestować. Choćby niektórzy, w przypadku których ja protestuję, gdy dzisiaj przychodzi się po nich: konserwatywni liberałowie (to może lekkie nadużycie z mojej strony, bo przy pewnych sensownych definicjach można i mnie tu zaliczyć), działacze pro-life, księża katoliccy.

No i zaprotestuję, gdy przyjdą po Żydów, homoseksualistów, niepełnosprawnych czy ponadnormatywnie zaradnych. Bo to już jest po prostu szczyt zgnilizny moralnej, żeby gnębić ludzi za cechę wrodzoną, na którą nie mieli wpływu. OK, socjaldemokratą nikt Ci być nie każe.


Oczywiście między gnębieniem powyższych też istnieją różnice, ale czysto użytkowe. Jak się zniszczy ponadnormatywnie zaradnych, to wyrządzi się społeczeństwu większą szkodę, niż jak się zniszczy Żydów, co z kolei będzie większą szkodą niż zniszczenie homoseksualistów czy niepełnosprawnych. Powtarzam: to jest czysto użytkowe rozróżnienie między równie złymi moralnie postawami.

Natomiast jeśli przyjdą po komunistów, socjaldemokratów czy związkowców, nie zaprotestuję. Nie jestem komunistą, socjaldemokratą czy związkowcem. Nie tylko nie zaprotestuję, ale też przyłączę się do tych, co przychodzą. A gdy przyjdą po mnie, już inni oni, zaprotestują ci, wraz z którymi przychodziłem po komunistów, socjaldemokratów, związkowców i innych złodziei.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *