O piwie i o szczepieniach

Dobry wieczór.

W trosce o nasz dobrobyt państwo planuje ustanowić ceny minimalne na alkohol.


Jak chciałem słusznie zauważyć, ale wyprzedził mnie w tym Rafał Ziemkiewicz, jest to klasyczny przykład oczekiwania różnych rezultatów po tych samych działaniach. Spadku spożycia alkoholu oczekują ci sami ludzie, którzy chcą zakazać obniżania cen książek i oczekują, że od tego wzrośnie czytelnictwo.

Pomysłowi wtórują Eliza Michalik i Agnieszka Gozdyra, przy czym ta pierwsza bije już rekordy twierdząc:

Jestem wolnościowcem, ale wolność nie oznacza braku odpowiedzialności i braku zaangażowania w rozwiązywanie problemów społecznych.

źródło

No, jeśli wolność nie polega na tym, że nie angażuję się w to, w co nie chcę…


Proszę zauważyć, że nikt z popierających tę zmianę tak naprawdę tego nie odczuje. I nie chodzi o to, że przy dwóch piwach dziennie po dwa złote podwyżka wyniesie 120 złotych miesięcznie, czyli ogrom kasy dla żula spod mostu, ale niemal nieodczuwalna kwota dla posła czy dziennikarza. Chodzi o to, że ci ludzie, jeśli już piją alkohole, to raczej z górnej półki, kosztujące powyżej proponowanych cen minimalnych z powodów rynkowych. W dodatku niekiedy to nie ma znaczenia, bo i tak piją za nasze.

Zaiste, pokrętna musi być jednak logika, która do jednego wora rzeczy, za które nie wolno żądać ceny niższej niż ustalona, wrzuca książki, alkohol i pracę etatową. Czy ktoś na chłopski rozum mógłby mi wyjaśnić, co te trzy rzeczy mają wspólnego ze sobą, tak żeby jednocześnie wyróżniało to je spośród rzeczy niemających tej cechy?

Oczywiście jeśli prawo wejdzie w życie, efektem nie będzie wzrost trzeźwości, tylko wzrost bimbrownictwa, meliniarstwa i przemytu. I nie ma się co oszukiwać: rządzący nami nie są aż tak tępi, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy. Tyle że robią to wszystko na pokaz. A niektórzy mają kuzynów rozsianych po lokalnych urzędach w całej Polsce. Pożywka dla korupcji aż miło.

Teraz druga część notki.


Mój post o szczepieniach sprzed kilku tygodni z niewyjaśnionych przyczyn stał się popularny w ciągu ostatnich dni. Dostałem nawet w komentarzach linki do dyskusji na facebooku. W tym jednej w zamkniętej grupie. Jeden z fanów (a przy okazji osobistych znajomych) dołączył do grupy i przekazał mi, co się tam dzieje.

Ogólnie notka została dobrze przyjęta, i miło mi. Tu i ówdzie wytknięto mi usterki dotyczące stylu, za co dziękuję, ale nie obiecuję się zastosować. Styl to styl, niekiedy lepiej pisać złym, ale własnym i wyrobionym, niż zmieniać na siłę. Jedna kwestia wzbudziła kontrowersje u dwóch Komentatorek, mianowicie rzekome porównanie kwestii szczepienia do kwestii aborcji. Postaram się wyjaśnić, w czym rzecz, ale proszę najpierw przeczytać początek oryginalnej notki.

Otóż ja nie porównywałem szczepień do aborcji. Porównywałem jedynie, na poziomie czysto semantycznym, zasadność dodawania prefiksów „pro-” i „anty-” do różnych postaw, wybierając szczepienia i aborcję jedynie jako przykłady tematów tak gorących, że latają w debatach na te tematy słowa rzucane bez głębszej refleksji. Dla mnie „proszczepionkowiec” to ktoś, kto uważa szczepionki za zjawisko zasadniczo pozytywne, „antyszczepionkowiec” to ktoś, kto uważa szczepionki za zjawisko zasadniczo negatywne. To samo z „proaborcjonistą” i „antyaborcjonistą”. Jeśli ktoś chce, żeby to było przymusowe, a to zakazane, to jest „proetatystą”.

Ja jestem antyetatystą. Jako proszczepionkowiec uważam szczepionki za zjawisko zasadniczo pozytywne. A jako wolnościowiec dopuszczam myśl, że pewne pozytywne zjawiska nie będą ustawowo wymuszone, podobnie jak myśl, że pewne negatywne zjawiska nie będą ustawowo zakazane, i w istocie uważam, że po obu stronach takich zjawisk powinno być bardzo dużo. Na przykład puszczanie bąków w towarzystwie: bardzo negatywne zjawisko, ale będę ostatnim, który poprze ustawowy zakaz. Czy to czyni mnie „propierdowcem”? No to teraz proszę sobie zastąpić puszczanie bąków aborcją i będzie, mam nadzieję, sprawa jasna.

Tylko nie wytykajcie mi teraz utożsamiania aborcji z puszczaniem bąków, bo osiwieję.

Mam również nadzieję, że te wątpliwości były efektem niezrozumienia, a nie swoistej moralności Kalego: ja nie chcę być nazywana „antyszczepionkowcem” tylko dlatego, że nie popieram przymusu, bo uważam szczepionki za coś dobrego, ale nie chcę tego nakazywać, jednocześnie jednak jestem za zakazem aborcji, więc chcę mieć komfort psychiczny i prawo zwyzywania każdego, kto nie jest za zakazem, od „proaborcjonistów”, nawet jeśli mi powie, że uważa aborcję za coś złego, a ponieważ obie te postawy są ze sobą niespójne, więc uznam, że nie ma między nimi analogii, i to bez dania racji.

Bo komentarze były bez dania racji: żaden nie napisał, dlaczego tak właściwie analogia jest wadliwa. Dlatego proszę wybaczyć przydługą tyradę, ale broniłem swojego stanowiska nieco w ciemno. Ale nie chodziło mi o to, żeby się bronić. To był tylko wstęp do prośby:

Proszę, aby tego typu komentarze umieszczać pod notkami na niniejszym blogu!


Te dwa akurat zobaczyłem, bo ktoś (właśnie tutaj) pofatygował się z linkami, a ktoś inny przekazał wieści z zamkniętej grupy. Ilu innych nie zobaczyłem? Ja chcę pisać dla Czytelników, ale muszę w tym celu wiedzieć, co mogę zrobić, żeby lepiej im się mnie czytało. Blog jest moderowany tylko po to, żeby odsiać reklamowy spam. Zatwierdzam każdy merytoryczny komentarz, słowo!

Przypominam o konkursie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *