O uchodźcach

Dobry wieczór.

Dziś gorący temat.


Na ten temat napisano już dużo, między innymi tutaj. Wyróżniam ten wpis, bo jest wyjątkowo rzeczowy, jak na blogosferę (jak na Gerino, jest w normie). Właściwie mógłbym do tego nic nie dopisywać i stwierdzić, że to moje zdanie. Tyle że niepełne.

Ale jednak dopiszę, bo trafiło do mnie pytanie, dlaczego niby chrześcijańscy publicyści sprzeciwiają się przyjęciu uchodźców. Komiczna część polega na tym, że pytanie, całkiem serio, zadają zwolennicy przyjęcia uchodźców, którzy wszystkimi łapami zapierają się przed tym, żeby jakakolwiek religia determinowała poczynania państwa.

Ale tutaj komizm się kończy. Zadający są zwykle ateistami, dlatego nie są najwyraźniej w stanie pojąć (nie tylko w tym przypadku, bo argument o chrześcijaństwie stosują w wielu innych sytuacjach, m. in. w kwestii socjalu) banalnej prawdy.


Chrześcijańskie miłosierdzie nie polega na przyjmowaniu bezdomnego pod dach sąsiada!

A to właśnie usiłują zrobić poszczególne państwa UE. Przerzucają się zresztą tymi uchodźcami jak gorącym kartoflem. Weźmy tych konkretnych uchodźców, których Polska miałaby przyjąć do siebie dlatego, że Niemcy czy Francuzi tak postanowili. I proszę powiedzieć mi jedno: w jaki sposób Polak, który nie chce tych ludzi u siebie, jest gorszy od Niemca czy Francuza, który nie chce dokładnie tych samych ludzi u siebie?

To już nie jest kwestia chrześcijańskiej etyki. Tylko zwykłej konsekwencji. I potraktowania uchodźców jak ludzi, a nie jak liczby w statystykach. Bo nie sądzę, żeby facetowi, któremu odmówiono, robiło różnicę, czy ktoś, kto mu odmawia, tłumaczy się, że kogoś już przyjął, czy nie.

Tutaj bardzo podoba mi się inicjatywa islandzka. Oddolna, oczywiście, niepaństwowa. Polega ona na tym, że ludzie, którzy chcą przyjąć uchodźcę pod swój dach, sami to deklarują. W ten sposób osiągamy ideał: pomaganie ludziom kosztem tylko tych, którzy się godzą na poniesienie tego kosztu.

Niestety, po czymś takim żadna Ewa Kopacz nie powie, że to dzięki niej. Choć biorąc pod uwagę jej wystąpienie na początek roku szkolnego, może to i lepiej.

Żadnego problemu „społecznego” by przecież nie było, gdyby ci wszyscy uchodźcy przekraczali granicę jeden po drugim. I nie chodzi o to, żeby robić sobie przerwy, tylko o to, żeby każdy traktowany był tak, jak potraktowany byłby każdy inny człowiek przybywający do naszego (czy dowolnego innego) kraju. Przez pryzmat siebie, a nie jakiejś masy, do której się zalicza czy do której go zaliczono.


I jeszcze jedna ważna rzecz: na każdego uchodźcę trzeba patrzeć nie jak na imigranta, a przede wszystkim jak na emigranta. Uchodźca od imigranta czy zwykłego turysty różni się tym, że ucieka. Przed czymś, a nie dokądś. Gdzieś się podziać musi, to prawda, natomiast to, gdzie być chce, jest (a przynajmniej powinno być, jeśli to naprawdę uchodźca) wtórne w stosunku do tego, gdzie być nie chce.

Nie zanudzam już dłużej dzisiaj, bo i tak chcecie pewnie szybko mieć notkę za sobą i przykleić się do telewizorów.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

2 myśli nt. „O uchodźcach”

  1. Co do uchodźców i Twojego poparcia dla stanowiska Gerino – dwie uwagi:

    1. Swoboda przemieszczania się jest zgodna z duchem libertarianizmu – OK, ale co ze swobodą decydowania, kogo wpuszczę do swego domu, czy – w szerszym pojęciu – państwa? Jeżeli większość uchodźców pochodzi z terenów, gdzie system wartości tak istotnie odbiega od libertarianizmu, jeżeli ich oczekiwania są najczęściej sprzeczne z duchem libertarianizmu, to mam prawo interpretować taki najazd jako inwazję, której celem, a przynajmniej realną możliwą konsekwencją jest zmiana ustroju państwa. Dlatego należy wpuścić tylko te jednostki, które (czynem!) potwierdzą gotowość do asymilacji. I tu przechodzimy do 2. uwagi.

    2. Gerimo popiera wspieranie uchodźców (np. nauka języka). Oznacza to ponoszenie wydatków przez państwo; wydatków niecelowych z punktu widzenia libertarianizmu. Z drugiej strony, akceptuję, że uchodźca często nie ma nic wartościowego poza własnym zdrowiem (jak się popatrzy na filmiki, to to są najczęściej młode byczki). Dlatego (jeżeli nie ma kasy i ubiega się o państwowe wsparcie na starcie) na wjeździe powinien wyrażać pisemną, nieodwołalną zgodę na pobranie do przeszczepu narządów i tkanek, udostępnienia ciała do badań medycznych, wykonywania pracy niewolniczej itp. – jeżeli nie dotrzyma warunków wjazdu.

    Podsumowując – z jednej strony życie w raju wolnościowym (w tym podatkowym), z drugiej – postawienie własnej nerki na to, że dasz radę się zasymilować. To by w efekcie pozwoliło libertariańskiemu państwo zgarnąć creme de la creme spośród uchodźców i wzmocnić swoją pozycję światową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *