Obraza obrazem

Dobry wieczór.

Zostałem dziś obrażony. Właściwie nie ja, a moja inteligencja. Obrażony zostałem za pomocą udostępnionego w sposób widoczny na mojej ścianie obrazka z podpisem typu „obrońcy życia w akcji”, a obraziła mnie sugestia, że się na coś takiego złapię.


Miałem nie pisać już o aborcji, bo chyba każdy normalny człowiek interesujący się polityką w Polsce ma tego tematu chwilowo dość, ale ten obrazek, w oczywisty sposób nawiązujący do tematu i do ostatnich wydarzeń w Polsce, zmienił moje zdanie. Można przy tym dokonać analizy tego, w jaki sposób Internet pozwala na manipulowanie ludźmi za pomocą obrazków.

Pierwsze pytanie, które sobie zadałem, brzmi: na jakiej podstawie oceniono siedzących mężczyzn jako tak zwanych „obrońców życia”? Zakładam, że pod tym terminem rozumie się przeciwników legalnej aborcji, bo takie jest zwyczajowe jego użycie. Ktoś ich o to spytał? Śmiem twierdzić, że nie: skopiowałem sobie obrazek z jednego z udostępnień, ale zanim go tutaj umieściłem, uruchomiłem wyszukiwanie tym obrazem w Google i dostałem wyniki niemal wyłącznie z rosyjskich serwerów. Jeden wynik był z Polski (najwyżej, ale to o niczym nie świadczy, bo skoro używam polskiego Google, to algorytm mógł wypozycjonować go wysoko specjalnie dla mnie) i jeden z Rumunii.

Prawdopodobnie więc zdjęcie nie zostało zrobione w Polsce, najprawdopodobniej zaś w Rosji, raczej nie ma więc związku z ostatnimi wydarzeniami, co podpis połączony z momentem udostępnienia zdaje się mocno sugerować (piszę „raczej”, bo najstarsze znalezione wyniki są sprzed trzech dni).

Ale nawet gdyby zostało, to co niby wskazuje na to, że ci mężczyźni są „obrońcami życia”? Pół żartem można stwierdzić, że raczej jest przeciwnie: to ich ubiór jest bliżej konwencji Czarnego Protestu niż strój stojącej kobiety.


A odkładając żarty na bok: nie ma żadnego powodu, poza życzeniowym myśleniem lub propagandowym celem tego, kto podpisuje udostępniane zdjęcie.

No dobra, jest jeden powód. W sytuacji takiej, jak na zdjęciu, każdy człowiek, poza kompletnymi psychopatami, rzeczywiście jest obrońcą życia. Nawet ci, którzy podpisywali projekt ustawy autorstwa Ratujmy Kobiety, zwiększający dostępność aborcji. Nawet w tym projekcie nie było mowy o przerywaniu ciąży tak zaawansowanej, jak ta widoczna na zdjęciu, chyba że zaczęłaby ona zagrażać życiu matki. Przecież na oko w razie nagłego wypadku to dziecko nie byłoby już wcale skazane na śmierć, gdyby zostało natychmiast wyjęte z wnętrza matki i umieszczone w inkubatorze. Szanse byłyby niewielkie, a w razie powodzenia walki o życie szanse na niepełnosprawność ogromne, ale z całą pewnością życie rozwijające się w tej kobiecie w momencie zrobienia tego zdjęcia to już coś znacznie więcej niż „zlepek komórek”, chyba że sprowadzimy każdego człowieka do zlepka komórek, co jest semantycznie poprawne, ale erystycznie bezużyteczne.

Przy tym nawet gdyby chodziło o mniej rozwiniętą ciążę i nawet gdyby ci ludzie byli obrońcami życia, to nie widzę specjalnego powodu do ironizowania.


Na własnym przykładzie: uważam, że człowiek nie ma prawa zabijać innego człowieka, jak również, że człowiek nie ma obowiązku ratować innego człowieka przed śmiercią, nawet jeśli jest to w stanie zrobić kosztem, co do którego wszyscy się zgadzają, że jest on niewielki. Tyle, jeśli chodzi o to, co powinno mówić prawo stanowione. Oczywiście: moralny obowiązek ratowania innych, gdy samemu nie ponosi się ryzyka, istnieje, ale wiele razy w ostatnich tygodniach słyszałem, że dylematy czysto moralne każdy powinien rozstrzygać wyłącznie we własnym imieniu, a państwu i prawu stanowionemu nic do tego.

I podtrzymuję stwierdzenie sprzed tygodnia, że cały spór wokół aborcji powinno się sprowadzić wyłącznie do rozstrzygnięcia, kiedy zaczyna się „człowiek” w sensie prawnym, a z tego już wynikną wszystkie inne rozwiązania.

Czy byłbym na podstawie tych deklaracji określony jako „obrońca życia”? Zapewne tak i nie polemizowałbym, bo nie uważałbym tego ani za fałszywe, ani za obraźliwe.

Czy mógłbym zachować się tak, jak ci mężczyźni na zdjęciu? Mógłbym. Z powyższej deklaracji jasno to wynika. Nie zachowałbym się tak, bo moje wewnętrzne zasady moralne mi na to nie pozwalają, ale z punktu widzenia kogoś, kto ich nie zna, mógłbym się tak zachować. A już na pewno nie mógłbym wyciągać żadnych agresywnych konsekwencji wobec ludzi, którzy tak zachowaliby się w mojej obecności. Oczywiście użycie przykładu tych ludzi jako argumentu za ograniczeniem zakazu aktywnego zabijania jednego człowieka przez innego człowieka jest w ogóle poza dyskusją.

Czy to powód do ironizowania? Nawet jeśli tak jest, to na pewno nie z pozycji, w której zamierza się ironią wykazać niespójność czyichś poglądów, bo powyższy zestaw poglądów jest spójny, a jego implikacje są właśnie takie.

Czy to przypadek akademicki, jeśli chodzi o poglądy? Niekoniecznie. Zgoda co do tego, że nie wolno zabijać innych ludzi, jest bardzo duża, zgody na bezkarną obojętność wobec umierających bliźnich nie badałem, ale nie sądzę, żeby wyszła akademicko mała. Dużo zależy tu od zadania pytania, zwłaszcza od tego, czy w pytanym wzbudzi się poczucie jedności lub bliskości z umierającym i/lub z tym, od czyjej pomocy zależy życie umierającego. Dlatego warto to zadać we wszystkich wariantach, od „Czy ty powinieneś być zmuszony do ratowania kogoś, kogo nienawidzisz i bez kogo twoim zdaniem świat byłby lepszym miejscem?”, poprzez „Czy obca ci osoba powinna być zmuszona do ratowania drugiej obcej ci osoby?” do „Czy twoi sąsiedzi powinni być zmuszeni do ratowania twojego dziecka?” (zaimki małymi literami, ponieważ zapisałem zdania w cudzysłowach tak, jakby były one pytaniami zadawanymi w normalnej rozmowie lub w ramach dialogu zapisywanego w książce, nie zwracając się bezpośrednio do Czytelnika bloga).


Każdy człowiek może mieć różne poglądy na ten temat i w różnych miejscach stawiać granicę, ale inteligentny człowiek powinien odebrać próbę manipulowania nim w ten sposób jako potężny afront.

Zachęcam do wklejania linku do tej notki wszędzie, gdzie natkną się Państwo na to zdjęcie z przytoczonym lub podobnym podpisem.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Jedna myśl nt. „Obraza obrazem”

  1. Primo: w Rosji toczy się też dyskusja o zakazie aborcji, stąd może takie, a nie inne wyniki wyszukiwania.
    Secundo – to jest rosyjskie metro 🙂

    Przy okazji: rząd zamierza z publicznych (a więc i moich) pieniędzy „pomagać” matkom, które urodzą niepełnosprawne dzieci. Z drugiej strony, mój ojciec nie jest już najmłodszy. Płacę rocznie kilkaset tysięcy złotych różnego rodzaju podatków. Być może przez to kiedyś zabraknie mi pieniędzy na leczenie ojca, bo rząd podjął za mnie decyzję, że zabierze mi pieniądze, żeby pomagać jakimś obcym mi matkom dzieci z zespołem Downa. I to dopiero jest okrucieństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *