Orkiestra dyrygenta dętego

Dobry wieczór.

To nie WOŚP jest dęta, tylko jej dyrygent Jerzy Owsiak. A Internet, jak co roku przed finałem Orkiestry, głupieje i widzi świat na czarno-biało.

Jestem prawicowym libertarianinem. Zapamiętajcie to sobie, bo teraz poczytacie trochę o WOŚP i trochę o Owsiaku. I myślę, że części z tego nie poczytacie w żadnym innym miejscu polskiej prawicowej blogosfery.


WOŚP założono po to, żeby dzieci miały lepszy dostęp do usług medycznych. To pierwsza rzecz, o której ludzie zdają się zapominać. Nie da się dobrze ocenić przedsięwzięcia, jeśli nie oceni się celów, jakie mu przyświecają, oraz stopnia realizacji założonego celu. W tym przypadku cel jest słuszny, pieniądze na ten cel zbierane są od dobrowolnych darczyńców. Co najważniejsze: to działa. W szpitalach rzeczywiście jest sprzęt zakupiony z zebranych środków i ten sprzęt służy dzieciom. Plus dla WOŚP.

WOŚP korzysta z publicznych pieniędzy. Nie jest prawdą powtarzane do znudzenia przez zwolenników WOŚP twierdzenie, że „jak się nie zgadzasz, to nie dawaj, ale nie protestuj, bo nie z twojego idzie”. Idzie z mojego, Twojego i wszystkich: na festyny, za które płacą miasta, na czas antenowy w publicznej telewizji, na zniżki w komunikacji zbiorowej dla wolontariuszy. W szczególności oznacza to, że krytycy WOŚP, nawet otwarcie zwalczający Orkiestrę, mają pełne moralne prawo jednocześnie korzystać z efektów jej istnienia. Część przychodów WOŚP stanowi pomoc publiczna, która w dodatku nie idzie na cel, w jakim WOŚP założono, bo natychmiast jest konsumowana na obsługę kosztów całego przedsięwzięcia. Minus dla WOŚP.

WOŚP działa, w odróżnieniu od naszej służby zdrowia rozumianej jako całość. Niezależnie od tego, jaką część tego, co WOŚP dostaje w puszkach i od władz publicznych, zjada obsługa kosztów, a jaka wędruje mniej lub bardziej oficjalnie do kieszeni powiązanych z tym ludzi, nie można zaprzeczyć, że pozytywne efekty działania są widoczne w szpitalach. Dorosły może nigdy nie dostać się do onkologa, noworodek przesiewowe badanie słuchu dostanie zawsze. Samo istnienie WOŚP pokazuje bardzo dobitnie wyższość pieniędzy zebranych dobrowolnie nad pieniędzmi zabranymi pod przymusem lub groźbą, nawet jeśli idą na to samo w tych samych warunkach. Za to duży plus dla WOŚP. Jednocześnie jednak duży minus dla Owsiaka za to, że nie nagłaśnia tego antysocjalistycznego w swej wymowie efektu. Drugi minus dla WOŚP za to, że współpracując z państwowymi, zamiast z prywatnymi placówkami, utrudnia likwidację państwowej służby zdrowia.

Trzeci minus dla WOŚP za to, że ta symbioza powoduje, iż w gruncie rzeczy budżet państwa czuje się odciążony ze spraw związanych z leczeniem, przez co nie ma gwarancji, że moja złotówka wrzucona do puszki nie okaże się w wyniku jakichś przesunięć dokonanych przez Bardzo Genialnego Urzędnika złotówką wydaną częściowo na armię, a częściowo na kulturę. Nie mam nic przeciwko finansowaniu przez państwo armii. Mam za to dużo przeciwko malwersacjom, czyli wydawaniu pieniędzy na inny cel niż darczyńca przekazał.

WOŚP nie szantażuje. Bywało, że ludzie patrzyli na kogoś nieoblepionego serduszkiem jak na potwora z piekła rodem, a wolontariusze nakręcali to, niejednokrotnie bardzo agresywnie reagując na odmowę. Bywało, ale minęło. Nie dam plusa, bo za niebycie bandytą nie należy się plus tylko brak minusa.


Nie byłoby WOŚP bez Owsiaka. Można wobec Owsiaka mieć różne zarzuty, natomiast pewne jest jedno: to on rozkręcił to wszystko. Zresztą większość zarzutów wobec niego samego ma w najlepszym razie bardzo luźny związek z samym przedsięwzięciem. Dlatego nie mylmy Owsiaka z WOŚP, ale też dajmy Owsiakowi wszystkie plusy i minusy WOŚP, bo to są również jego plusy i minusy.

Kluczowym elementem aparatury WOŚP nie jest serduszko z logo Orkiestry. Truizm, o którym również wiele osób zdaje się nie pamiętać. WOŚP jest często krytykowana z pozycji wolnorynkowych, na co obrońcy WOŚP rzucają się, że ich dziecku to pomogło (albo pomóc może kiedyś), więc oni i tak dadzą, na pohybel wrednym kapitalistom. Pragnę więc zauważyć, że maszyna działa i robi to co robi nie tylko dlatego, że została kupiona przez WOŚP, ale też dlatego, że jakaś firma ją wyprodukowała, kupując po drodze podzespoły produkowane przez jeszcze inne firmy. I że żadna z tych firm niczego by nie zrobiła, gdyby ich właściciele nie mieli rozsądnej dozy pewności, że motywująca ich do takich działań kapitalistyczna żądza zysku zostanie w razie sukcesu zaspokojona. Socjalizm można byłoby zlikwidować całkowicie, a te maszyny i tak mogłyby powstać i robić swoje. Nie musiałyby, ale mogłyby. Po zlikwidowaniu kapitalizmu nie mogłyby powstać i nikomu służyć.

WOŚP i Caritas mają inne cele. Licytowanie się, kto lepszy, a tym bardziej antagonizowanie obu organizacji i ich darczyńców między sobą, to dowód na przedziwną mieszankę głupoty i złej woli. WOŚP próbuje dzieci leczyć, Caritas próbuje dzieci karmić. Jeśli ktoś naprawdę chce pomóc, to niech nie wypacza samej idei dobrowolnej pomocy pokrzywdzonym przez los licytowaniem, że lepsze są dzieci zdrowe i głodne niż chore i najedzone (lub na odwrót). Chcesz wrzucić do puszki WOŚP to wrzuć do puszki WOŚP, chcesz pomóc Caritasowi to pomóż Caritasowi, ale nie traktuj tego drugiego jak wroga tylko z tego powodu.


Przystanek Woodstock to nie WOŚP. To swego rodzaju „odprysk” WOŚP, efekt uboczny. Bez większej szkody dla samej WOŚP mógłby nie istnieć w ogóle. Ale jeśli nawet istnieje, to samo jego istnienie niespecjalnie mi przeszkadza. Jedyne, czego nie lubię, to że w gruncie rzeczy wolnościowa retoryka, jaka służy do opisywania Woodstocku, jak i wolnościowy charakter imprezy, są bardziej libertyńskie niż libertariańskie czy konserwatywno-liberalne (o tym dalej).

„Róbta co chceta” to hasło wolnościowe, więc za to należałby się Owsiakowi plus, gdyby nie fakt, że dopracowuje on do tego właśnie retorykę libertyńską, zaczerpniętą raczej z Dzieci Kwiatów niż ruchów typu Tea Party. Uważam, że Owsiak jest tutaj niefajny. Nawet bardzo niefajny. Ale hasło „róbta co chceta” jest fajne. Niefajna jest tylko taka jego interpretacja, że owo „co chceta” może być bardziej ograniczane na płaszczyźnie gospodarczej niż na płaszczyźnie społecznej czy osobistej. Minus dla Owsiaka za miejsce wolności gospodarczej na jego hierarchii wolności (i nie ma tu znaczenia, czy wolność osobistą chce mieć pełną, a gospodarczą ograniczyć tylko troszeczkę, czy też chce być umiarkowanie konserwatywnym trockistą: liczy się wzajemna hierarchia wolności), plus dla Owsiaka za dosłowne znaczenie jego hasła.

Owsiakowi wiele można zarzucić w związku z WOŚP, ale nadal nie są to zarzuty wobec WOŚP jako takiej. Moim zdaniem ten człowiek przekracza wszelkie granice bezczelności. Wytoczył Matce Kurce proces o zniesławienie, podczas tego procesu odmówił Sądowi okazania ksiąg rachunkowych mimo kilku żądań ze strony Sądu, za co nie spotkała go żadna kara ani zainteresowanie ze strony służb skarbowych. Wyobrażają sobie Państwo identyczne postawienie sprawy, gdyby zamiast Owsiaka skarżącym w tym procesie był zwykły Kowalski spółka jawna? Ja nie. Natychmiast miałby na głowie pół fiskusa, nawet gdyby gra szła o kwoty ze znacznie mniejszą liczbą zer.

Potem przeszedł już samego siebie: gdy dziennikarz TV Republika zapytał go o te księgi, został wyrzucony siłą, w związku z czym wezwał Policję, która nie została przez fagasów Owsiaka wpuszczona ze względu na „zamknięty charakter imprezy”. Na Torwarze, dodajmy.

Całe to postępowanie powoduje, że Owsiakowi istotnie trudno jest udowodnić jakąkolwiek winę. Ja również traktuję go więc jak niewinnego, bo uważam, że domniemanie niewinności obowiązuje nawet w takich sytuacjach. Jednakże zachowanie Owsiaka jest co najmniej podejrzane. Tak nie zachowuje się człowiek przekonany o własnej niewinności, a człowiek przekonany o własnej bezkarności. A to wbrew pozorom nie jest jedno i to samo.

I o ile fakty pokazują, że przekonanie Owsiaka o jego bezkarności nie jest pozbawione podstaw, o tyle każda taka akcja pokazuje, że do niewinności raczej mu daleko. Bardzo ogromny minus dla Jerzego Owsiaka.

Plus plusowi nierówny, minus minusowi też nie. Sumarycznie WOŚP oceniam na lekki plus, a Owsiaka na duży minus, zwracając przy tym uwagę, że nic nie jest czarne ani białe (czerwone ani zielone przy zastosowanej przeze mnie konwencji). Tym bardziej, że minusy WOŚP wydają się rzucać w oczy mniej niż plusy, z kolei z Owsiakiem jest odwrotnie, jego plusiki są dość subtelnie schowane.

Po co to wszystko napisałem? Z nadzieją, że przestanę być zalewany głupotą z każdej strony Internetu. Głupotą tych, którzy dostrzegają minusy Owsiaka, co automatycznie rzutują na „WOŚP jest be”. Głupotą tych, którzy dostrzegają plusy WOŚP, co automatycznie rzutują na „Owsiak jest cacy”. Mogę jakoś zrozumieć to, że ktoś nie widzi minusów WOŚP czy plusów Owsiaka. Jak napisałem: to są subtelności, niełatwe do uchwycenia na szybko, wcale nie upieram się, że sam wszystkie znalazłem. Natomiast główne plusy WOŚP widać jak na dłoni. Główne minusy Owsiaka też. Naprawdę trzeba ogromu złej woli, żeby być ślepym na którekolwiek z nich.


A wystarczy tylko przełamać schemat, który nakazuje powiązać Owsiaka z WOŚP. Przestać oceniać jedno i drugie zjawisko jednakowo i nierozerwalnie. Tym bardziej, że WOŚP już swoje lata ma; w efekcie oprócz Jerzego Owsiaka jako człowieka mamy też Jerzego Owsiaka jako zjawisko medialne. I oceny tych dwóch różnych Owsiaków też mogą się od siebie różnić, przy czym w te niuanse już dziś nie wchodziłem.

Owszem: komuś, komu pomogła maszyna WOŚP, trudno jest przyjąć krytykę osoby Owsiaka z powodów emocjonalnych. Czuje się do faceta normalny, ludzki dług wdzięczności. Owszem: komuś, kto przede wszystkim nie znosi Owsiaka, trudno jest wrzucić papierek do puszki WOŚP z przekonaniem, że ten papierek wzmacnia kapitał społecznego zaufania i uwielbienia wobec samego dyrygenta. Natomiast ludzie są od tego, żeby trudności pokonywać. Wierzę, że te nie okażą się zbyt zawiłe, czy ktoś się zgodzi z moim postawieniem sprawy, czy nie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *