Paradna trzynastka

Dobry wieczór.

3 czerwca ulicami Warszawy przeszła Parada Równości. Przez moment wahałem się, czy w niej nie uczestniczyć. Ostatecznie mnie tam nie było z powodów logistycznych. To dało mi jednak czas na analizę postulatów organizatorów tego przemarszu.


Samo znalezienie postulatów nie było trudne: są one zamieszczone na stronie Parady (podoba mi się słowo „wkluczający” w preambule, ładny neologizm człowiek od razu wie, co on ma oznaczać). Każdy z tych postulatów postaram się tutaj ocenić z perspektywy wolnościowej.

Każda ocena będzie składała się z dwóch ocen: pierwsza to ocena zmiany, jaką niosłaby realizacja danego postulatu w obecnej sytuacji w Polsce, a druga to ocena realizacji danego postulatu w ładzie, który poza tym jest libertariański. Jako podstawę oceny wolnościowej przyjąłem zasady samowłasności i nieagresji, a próbując wpasować je możliwie mocno w obecne realia dodatkowo założyłem, że wolnościowiec powinien popierać następujące postulaty:

  1. Państwo nie ma prawa zakazywać prywatnej dyskryminacji. Mowa tu o dyskryminacji jako takiej jako przedmiocie zakazu: bicie kogoś za orientację seksualną albo za kolor skóry jest dyskryminacją i powinno być penalizowane, ale ze względu na swój agresywny charakter, a nie ze względu na swój dyskryminacyjny charakter.
  2. Państwo nie ma prawa dyskryminować.
  3. Punkt 1. jest ważniejszy niż punkt 2., jeśli zaistnieje jakakolwiek sytuacja konfliktowa między tymi punktami.

Rzecz jasna, w kwestiach różniących libertarian między sobą ocena będzie w pewnym stopniu grawitować w kierunku moich osobistych przekonań.

Oceny przyznaję w skali od -5 od +5, gdzie -5 to postulat absolutnie nieakceptowalny, a +5 to postulat, którego poparcie powinno być dla wolnościowca oczywiste. 0 jest neutralne, znak „” oznacza brak oceny.

1. Ochrona przed dyskryminacją i wykluczeniem obowiązkiem państwa
Żądamy prowadzenia aktywnej polityki antydyskryminacyjnej, dotyczącej wszystkich mniejszości.

Ocena: +2/-4

W obecnym państwie polskim wiele mniejszości jest dyskryminowanych przez państwo, które uzurpuje sobie na tę dyskryminację monopol czyli dokładnie odwrotnie niż wolnościowiec powinien popierać. Dlatego sama zmiana tego stanu rzeczy jest jak najbardziej słuszna.

Nie podoba mi się natomiast ograniczanie jej do mniejszości, a już bardzo dużym sceptycyzmem napawa mnie „aktywna” polityka antydyskryminacyjna, bo czuję, że za tym stoi na przykład wzmocnienie pozycji pieniaczy, którzy pozywają cukierników za dobór klienteli według orientacji, a tego już poprzeć nie mogę. Na pewno jednak co do zasady popieram, żeby państwo nie miało prawa dyskryminować żadnej mniejszości, tym bardziej, że jako konserwatywny libertarianin sam do mniejszości należę.

Jeśli chodzi o ład libertariański, to albo nie ma w nim państwa, albo jest w nim państwo minimum, które ze swej natury nie dyskryminuje mniejszości w istocie nie powinno nawet wiedzieć, która grupa stanowi mniejszość bo zajmuje się tylko tym, co dotyczy wszystkich. Oczywiście wówczas postulat sprowadzałby się wyłącznie do nielibertariańskich ograniczeń na swobodę zawierania umów, co jest nie do zaakceptowania. Nie daję minimalnej oceny, biorąc poprawkę na jakieś zachowanie lokalnej społeczności, którego pożywką jest dyskryminacja, a które jest w oczywisty sposób agresywne, nie łamiąc jednocześnie litery aksjomatów (na przykład odmowa ochrony człowieka, wobec którego złamano NAP, przez PAO).

2. Prawa osób trans prawami człowieka
Żądamy wprowadzenia uregulowań prawnych ułatwiających proces medycznego i prawnego potwierdzenia płci osobom transpłciowym.

Ocena: +4/-3

W dzisiejszej Polsce taki postulat to jawne usunięcie silnej dyskryminacji z prawodawstwa. Prawne potwierdzenie płci budzi moje pewne wątpliwości, ale to tylko dlatego, że istnieje parcie (nie wiem, jak silne) na to, żeby ludzi zmuszać do uznania prymatu orzeczeń sądowych nad genomem, jeśli chodzi o identyfikowanie płciowe innych ludzi. Krótko mówiąc: nie zgadzam się na to, żeby karać kogokolwiek za powiedzenie do Anny Grodzkiej „proszę Pana”.

Nie mogę też dać maksymalnej oceny, ponieważ całkowite zerwanie z dyskryminacją wymagałoby prawnego potwierdzenia znacznie więcej niż dwóch płci – potencjalnie nieskończonej ich liczby – na co polska biurokracja nie wydaje się być przygotowana ani dziś, ani kiedykolwiek w przyszłości. Koszty czegoś takiego byłyby ogromne, a ponieśliby je również zwolennicy dyskryminacji państwowej, sami przez to będąc dyskryminowanymi przez państwo.

Jeśli chodzi o ład libertariański, to oczywiście nie ma w nim miejsca na jakieś systemowe rozwiązania mające ingerować w rynkową weryfikację hierarchii potrzeb, w tym potrzeb otrzymania określonego świadczenia medycznego. Nie widzę też za bardzo miejsca na prawne określenie płci, a tam, gdzie widzę, prowadziłoby ono do nadużyć (np. w minarchizmie, w którym podatki płacą tylko mężczyźni – są zwolennicy takich ładów). Natomiast, owszem, kliniki dokonujące odpowiednich zabiegów, powinny być chronione przed agresją ze strony ludzi, którzy dopatrują się w takich ingerencjach obrazy Najwyższego i mianują siebie egzekutorami Jego wyroków na Ziemi.

3. Wzmocnienie ochrony prawnej przed mową i przestępstwami z nienawiści
Żądamy regulacji prawnych w sprawie przestępstw motywowanych nienawiścią i nienawiści wobec osób LGBTQ. Postulujemy rozszerzenie przepisów dotyczących mowy nienawiści o kwestie dotyczące tożsamości płciowej i orientacji seksualnej oraz skuteczne egzekwowanie już istniejących regulacji.

Ocena: -5/-5

Nie do zaakceptowania na żadnym poziomie. Jeśli państwo miałoby być niedyskryminacyjne, to musiałoby zakazywać mowy nienawiści wobec kogokolwiek i czegokolwiek, co właściwie uniemożliwia funkcjonowanie w wielu miejscach (zarówno kibicom na stadionie, jak i np. pryncypialnym antyrasistom w sieci), ale przede wszystkim: nienawistnik musi znaleźć dla swojej nienawiści jakieś ujście. Wolałbym, żeby wywrzeszczał na stadionie, że grupa, do której należę, to podludzie, niż żeby przywalił mi w ryj tylko dlatego, że nie mógł wywrzeszczeć i ciągle to w nim buzuje. W końcu przekroczy punkt wrzenia, a wtedy napastnik przestanie się przejmować grożącymi mu karami, ja zaś wcale nie uznam posłania go za kraty na kilka lat za wystarczającą rekompensatę za moje zęby – a już na pewno nie wtedy, gdy kosztem będzie regulacja, która zmusi mnie do autocenzury połowy rzeczy, które umieszczam na Facebooku.

To samo dotyczy ładu libertariańskiego: nienawiść sama w sobie nie łamie NAP i werbalne formy jej okazywania też na ogół nie łamią NAP. Niedopuszczalne są, oczywiście, realne groźby, a tym bardziej ich realizacja – te „przestępstwa z nienawiści”, które, owszem, należy karać, ale absolutnie nie zaliczając do nich np. naśladowania małpy przez kibiców, gdy czarnoskóry zawodnik jest przy piłce. Ale w żadnym przypadku kryterium winy i kary nie powinna być nienawiść jako motywacja! Ktoś grozi Ci pobiciem? Masz prawo się bronić. Nie dałeś rady? Masz prawo do odszkodowania. Motywacja sprawcy nie ma znaczenia, chyba że Ty, jako ofiara, wielkodusznie uznasz, że była ona na tyle uzasadniona, że zmniejszasz przyznane Ci odszkodowanie – do tego zawsze masz prawo.

4. Małżeństwo i związek partnerski prawem każdego obywatela
Żądamy wprowadzenia pełnej równości małżeńskiej z prawem do adopcji z wszystkimi wynikającymi z tego prawami i obowiązkami oraz ustawy regulującej związki niebędące małżeństwami, w tym szczególnie przepisów zapewniających zabezpieczenie wzajemnych zobowiązań.

Ocena: +5/+4

Można się wahać nad prawem do adopcji, zgoda. Ale póki mamy tak dziwaczny stan prawny, że adoptować dziecko może osoba teoretycznie samotna, to zakaz adopcji dzieci przez pary homoseksualne (sformalizowane czy nie) i tak jest zwyczajnie martwy. W szczególności osoba naprawdę samotna może adoptować dziecko, a potem, już jako rodzic adopcyjny, wejść w związek z osobą tej samej płci. No i warto też mieć z tyłu głowy, że alternatywą wobec takiego domu rodzinnego nie jest dla tego dziecka „normalny” rodzinny dom, tylko brak jakiegokolwiek rodzinnego domu.

Umożliwienie dowolnej grupie ludzi uzyskania tego wszystkiego, co mogą dziś uzyskać małżeństwa, drogą prostej umowy, też uważam za krok w dobrym kierunku: ułatwiałoby to płacenie niższych podatków poprzez wspólne rozliczanie się, łatwiejsze i tańsze darowizny, brak podatku od spadków oraz możliwość decydowania o stanie zdrowia. Wolałbym co prawda, żeby służyła temu nie regulacja, a seria deregulacji, bo regulacja będzie miała zapewne szereg wyłączeń, ale i tak jest to zmiana, którą wolnościowiec w obecnej Polsce w pełni powinien poprzeć.

W ładzie libertariańskim sytuacja jest podobna, tyle że tam w ogóle nie jest potrzebne małżeństwo funkcjonujące jako osobny byt prawny. Znajoma poskarżyła się na Facebooku, że taki stan byłby smutny, bo ona chciałaby być z mężem rodziną, a nie spółką, ale zapewniam: traktuję żyjących jak rodziny sąsiadów, jakby byli rodzinami, i w papiery im nie zaglądam (a mam znajomych, o których wiem, że nie są małżeństwem, ale mimo wszystko traktuję ich, jakby tworzyli rodziny, bo je tworzą, tylko że nie na papierze). W ładzie nienawykłym do biurokracji traktowanie ludzi przez pryzmat tego, jacy są naprawdę, a nie tego, jacy są w dokumentach, byłoby jeszcze powszechniejsze. Natomiast jeśli różnica między tym, czy X i Y czują się rodziną, a tym, czy są spółką, miałaby w jakikolwiek sposób rzutować na moje prawa czy obowiązki, to mówię kategoryczne nie. Libertariański ład nie może tego nikomu narzucać.

5. Miasta bez barier
Żądamy zniesienia barier ograniczających dostęp do dóbr kultury, miejsc rozrywki, a także innych miejsc publicznych osobom z wszelkimi niepełnosprawnościami, rodzicom z wózkami dziecięcymi i osobom poruszającym się na rowerach. Wykluczenie przestrzenne to izolacja społeczna.

Ocena: +1/–

W obecnym ładzie zmiana raczej na plus, aczkolwiek mam pewne obawy, że autorzy mają zupełnie inną niż moja wizję tego, co jest miejscem publicznym, i np. są skłonni za takie uznać teren prywatnej restauracji tylko dlatego, że jest otwarta i służy zarabianiu przez właściciela pieniędzy.

To oraz włączenie rowerzystów to powody, dla których dałem tylko +1. Nawet jeśli rowerzysta nie ma gdzieś wstępu z uwagi na swój środek lokomocji, to jest to wykluczenie na własne życzenie. Taka forma postulatu jest zresztą nie do przyjęcia ze strony podobno antydyskryminacyjnych środowisk, bo niby dlaczego rowerzystów się uwzględnia, a motocyklistów czy kierowców już nie? Ja bym chciał pod Kolumnę Zygmunta móc podjechać swoją toyotą. Wszak miejsce publiczne, rozrywkowe, czemu mam być wykluczony jedynie ze względu na wybrany przez siebie środek transportu?

No i w przypadku niektórych miejsc publicznych nie widzę powodu, żeby wszystkie budynki miały wyżej wymienione ułatwienia. Taka placówka Poczty Polskiej spokojnie się obejdzie bez nich, jeśli w niedużym promieniu od siebie znajduje się inna, która te udogodnienia ma.

Jeśli chodzi o libertariański ład, to nie ma jak się odnieść do tego punktu, bo nie będzie tam tego typu miejsc publicznych. Nawet w minarchistycznym ładzie będą to pewnie niektóre drogi czy urzędy, do których i tak raczej nie będzie zachodził zwykły człowiek. Sądy powinny być dostępne dla wszystkich, ale myślę, że rozwiązaniem infrastrukturalnym okaże się w praktyce dojazd sędziego na rozprawę zamiast wzywania ludzi do ponurego gmaszyska.


6. Miasta otwarte przyjazne dla lokalnej społeczności
Apelujemy o otwieranie i udostępnianie przestrzeni miejskiej społeczeństwu oraz zaprzestanie zamykania już istniejących obszarów integracji społeczności lokalnych.

Ocena: -2/–

To jest tak źle sformułowany punkt, że dłuższą chwilę mi zajęło wydedukowanie, o co może chodzić. Zapewne o sprzeciw wobec grodzonych osiedli.

W obecnym stanie jestem zdecydowanie na nie. To sprawa ludzi, czy chcą mieszkać na grodzonych osiedlach, czy nie. I czy chcą się integrować z sąsiadami, czy z każdym, komu zamarzy się podejście im pod okna. Oczywiście przestrzeń, która już teraz jest publiczna, nie powinna być zamykana przed ludźmi, a deweloperzy nie powinni grodzić osiedli w taki sposób, żeby zamykać jedyne ciągi piesze między niesąsiadującymi ze sobą osiedlami i ich okolicami, natomiast z drugiej strony potrzebne są miejsca, w których człowiek poczuje się wśród swoich. A „swojskość” może tutaj zależeć od dowolnie przyjętego kryterium.

W libertarianizmie trudno się odnieść do postulatu, bo z jednej strony jego powyższe wady nadal występują, tylko są bardziej uwypuklone, ale z drugiej strony w nim słowo „apelujemy” ma znacznie bardziej niewinny, niż obecnie, wydźwięk – może naprawdę oznaczać wyłącznie nieagresywne metody skłonienia ludzi do takich czy innych działań, a nieagresywne metody są prawem każdego człowieka, trudno natomiast na ich podstawie oceniać to, do czego namawiają. Grodzone osiedla jako efekt weryfikacji rynkowej byłyby w porządku, ich brak jako efekt weryfikacji rynkowej byłby tak samo w porządku.

7. Otwarta Rzeczpospolita przyjaznym domem dla uchodźców i obcokrajowców
Żądamy usprawnienia, tj. skrócenia procedury wystawiania wiz do Polski szczególnie w placówkach dyplomatycznych na wschodzie Europy. Żądamy ograniczenia biurokracji stosowanej wobec obcokrajowców mieszkających w Polsce. Żądamy poprawienia warunków, w jakich przetrzymywani są azylanci na terenie Polski. Azyl to nie wyrok więzienia. Zgodnie z przesłaniem Konstytucji 3 Maja: Kto granice Rzeczpospolitej nawiedza – wolnym jest!

Ocena: +3/+5

Dałbym +5 w obu przypadkach, bo wszystkie postulaty zawarte w tym opisie są mocno wolnościowe, ale w obecnym polskim ładzie, biorąc pod uwagę to, że autorzy tych postulatów najprawdopodobniej chcą właśnie ten ład zmieniać w swoim kierunku, a nie likwidować państwo, zabieram 2 oczka za wyjątkową hipokryzję. Naprawdę oburzyło mnie, że egalitaryści, którzy celują w socjalistów i w demokratów jako w grupy, z którymi mogą mieć wspólne cele, wycierają sobie gęby Konstytucją 3 Maja, skoro na pewno nie chcieliby wprowadzać z niej tych punktów, które akurat zmieniłyby obecną Polskę na lepsze: monarchii, ograniczenia liczby ministrów do pięciu, itd.

Natomiast prawo do swobodnego przemieszczania się to jedno z podstawowych praw człowieka, jakie libertarianin po prostu musi wspierać.

8. Edukacja antydyskryminacyjna i etyka w szkole
Żądamy wprowadzenia do szkół publicznych rzetelnej, nowoczesnej edukacji antydyskryminacyjnej, uczącej otwartości na różnorodność, oraz zajęć z etyki.

Ocena: -4/–

„Antydyskryminacyjna” to może być propaganda, a nie edukacja. Szkoła, póki jest publiczna i obowiązkowa, powinna uczyć, czyli przekazywać wiedzę, a nie ideologię. Wiedza jest wtedy, kiedy człowiek wie, że jeśli zrobi A, to zginie miliard ludzi, a jeśli zrobi B, to ten miliard ocaleje. I na tym powinien się kończyć przekaz publicznej szkoły. Jakiekolwiek wartościowanie, że B jest lepsze od A (lub na odwrót) to ideologia, na którą w szkole nie powinno być miejsca.

Religia powinna wrócić do sal katechetycznych (albo gdziekolwiek – niech martwi się o to Kościół Katolicki i pokrewne), etyka też nie powinna być wykładana w szkole, chyba że jako etykoznawstwo: ta kultura uznawała za dobre rzezie niemowląt, bo to i tamto, ta z kolei spychanie ze skał niepełnosprawnych, z takich i takich powodów, nasza obecna uważa, że to i tamto dlatego i dlatego, ale nie mówię, co jest słuszne, na to sami sobie wyróbcie zdanie, albo niech rodzice was wychowają po swojemu.

A przy okazji: moim zdaniem obowiązkowe lekcje religii nie spowodowałyby lawinowego wzrostu liczby wierzących. Nie sądzę też, żeby obowiązkowe lekcje różnorodności spowodowały wzrost liczby tolerancyjnych.

W libertariańskim ładzie postulat niemożliwy do oceny: jedno z tych żądań, które się będzie nosiło nie na transparentach, ale w portfelach, a jego słuszność zweryfikuje rynek.


9. Rzetelna edukacja seksualna prawem każdego człowieka
Żądamy wprowadzenia do wszystkich szkół i przedszkoli rzetelnej, nowoczesnej i neutralnej światopoglądowo edukacji dotyczącej ludzkiej seksualności, dostosowanej do możliwości percepcyjnych i wieku.

Ocena: +3/-2

Rzetelna edukacja seksualna na pewno byłaby czymś, jak na publiczne szkolnictwo, sensownym gorzej natomiast z tą neutralnością światopoglądową. Seks stanowi w naszej kulturze temat tabu: sam fakt uczenia o nim przedszkolaka bez wyraźnej zgody jego rodziców nie jest neutralny światopoglądowo, bo istotną częścią światopoglądu wielu ludzi jest wiek, w jakim ich dzieci powinny poznawać to zagadnienie, a także sposób jego przedstawienia.

Oczywiście nadal nie podoba mi się koncepcja wprowadzania tego do wszystkich szkół, jeśli dałoby się w obecnym systemie wprowadzić to tylko do niektórych szkół. Ale może się nie dać.

Jeśli chodzi o libertariański ład, to, oczywiście, żadna część wykładanej w szkołach wiedzy nie jest immanentnym prawem człowieka, nie ma też opcji na zgodzenie się na to, żeby odgórnie wprowadzić coś we wszystkich szkołach czy przedszkolach.

10. Zaostrzenie kar za przemoc na zwierzętach
Żądamy nowelizacji ustawy o ochronie praw zwierząt, zaostrzenia przepisów dotyczących maltretowania i zabijania zwierząt oraz zwiększenia wykrywalności i karalności tego typu przestępstw.

Ocena: -5/-3

Możecie mówić, że jestem uprzedzony jako przeciwnik jakichkolwiek praw podmiotowych dla zwierząt – Wasze prawo. Moja ocena jest dość jednoznaczna.

Jeśli chodzi o obecny stan prawny, to polecam zapoznać się z ustawą o ochronie zwierząt. Przejechanie patykiem po ogrodzeniu, za którym jest pies, jest w myśl tej ustawy już znęcaniem się nad zwierzęciem, choć przepisy karne są tak pogmatwane, że nie zdołałem ustalić, która groźba dotyczy akurat tego przypadku. Grożące kary to do trzech lat więzienia, zaostrzenie tej kary oznaczać będzie tyle, że skazaniec dłużej będzie utrzymywany z podatków, co wolnościowe nie jest.

Zwiększenie wykrywalności i karalności tego typu przestępstw to już po prostu proszenie się o większe zniewolenie ludzi. I nie chodzi o to, że – złośliwie trawestując moje nastawienie do praw zwierząt – można byłoby przypiąć mi transparent z napisem „palenie własnego psa żywcem prawem człowieka”, tylko o to, jakie będą praktyczne konsekwencje wprowadzenia czegoś takiego.

Człowiek z urzędasem nad głową będzie musiał tłumaczyć się temu urzędasowi z tego, czy pies nie jest trzymany na łańcuchu o minutę za długo albo o centymetr za krótkim, czy woda w misce ma odpowiednią temperaturę, itd., a każdy błąd może kosztować go utratę zwierzęcia, pieniędzy i wolności. Przerysowuję? Trochę, ale przecież do tego sprowadza się stosowanie kolejnych norm.

Każde zaostrzenie tej ustawy jest też nieco dyskryminujące na przykład w stosunku do mięsożerców, ponieważ w nieunikniony sposób prowadzi do wzrostu cen mięsa, jajek, itd., jako że rosną koszty utrzymania zwierząt w lepszych warunkach (a nawet jeśli ustawa nie wymusza poprawienia warunków, to i tak samo zwiększenie kar lub skali wykrywalności zwiększa ewentualne ryzyko, co samo w sobie przekłada się na koszty).

Już obecna ustawa co do zasady zakazuje zabijania zwierząt, czyniąc enumeratywne wyłączenia. Po zaostrzeniu wyłączeń będzie co najmniej tyle samo.

Nie wiem, może jestem ślepy, ale nie widzę w tej zmianie niczego wolnościowego. Nie widzę niczego, co wolnościowiec może uznać za stan bardziej pożądany od stanu obecnego z wolnościowego punktu widzenia. Jeśli coś takiego w niej jest, pokażcie mi to!

Oczywiście autorom postulatu prawdopodobnie chodziło o aspekt równościowy, a nie o wolnościowy. Jednak dla mnie stawianie znaku równości między zwierzęciem a człowiekiem (zamiast podkreślania różnic, a deprecjonowania podobieństw) to znak, że egalitaryzm wszedł za głęboko.

Jeśli chodzi o libertariański ład, to kary za znęcanie się nad zwierzętami będą po prostu inne. Raczej nie więzienie, które samo w sobie wydaje się mało libertariańskie – nie służy w żaden sposób uczynieniu ofierze zadość, a stanowi koszt dla społeczeństwa jako całości, jeśli nawet społeczność chce się odizolować od niebezpiecznego osobnika, to bardziej w duchu anarchokapitalizmu wydaje się być banicja.

Jedynym libertariańskim uzasadnieniem kar za tego typu czyny jest uznanie zwierząt za podlegających pod NAP, a działań za łamiących NAP. Z całą pewnością doprowadziłoby to w praktyce do złagodzenia ustawy w stosunku do jej obecnej formy, bo trudno sobie wyobrazić na przykład prawny obowiązek informowania kogokolwiek o bezpańskich psach czy kotach. W ogóle trudno mi sobie wyobrazić, żeby zakres NAP obejmujący zwierzę był szerszy niż zakres NAP obejmujący człowieka, a ponieważ celowe drażnienie człowieka nie stanowi moim zdaniem samo z siebie złamania NAP, to celowe drażnienie zwierzęcia tym bardziej by nie stanowiło.

Nie byłoby też kar opartych na przekonaniu, że skoro ktoś może zrobić krzywdę zwierzęciu, to na wszelki wypadek trzeba go zamknąć, żeby nie zrobił człowiekowi, bo tego typu prewencja jest zdecydowanie niewolnościowa, zwłaszcza, że istnieją tacy ludzie, jak ja – uważający, że najważniejszą linią graniczną nie jest samoświadomość czy zdolność odczuwania bólu, strachu i innych emocji, tylko rzeczywista lub potencjalna przynależność do gatunku homo sapiens. Konsekwentnie, dopuszczam w stosunku do zwierząt wiele działań, których nie dopuszczam w stosunku do człowieka. Ale nawet jeśli ktoś, kto szafuje argumentem rzutującym traktowanie zwierzęcia na traktowanie człowieka, mi nie uwierzy, to mam pytanie, czy uwierzy sam sobie? Jakie zmiany prawne proponuje, skoro ktoś, kto hoduje zwierzęta, może równie dobrze chcieć hodować ludzi, ktoś, kto kupuje zwierzęta, może równie dobrze chcieć kupować ludzi, ktoś, kto trzyma zwierzęta w niewoli, może równie dobrze chcieć niewolić ludzi, ktoś, kto je mięso zwierzęce, może równie dobrze chcieć jeść mięso ludzkie, itd.? Bo przecież nie jest chyba tak, że postępowanie wobec zwierząt automatycznie wskazuje na postępowanie wobec ludzi, ale tylko wtedy, gdy chodzi o znęcanie się, nieprawdaż?

Zrozumcie: zwierzęta różnią się od ludzi i nawet niektórzy psychopatyczni sadyści często tę różnicę czują i respektują.

11. Różni – równi wobec siebie
Apelujemy do wewnątrz środowiska LGBTQ o rozprawienie się z wewnętrzną homo-, bi-, trans- i heterofobią.

Ocena: 0/0

Wewnętrzna sprawa organizacji, której członkiem nie jestem i być nie zamierzam, a członkostwo w której jest całkowicie dobrowolne. Nie moja sprawa, przynajmniej dopóki nic praktycznego nie wynika dla mnie z tej wewnętrznej heterofobii, a na razie nie wynika.

12. Dość chamstwa – żądamy debaty
Apelujemy do mediów o nielegitymizowanie skrajnie seksistowskich, homo-, bi-, i transofobicznych poglądów.

Ocena: -4/-1

Jakiś czas temu już pisałem, dlaczego chamstwo uważam w dyskusjach politycznych za zaletę, a nie za wadę.

Ocena negatywna, bo media jako całość są miejscem, które z zasady powinno być tyglem wszystkich poglądów. Oczywiście to czy inne medium ma prawo mieć swoją linię, nie podoba mi się natomiast jedna linia dla wszystkich, z wyjątkiem zakazu publikowania gróźb łamiących NAP.

Negatywność dużo większa w państwie, ponieważ środki nacisku na media, jakimi dysponuje państwo, są dużo silniejsze (przede wszystkim: państwo samo z siebie dysponuje mediami publicznymi, zakaz głoszenia w nich określonych poglądów byłby jawną dyskryminacją ze strony państwa; prócz tego niektóre media pozornie prywatne utrzymują się głównie z państwowych reklam i mogą być podatne na naciski ze strony kontrahenta, który dysponuje dużymi sumami zebranymi przemocą). Co gorsza: państwo jest demokratyczne, a zakaz publikacji niektórych poglądów może powodować, że inne poglądy będą uprzywilejowane w walce o rząd dusz, nawet jeśli wcale nie są bliższe większości – po prostu nie będzie jak ich atakować i bronić poglądów przeciwnych. Przypomina to postulat, w którym oskarżonym o konkretne przestępstwa odmawia się prawa do obrony przed sądem (nawet samodzielnej). To istny totalitaryzm.

Na marginesie zadanie dla spostrzegawczych: proszę wskazać formę dyskryminacji, która nie znalazła się w tym postulacie, ale znalazła się w poprzednim. Wymowne, co?

13. Równość płci podstawą demokratycznego państwa
Żądamy polityki na rzecz równości płci, równego traktowania kobiet, mężczyzn i osób niebinarnych w każdej sferze życia. Domagamy się zatrudniania i wynagradzania w zależności od wykonywanej pracy i kompetencji a nie płci. Żądamy języka pozbawionego seksizmu, wprowadzenia parytetu płci w gremiach kierowniczych, strukturach politycznych oraz w mediach. Żądamy zapewnienia obywatelom i obywatelkom pełni praw reprodukcyjnych w tym: prawa do informacji, edukacji seksualnej, bezpłatnej antykoncepcji (także antykoncepcji awaryjnej) oraz aborcji na żądanie kobiety do 12 tygodnia ciąży. Żądamy poszanowania praw pacjenta, ograniczenia stosowania tzw. klauzuli sumienia tak, by jej stosowanie nie odbierało kobietom ich praw, realizacji prawa do godnego porodu, a także polityki wspierającej rodzicielstwo. Chcemy zwiększenia pomocy państwa dla rodzin, w których żyją osoby niepełnosprawne i przywrócenia funduszu alimentacyjnego.

Ocena: -4/–

W libertariańskim społeczeństwie nie ma się w ogóle jak odnieść do tych postulatów, ponieważ są one zupełnie obok dziedziny.

Jeśli chodzi o państwo, to za długo byłoby wymieniać, co jest niewolnościowego i z jakich powodów w tym postulacie. Szybciej będzie wymienić, za co -4, a nie -5.

Po pierwsze: za żądanie równości tam, gdzie nierówność wprowadzić mogłoby państwo (np. równe wynagrodzenie w spółkach państwowych i tylko tam).

Po drugie zaś: za postulat poszanowania praw pacjenta. Pacjent płaci (pod przymusem bo pod przymusem, ale płaci), to ma prawo wymagać, póki Służba Zdrowia jest publiczna. Oczywiście: nie tego, o czym oni tu piszą.

Zupełnie przeuroczy jest natomiast postulat parytetów płci w kontekście odwołania się do „osób niebinarnych”. Zastanawiam się, czy każda istniejąca niebinarna opcja musi mieć swoją reprezentację, czy po prostu średnia współczynnika kobiecości musi mieścić się w jakimś zakresie? Zakładam tu, że takie potraktowanie płci i dorzucenie osób niebinarnych to mniej więcej odpowiednik przejścia z komputerów tradycyjnych na kwantowe i traktowania płci nie jak wartość bitową, a jak wartość kubitową, która może w pewnych okolicznościach przyjąć jedną z wartości granicznych, ale zasadniczo nie ma takiego wymogu?

Powiem szczerze: najchętniej rozbiłbym ten postulat na kilka i za każdy z osobna wymierzył solidny minus. Ale to byłoby nieuczciwe, więc tego nie zrobię.

Podsumowanie

Stan obecny

Jeśli chodzi o stan obecny, to na 13 postulatów 6 zmienia na lepsze, 6 na gorsze i 1 jest neutralny. W sumie wygląda na remis.

Jeśli nie spojrzymy tak demokratycznie, to robi się trochę gorzej, bo sumowanie ocen wychodzi na -2. Nie jest to znaczny minus, ale warto zauważyć, że jest zaniżony na przykład przez wrzucenie wielu antywolnościowych postulatów w jeden (trzynasty) punkt.

Nie jest to, oczywiście, stan stabilny. Wystarczy wycofać się z jednego szkodliwego punktu i suma wychodzi na plus (w jednym przypadku na zero). Może być i tak, że polskie prawo zmieni się w kierunku, w którym wzrośnie ocena zmian niesionych przez te postulaty. Nie powinno to jednak wolnościowców cieszyć. Jeśli kiedykolwiek będziemy mogli z czystym sumieniem poprzeć powyższy zestaw postulatów, to będzie to oznaczało wyraźne przesunięcie w kierunku zamordyzmu.

Ład libertariański

Tu ocena jest jednoznaczna: 2 postulaty pozytywne, 6 negatywnych, 1 neutralny, 4 nie do oceny. Suma ocen: -9.

Większość tych spośród powyższych postulatów, które mają sens w kontekście ładu libertariańskiego, to postulaty antywolnościowe. Jedne mniej – jak apel o usuwanie pewnych poglądów z mediów – inne bardziej – jak nieograniczanie się do apelu, tylko wprost penalizowanie werbalizacji negatywnych odczuć w stosunku do pewnych grup – ale większość sprowadza się do tego, żeby groźbą i przemocą zmuszać ludzi do pewnych zachowań, alternatywa których nie jest agresywna.


Generalnie dobrze zrobiłem, nie idąc na Paradę Równości. Jeśli nic się nie zmieni w postulatach, za rok też nie pójdę. Nie jest to zestaw żądań, do spełnienia których chciałbym się w jakikolwiek sposób przyczynić.

I myślę, że każdy wolnościowiec powinien na chłodno dojść do podobnego wniosku, może z wyjątkiem pragmatyków, gdy sytuacja w Polsce pogorszy się na tyle, że suma ocen powyższych postulatów w tym kontekście wyjdzie na plus. Do czego oby nie doszło.

Do napisania. Miłego tygodnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *