Pigułka „dzień po” parę dni później

Dobry wieczór.

PigułkaPigułka „dzień po” ma być w Polsce dostępna bez recepty. Oczywiście wywołało to żywe dyskusje, w końcu to bardzo ważna sprawa, nie to, co jakiś byle podateczek dołożony po cichutku do kilku innych niemiłosiernie obciążających cenę benzyny. Oczywiście dyskutuje się tylko o „degrengoladzie moralnej”, „zabijaniu nienarodzonych”, „wyzwoleniu kobiet” – czyli o wszystkim prócz tego, co jest w tej kwestii istotne.


„Nie mamy wyboru”

To chyba najistotniejszy fragment stanowiska „polskich” „władz”. Komisja Europejska stwierdziła, że lek spełnia wymogi dopuszczenia do obrotu bez recepty na terenie Unii Europejskiej. Co prawda zaznaczyła, że ostateczne decyzje należą do państw członkowskich, ale z kolei resort zdrowia w Polsce uznał, że nie jest stroną w sprawie. Więc „musi”.

I to tyle, jeśli chodzi o suwerenność III RP. Nie ma przy tym znaczenia, czy „polskie” „władze” naprawdę muszą dostosować się do tego, co im Bruksela dyktuje, czy tylko twierdzą, że muszą, bo w obu przypadkach III RP działa jak niesuwerenny twór. Przyczyny są drugorzędne. Praprzyczyną była zresztą ratyfikacja Traktatu Reformującego.

Bez recepty

Lek w obrocie w Polsce jest już od jakiegoś czasu. Sprawa dotyczy wyłącznie dostępności leku na receptę lub nie. Zniesienie wymogu recepty oczywiście raduje feministki, bo „wolność kobiet”. Mają rację: recepta to element niewolnictwa. Ale gdyby im zaproponować po prostu zniesienie recept, to będą przeciw. Cóż, zniesienie wszystkich recept byłoby krokiem ku wolności ludzi. To, zdaje się, coś innego niż wolność kobiet, przynajmniej zdaniem feministek. „Wolność” jest elementem wspólnym jednego i drugiego. Wychodzi więc na to, że kobiety to coś innego niż ludzie.

Nie ma w tym nic dziwnego: to typowa konkluzja, do jakiej dojdzie logicznie myślący człowiek, wychodząc od tego, co powiedziały feministki, próbując osiągnąć efekt odwrotny.


Warto natomiast zauważyć, że same zasady funkcjonowania aptek dalece wykraczają poza standardy wolności. I nie chodzi tylko o recepty. Aptekę traktuje się jak coś, co ma być w pierwszej kolejności służbą społeczeństwu, a dopiero w drugiej biznesem właściciela. Stąd ogromne larum, jeśli ktoś po prostu nie chce mieć w ofercie tabletek wczesnoporonnych. Natychmiast pojawiają się głosy, żeby w takim razie nie oferował klientom również lekarstw na kaszel. Zwykle w formie „to zamknij aptekę”, tylko mniej grzecznie. Bo, rzecz jasna, skoro apteka służy społeczeństwu, to jej brak służy lepiej niż taka, w której są wszystkie leki oprócz antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych.

Przy okazji sprawy Profesora Bogdana Chazana miałem podobne przemyślenia. I nadal podtrzymuję, że takie stawianie sprawy jest równie głupie, co nawoływanie, żeby facet wycofał się z handlu ogórkami, jeśli nie ma ochoty mieć w ofercie pomidorów.

Moim zdaniem zresztą pigułki „dzień po” powinny być dostępne. Bez recepty, bez konieczności oferowania ich akurat w aptekach. I niekoniecznie takie, jak na obrazku, który wstawiłem głównie dlatego, że dawno nie było żadnej notki z obrazkiem. Niezależnie od tego, jak działają: nawet gdyby faktycznie zabijały już zapłodnioną komórkę, to przecież aktu zabójstwa nie dokonuje się kupując pigułkę, tylko połykając pigułkę. Traktowanie tego jak powód, żeby reglamentować sprzedaż, jest tylko trochę mniejszym skurwielstwem od żądania, żeby na zakup broni palnej wymagane było pozwolenie.


Nie muszę nawet mieć wyrobionego zdania w kwestii aborcji (i do końca nie mam; zresztą ten temat mocno dzieli libertarian), żeby mieć wyrobione zdanie w kwestii recept. Kurcze, ten libertarianizm to jednak prosty system.

Zresztą czasem mam wrażenie, że takie pigułki naprawdę by się przydały. Górnicy strajkują, bo Rząd chce zamknąć kopalnie (po polsku: grupa facetów odmawia świadczenia pracy, żeby przekonać właściciela fabryki, że chcą świadczyć dla niego pracę). Mówią, że innej pracy nie ma, tonem roszczeniowym. Jakby ten ich problem z brakiem pracy miało za nich rozwiązać państwo. Jakby to był problem państwa, a nie ich. I jeszcze chcą, żeby premier Kopacz powiedziała ich dzieciom, że będą głodować.

(Swoją drogą, ja jej współczuję: kłócić się z górnikami mając takie nazwisko…)

I faktycznie: mogą głodować. Ale alternatywa jest jeszcze gorsza: że przeżyją i zostaną wychowane na takich samych roszczeniowych bałwanów jak tatuś. Ja wiem, że od pracy przy węglu skóra czernieje, ale to jeszcze nie powód, żeby uważać, że inni mają rozwiązać czyjeś problemy bytowe i do tych rozwiązań dopłacać.

A wystarczyłoby parę pigułek „dzień po”, zażytych w odpowiednim czasie przez odpowiednie osoby…

No nic, teraz czekam, aż mentalni górnicy wyjdą z frankowych kredytobiorców. I ciekawy jestem, co Rząd przepchnie, korzystając z gorących, medialnych tematów.

A wszystkim, którzy brzydzą się dopłacaniem do innych tylko dlatego, że kiedyś tam ci inni podjęli błędne decyzje (żeby zostać górnikiem, żeby wziąć kredyt we franku…), polecam dołączenie do społeczności użytkowników Bitcoina. Bitcoin zleciał w ostatnim czasie niemiłosiernie. Posiadacze zanotowali straty, przy których frankowcy mogą się śmiać tak, jak śmiali się z wysokości własnych rat, gdy 1 CHF kosztował jakieś 2 PLN. I nikt nie domaga się od państwa pomocy!


Więcej: na każdą, choćby nieśmiałą sugestię uregulowania Bitcoina w celu ochrony użytkowników ci ostatni reagują alergicznie! To była nasza decyzja, więc nie oferujcie nam pomocy, bo musielibyście ją świadczyć kosztem innych ludzi, którzy tej decyzji nie podjęli, bo taka wasza państwowa natura, że inaczej nie umiecie!

Rozum i Godność Człowieka w czystej postaci!

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

2 myśli nt. „Pigułka „dzień po” parę dni później”

    1. Znam tę historię.
      Bank zachowam dla siebie, natomiast na moją niekorzyść działać by mogło kupowanie Bitcoinów z konta bankowego. Ja używam Bitcoina w taki sposób, że brak regulacji działa na moją korzyść (np. akceptując go za coś, co mogę formalnie robić albo wolontaryjnie, albo po zarejestrowaniu działalności, względnie zbierając go za pomocą tego bloga bez podpadania pod prawo o zbiórkach publicznych).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *