Po zamachu w Nicei

Dobry wieczór.

Tydzień temu nie pisałem, bo mi się nie chciało i nie wiedziałem, o czym. Zresztą strata chyba niewielka, bo nikt się o wpis nie upomniał, podobnie jak przedwczoraj. Zbierałem się, żeby skomentować zamach, ale nie bardzo wiedziałem, jak.


No bo co sensownego można napisać po którymś już w krótkim odstępie czasu zamachu, w którym giną niewinni ludzie?

My, Europejczycy, jako cywilizacja, mamy generalnie dwa wyjścia: próbować przeciwdziałać zamachom albo zaakceptować je jako integralny koszt wypadkowej kulturowych, cywilizacyjnych, technologicznych i politycznych zmian, jakie zachodzą na świecie.

Wbrew pozorom to drugie wyjście wcale nie jest aż takie głupie, jakie może się wydawać na pierwszy rzut oka. Wygodnie się to pisze siedząc w Polsce, gdzie od lat żadnego zamachu nie było, ale proszę przez moment chłodno pomyśleć.

Zamach i jego ofiary to rzecz niepożądana, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Podobnie jak wypadek drogowy i jego ofiary. A jednak wiemy dokładnie, co robić, żeby wypadków drogowych nie było: dwieście lat temu ich nie było i doskonale wiemy, która ze zmian, jakie zaszły od tamtego czasu, wpłynęła na to, że teraz są. Pojawił się ruch drogowy.


A jednak ruch drogowy ma tyle pozytywów i nasza cywilizacja jest od niego w tak dużym stopniu uzależniona, że jeśli wypadki drogowe i wywołane nimi zgony są integralną częścią tego ruchu, to większość ludzi z mniejszym lub większym bólem serca macha ręką i mówi: trudno, musimy żyć z tym ryzykiem, to jest po prostu za dobre jako całość, nawet stawiając zgony po stronie kosztów.

I nawet jeśli komuś zginie w wypadku ktoś bliski, to i tak nie słyszy się od rodziny ofiary postulatu delegalizacji ruchu drogowego. Owszem: zwiększyć kary dla piratów drogowych, zaostrzyć kryteria zdawalności na prawo jazdy, ustawić bardziej rygorystyczne ograniczenia w zaludnionych miejscach, budować więcej progów zwalniających, itd. Ale to półśrodki, zastosowanie których zmniejszy liczbę ofiar, ale nie spowoduje, że nazajutrz nikt inny nie będzie opłakiwał swojego bliskiego. I wszyscy to wiedzą, nawet jeśli nie chcą się do tego przyznać.

No to jeśli się spojrzy chłodnym okiem na zamachy, to widać, że nawet przy obserwowalnej obecnie tendencji szansa na utratę życia w wyniku zamachu jest o kilka zer dalej niż szansa na utratę życia w wyniku wypadku. To oznacza, że jeśli są one integralną częścią czegokolwiek pozytywnego, to wystarczy promil tego pozytywu, jaki daje ruch drogowy, żeby uznać, że z ryzykiem zamachów też musimy nauczyć się żyć.


To trudne psychologicznie, ponieważ zamachy świetnie nakręcają psychozę strachu. Nie ma się co dziwić: duża liczba ofiar w jednym miejscu jest dość medialna, poza tym inaczej się patrzy na nieszczęśliwy wypadek drogowy, a inaczej na celowe działanie jednego człowieka prowadzące do śmierci i cierpienia innych ludzi. Ale tacy zamachowcy istnieją, więc musimy przyjąć ich istnienie za część tego samego świata, na którym istnieją wariaci drogowi.

To czego integralną częścią są zamachy? To ważne pytanie: musimy znać na nie odpowiedź, żeby w ogóle ocenić, czy są one pozytywne, czy też przejść do alternatywnego rozwiązania i próbować z tym walczyć. Wydaje się, że to trudne pytanie, a świat jest zbyt złożony, żeby na nie prosto odpowiedzieć.

Ale to tylko złudzenie. Wystarczy słuchać właściwych ludzi, zamiast ich zakrzykiwać i deprecjonować tylko dlatego, że nie podoba się komuś ich narracja albo poglądy, które głoszą.

Jacy to ludzie?

Polecałbym zacząć od tych, którzy (bez względu na formę, w jaką ubierali swoje przemyślenia) trafnie przewidzieli, gdzie będą miały miejsce zamachy. Najwyraźniej czytają oni rzeczywistość lepiej niż inni, zapewne też powiedzą więc trafniej niż inni, co jest czynnikiem sprawczym tych zamachów.

Trzeba przyjąć tę odpowiedź za dobrą monetę.


I dopiero wtedy zacząć odpowiadać sobie i innym na pytanie, czy to coś jest warte kosztów, jakie ze sobą niesie.

Niezależnie od odpowiedzi łączę wyrazy współczucia dla rodzin i bliskich ofiar.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *