Poglądy polityczne Jezusa

Dobry wieczór.

Za nami święta Bożego Narodzenia. Mimo postępującej sekularyzacji naszych czasów Jezus Chrystus wciąż stanowi autorytet, nawet dla niektórych ateistów. Nic dziwnego, że co i rusz z wielu stron pojawiają się opinie, że Jezus popierałby postulaty tej właśnie strony.


Gdyby tak słuchać wszystkich i brać wszystko za dobrą monetę, to wyszłoby na to, że Jezus Chrystus jest konserwatywno-postępowym anarchokapitalistycznym socjallibertarianinem, a zarazem zwolennikiem republiki demoktaryczno-monarchistycznej. I sam Bóg wie, kim jeszcze.

Niektórych z tych stwierdzeń nie podejmuję się nawet rozumieć, a mam za sobą lekturę Biblii. Pismo Święte jest napisane niesłychanie enigmatycznie i to, że można je interpretować na różne, niekiedy wzajemnie sprzeczne sposoby, wcale mnie nie dziwi. Spróbujmy więc sprawdzić, co takiego można tam znaleźć (cytaty podaję z pamięci, proszę wybaczyć ewentualne nieścisłości).

Podatki. Jezus nie był przeciwnikiem podatków jako zjawiska. „Oddawajcie cesarzowi, co cesarskie” jest często interpretowane jako nakaz płacenia podatków. Moim zdaniem jest to właściwa interpretacja.

Redystrybucja. Również temu zjawisku Jezus nie był przeciwny. Na odwrót: nakazywał pomaganie ubogim, czemu daje wyraz wielokrotnie. Być może jest to najczęściej podnoszona przez Niego kwestia. Wystarczy przypomnieć przypowieść o bogaczu i Łazarzu.

Darwinizm społeczny, czyli sposób redystrybucji, który ani nie jest „społeczny”, ani nie pochodzi od Karola Darwina, lecz od Herberta Spencera. Polega on z grubsza na redystrybucji w kierunku od uboższych do bogatszych, czyli na odwrót w stosunku do tego, czego żąda Lewica (Prawica, jak wiadomo, jest przeciwna redystrybucji w wykonaniu państwa niezależnie od kierunku). Można znaleźć odniesienie do tego poglądu w przypowieści o minach, kończących się dość znamiennym stwierdzeniem: „Kto ma, temu będzie dodane, a kto nie ma, temu i to, co sądzi, że ma, zostanie odebrane”.


Wolność gospodarcza. Różni ludzie rozumieją pod tym względem różne rzeczy. Z całą pewnością Jezus stawał po stronie wolności gospodarczej tam, gdzie przeciwieństwem był np. zakaz dyskryminacji. Proszę przypomnieć sobie przypowieść o robotnikach w winnicy. „Czy nie wolno mi uczynić ze swoim, co chcę?” Mamy tutaj filar wolności gospodarczej, czyli swobodę zawierania umów, połączoną jednocześnie z obowiązkiem wykonania umowy oraz z prawem zawierania drastycznie różnych umów z różnymi ludźmi w podobnym zakresie. (Przy okazji przypowieść dobrze ilustruje działanie prawa popytu i podaży w praktyce).

Ocena wg możliwości. Trochę a’la socjalizm w peerelowskim wydaniu, czyli cena dobra/usługi zależna od możliwości płacącego. Wtedy dotyczyło to wczasów pracowniczych. Za czasów Jezusa chodziło o wdowi grosz. Wdowa dała zdaniem Jezusa więcej na budowę Świątyni niż bogacz, bo ona dała wszystko, co miała.

Anarchizm. „Nie sądźcie, abyście sądzeni nie byli”.


Pewnie można byłoby się tak bawić długo (bo przy całej powadze Pisma Świętego i postaci Jezusa Chrystusa należy pamiętać, że taka klasyfikacja to nic więcej, jak tylko zabawa intelektualna). Pora na podsumowanie.

Otóż po pierwsze: nie zgadzam się z tezą, że Jezus był socjalistą. Popierał podatki jako zjawisko, to prawda. Popierał również redystrybucję jako zjawisko, to prawda. Ale nigdzie nie popierał podatków jako narzędzia do osiągania redystrybucji. W ogóle: wszystkie nakazy i zakazy, jakie głosił Jezus, nie tylko te dotyczące gospodarki, miały charakter drogowskazów moralnych. Ale żaden z nich nie miał w założeniu Chrystusa nabrać rangi ustawy. Reakcją na złamanie któregokolwiek z nich nie miała być przemoc. A w każdym razie nie na Ziemi.

Obiecywał co prawda znacznie gorsze rzeczy później. Jednakże nigdy nikomu nie udowodnił, że ta groźba jest realna. A to oznacza, że człowiek hamuje się przed tymi groźbami tylko w takim zakresie, w jakim sam wierzy w ich realizm. Co oczywiście nie oznacza, że nie może się hamować np. przed zabijaniem bliźnich z innych powodów, niezwiązanych z jakimikolwiek groźbami.

Nie zgadzam się również z tezą, że Jezus był anarchokapitalistą. Wiele Jego wypowiedzi zdaje się sugerować ten kierunek, ale z drugiej strony jedna scena jest dość wymownie przeciw: wypędzenie kupców ze świątyni.

Nie był też libertarianinem. Zakazy, które głosił, wykraczały poza aksjomaty (np. zakaz cudzołóstwa, którego złamaniem miałoby być już samo pożądliwe patrzenie), a z drugiej strony niekoniecznie automatycznie aprobował przemoc tylko dlatego, że jest odpowiedzią na inną przemoc.

Mimo wszystko wydaje mi się, że najbliżej było mu do anarchii i libertarianizmu właśnie, z powyższymi zastrzeżeniami.

Czy to oznacza, że nie reprezentował żadnego nurtu? Nie. Możliwe, że nie reprezentował żadnego nazwanego nurtu.


Czy to z kolei znaczy, że był niespójny? Też nie. Jezus to Bóg. On nie może być niespójny, najwyżej ludzka logika może być wadliwa.

A co to oznacza dla kogoś, kto chce naśladować Jezusa? Nic prostszego: czytaj Biblię i naśladuj. Jeśli czujesz się w porządku z własnym sumieniem twierdząc „Jezus był X”, jeśli czujesz pewność, że nikogo w tym momencie nie oszukujesz (zwłaszcza Jezusa i siebie), to głoś to. Dla dowolnego X.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *