Polityka, ideologia i praktyka

Dobry wieczór.

Dziś krótko. Polecam facebookową stronę Autostopem przez Wolność, gdzie bywam cytowany. Zdaje się, że można ją oglądać bez logowania. Ostatnio znalazłem tam między innymi ten ciekawy post.


Generalnie jest to słuszne i bardzo pragmatyczne podejście. Skoro jednak przy pragmatyzmie jesteśmy, to warto wpoić sobie smutną prawdę: jeśli ustąpimy przeciwnikowi politycznemu choć odrobinę, to na tej odrobinie się nie skończy. Dlatego właśnie ideologowie bywają tak zasadniczy nawet w polityce.

Po raz kolejny będzie  w temacie aborcji, ale tym razem krótko. Wszechobecne hasło: „moje ciało, mój wybór”. Zdawać by się mogło: kwintesencja libertarianizmu. Jak to się dzieje, że podnoszone jest przez środowiska, z którymi libertarianin powinien częściej walczyć niż współpracować?

Bo stosowane jest wybiórczo. Gdy mowa o aborcji, oni są na tak. Gdy mowa o sprzedaży własnej nerki, oni są już na nie.

Libertarianin musi zawsze być na tak (przy czym przy aborcji ma prawo się wahać, bo nie jest do końca jasne, czy rzeczywiście chodzi tylko o ciało tego, kto decyduje). Niestety, jeśli się pozwoli dojść do władzy tym spod znaku „moje ciało, mój wybór”, to świat zrobi się jeszcze mniej libertariański w imię literalnie libertariańskiego hasła.


Słowo-klucz: zasada. Hasło musi być traktowane jak zasada. Jak prawo fizyki, które działa w każdych warunkach, czy nam się to podoba, czy nie. Inaczej ten, kto dysponuje tubą propagandową, wykorzysta je tam, gdzie mu wygodnie, przemilczy tam, gdzie mu niewygodnie i wprowadzi ustrój, jaki on chce. Może to być dowolnie skurwysyński ustrój (nawet socjaldemokracja!) wsparty dowolnie słusznymi hasłami (nawet libertariańskimi!), jeśli tylko będą one stosowane wybiórczo.

Dlatego między innymi jestem tak nieprzejednany w kwestii przymusu szczepień. Nie i koniec. Jeśli się w stanie pełnej wolności dysponowania własnym ciałem z wyjątkiem uniemożliwiania analogicznego dysponowania innym otworzy tę furtkę do ograniczeń, to w efekcie możemy obudzić się w niewygódce (tak się chyba nazywała ta klatka skrojona na takie wymiary, żeby człowiek nie mógł w niej stać, leżeć ani siedzieć) i nadal będzie można twierdzić, że jest libertarianizm, bo mamy wybór między oddychaniem ustami i nosem.

Proszę zauważyć, że wyjątek w postaci zakazu uniemożliwiania korzystania z analogicznej wolności innym nie narusza ogólnego obrazu i nakaz szczepień nie jest jego przykładem. Pozwolenie, żeby Kowalski był niezaszczepiony, nie powoduje, że Nowak ma mniejsze prawo lub możliwości być niezaszczepionym. Dopiero rozerwanie tej analogii jest szkodliwe.

Czy to oznacza, że gdyby dziś rząd zaproponował zmianę CIT do 10%, że powołam się na oryginalny post, libertarianin powinien to odrzucić? Oczywiście, że nie. Libertarianin powinien to poprzeć z powodów podanych w oryginalnym poście.

Ale przy tym trzeba przy każdej okazji podkreślać, że CIT wynosił 19%, a teraz wynosi 10%. My chcemy 0%, a to oznacza, że to oni poszli nam na ustępstwo (bo przecież my nie przegłosowaliśmy tego). Skoro oni nam ustąpili, to mogą ustąpić jeszcze bardziej. Tak to działa.

Jeśli natomiast pozwolimy, by w świat poszła narracja, że to my ustąpiliśmy i zgodziliśmy się na to, by CIT wynosił 10%, a nie 0%, to przegraliśmy.


Czyli jak zwykle.

Tylko że ja zaczynam mieć pomału tych porażek dość.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *