Prezydent Duda – czy to się uda?

Dobry wieczór.

Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie. Nie będę udawał, że się cieszę, bo pisałem tydzień temu, że nie jest to mój wymarzony prezydent. Bardzo się cieszę, że nie wygrał Bronisław Komorowski. I bardzo się cieszę, że udało mi się kogoś przekonać, o czym zostałem poinformowany.

Natomiast mam przeczucie, że kroi nam się najbardziej paradoksalna prezydentura w historii Polski.


Cofając się o parę miesięcy możemy zobaczyć, że już od samego początku całe te wybory wyglądały co najmniej dziwnie. Najpierw wydawało się, że Bronisław Komorowski zmiecie resztę stawki i ludzie zastanawiali się tylko, czy jest sens, żeby ta reszta stawki ciułała głosiki i zebrała łącznie ponad 50%, co tylko spowoduje dodatkowe koszty związane z drugą turą o i tak znanym wyniku. W tamtym mniej więcej momencie zaczęły się pierwsze podsumowania kadencji Komorowskiego, jednocześnie sam Komorowski – trochę zapewne wskutek utraty czujności i odprężenia na widok sondaży, a trochę przez pech dziejowy – zaczął robić serię ruchów, które zachwiały jego poparciem.

A to jakieś tam wpadki wizerunkowe typu krzesło w Japonii, a to Sejm przegłosował ustawę o ratyfikacji konwencji przemocowej i prezydent stanął wobec konieczności podjęcia jednoznacznej decyzji w dość mocno dzielącej Polaków sprawie… I nagle sondaże spadły poniżej 50%, a ludzie coraz głośniej zaczęli się zastanawiać. Kontekstem tych rozważań były jednak niemal wyłącznie posunięcia Bronisława Komorowskiego, dlatego rozważania poszły za ciosem i skupiły się wobec dylematu: Komorowski czy nie Komorowski?

Warto zauważyć, że na tym etapie odpowiedź na pytanie: jeśli nie Komorowski, to kto?, była kompletnie nieistotna. Owszem, gdzieś tam każdy wiedział, że jeśli ktokolwiek jest w stanie poważnie zagrozić Komorowskiemu, to tylko Duda, ale nie miało to większego wpływu na rozważania.

A potem przyszła niespodziewana porażka w pierwszej turze, kompletna panika, seria całkowicie nieprzemyślanych decyzji, skutkiem czego dyskusja przybrała na sile. Wtedy wiadomo już było, że jedyną alternatywą jest Duda. Było to też wykorzystywane w narracji, głównie przez tych, którzy woleliby jednak drugą kadencję Komorowskiego. Niemniej główna oś sporów, przynajmniej w Internecie (bo wiodące telewizje i gazety papierowe udawały, że żadnych wątpliwości nie ma), pozostała jak poprzednio: Komorowski czy nie Komorowski?


I śmiem twierdzić, że osoba Dudy nie była tutaj najistotniejsza. Gdybyśmy mieli drugą turę Komorowski vs. Kukiz albo Komorowski vs. Ogórek, byłoby bardzo podobnie. Może pojedynek Komorowskiego z Korwin-Mikkem przesunąłby ciężar dyskusji w punkt narzucony przez negatywny elektorat tego drugiego.

Tak czy inaczej prezydentem został ktoś, kto po prostu dotrwał do decydującego pojedynku jeden na jednego przeciwko Komorowskiemu. Wygrał nie ze względu na swoją oszałamiającą ofertę: niektórzy ludzie są nią przerażeni, ekonomiści łapią się za głowy, a nawet wśród zwolenników tego, co obiecywał Duda, są tacy, którzy wiedzą, że nawet jeśli będą pieniądze, to prezydent w Polsce aż takiej władzy nie ma.

Wygrał głównie dlatego, że ludzie mieli dość Komorowskiego.


Efekt jest co najmniej kuriozalny: w sporej części głosujący na Dudę wcale nie oczekują spełnienia przez niego obietnic wyborczych. Nie będą go z tego rozliczać, a wręcz będą starali się mu to wyperswadować (co na poziomie erystycznym powinno być o tyle nietrudne, że wystarczy znaleźć inną obietnicę, na którą można się powołać; ten człowiek kilka razy popadł w wewnętrzną sprzeczność).

Rozliczać Andrzeja Dudę z obietnic wyborczych chcą (a nawet już zaczęli, grubo przed objęciem stanowiska!) jego przeciwnicy, którzy na głosowali na Komorowskiego, co jest jeszcze bardziej kuriozalne, ponieważ oni tym bardziej nie chcą spełnienia tych obietnic, a krzyżyki stawiali nie „za Komorowskim”, a „przeciwko Dudzie” właśnie! I gdyby przypadkiem tak się stało, że Andrzej Duda spełni swoje obietnice (do czego nie dopuść Panie Boże!), to ci ludzie będą podwójnie zawiedzeni, bo nie dość, że państwo pójdzie w przeciwnym kierunku, niż oni by chcieli, to jeszcze nie będą mogli wykorzystać strony, w którą zapewne włożą niemałą pracę, do stworzenia negatywnej kampanii za 5 lat. A do tego nie będą mogli nawet głośno narzekać.

Wcale by mi ich nie było szkoda. Tylko Polski szkoda – bo jednak ten miły dla wyobraźni scenariusz ma tę wadę, że wymaga spełnienia tych obietnic. Brrr…

Gwoli uczciwości: tym, co zagłosowali na Dudę po to, żeby nie wygrał Komorowski, jeśli nie chcą realizacji programu Dudy, też nie będzie zbyt łatwo. Trudno brzmieć poważnie mówiąc, że jest się wolnorynkowcem, z czego wynika X, z czego wynika Y, z czego wynika Z, z czego wynika …, z czego wynika, że trzeba zagłosować na bardziej socjalistycznego kandydata (i to, że jest to wina ograniczonego pojmowania słuchacza, a nie błędu w rozumowaniu, jest marnym pocieszeniem). Również argument, że oni wszyscy kłamią, więc wolę zagłosować na tego, który obiecuje większy socjal, bo dzięki temu będzie mniejszy socjal, nie jest zbyt silnym orężem w dyskusji w praktyce mimo historycznego poparcia faktami: lata 2005-2007 to lata obniżki podatków, a lata 2007-2015 to lata podwyżek podatków, co zupełnie nie współgra z porównaniem programów rządzących wówczas partii.

To będzie trudne pięć lat dla Andrzeja Dudy, który jakoś będzie musiał z tego wybrnąć. A nie zanosi się na to, żeby dano mu pożyć w spokoju. Dość sprawdzić, ile zaczęto od niego wymagać i mu zarzucać już teraz. Czasami można mieć wrażenie, że zaśmiecona Saska Kępa po finale Ligi Europy to wina nowego prezydenta, który wprawdzie urzędu jeszcze nie objął i przez ponad dwa miesiące nie obejmie, ale kto go tam wie…

A w ogóle mam wrażenie, że gdyby powstał mem, taki sześcioobrazkowy, pod tytułem „Andrzej Duda”, to miałby on niezły potencjał. „Jak go widzi PiS?” – i podobizna papieża. „Jak go widzi PO?” – Jarosław Kaczyński. „Jak go widzą antysystemowcy?” – Komorowski przekreślony. „Jak go widzi Lewica?” – też Komorowski, tylko nieprzekreślony, za to być może z pieczątką „za zgodność z oryginałem”. „Jak go widzi gimbaza?” – fotografia Kingi Dudy i chmurka z napisem „to stary tej świetnej laski”.

I tylko na ostatnim obrazku byłby sam Andrzej Duda, z podpisem: „jak wygląda naprawdę?”. I jakoś mam wrażenie, że z tym obrazkiem identyfikowałoby się najmniej osób.


A prawda jest taka, że ta prezydentura to jedna wielka niewiadoma i nic nie można powiedzieć o tym, jakim prezydentem okaże się Andrzej Duda.

Przypominam o konkursie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *