Publiczne łoże

Dobry wieczór.

Prezydentem Republiki Francuskiej został Emanuel Macron. Z jednej strony wcale mnie nie cieszy taki wynik, zwłaszcza drugiej tury. Z drugiej strony, zważywszy na to, że ustępującym Prezydentem był Francois Hollande, trudno było oczekiwać pogorszenia sytuacji.


Ze zdziwieniem zaobserwowałem jednak, że internetowa krytyka osoby nowego prezydenta (która, jako zjawisko, nie jest oczywiście sama w sobie niczym dziwnym) skupiła się przede wszystkim na różnicy wieku między Prezydentem a jego o 24 lata starszą małżonką.

Trochę mnie to zasmuciło z kilku powodów, z których główny jest taki, że krytykowanie człowieka za coś takiego to jak krytyka Kaczyńskiego za to, że jest niski – sugeruje, że przeciwnik w bezsilnej złości chwyta się ostatniej deski ratunku, bo nie da się wysunąć wobec danego kandydata poważniejszych zarzutów.

Zdziwiło mnie też, jak bardzo ludzie potrafili się podzielić w tej kwestii. Jedni twierdzili, że zarzuty wobec Marcona to czysta hipokryzja, bo większość zarzucających różnicę wieku nie miała nic przeciwko podobnej różnicy wieku między Trumpem a jego żoną. Inni ripostowali (słusznie!), że różnica 24 lat nie jest podobna to różnicy -24 lat i idiotyzmem jest aprioryczne ignorowanie różnicy znaku (nie ma przy tym znaczenia, czy znak bierze się z tego, że ustawiamy w odpowiedniej kolejności kobietę i mężczyznę, czy też Głowę Państwa i współmałżonka Głowy Państwa, bo jedno i drugie może stanowić dla kogoś istotny czynnik i nawet jeśli się z tym nie zgadzamy, nie świadczy to o hipokryzji).

Pojawiały się również zarzuty dotyczące historii tego związku i legalności jego rozpoczęcia (podobno żona Macrona była jego nauczycielką, gdy związek się zaczął).

Wreszcie, pojawiały się tezy, że to jest ich prywatna sprawa. I o tym głównie chciałbym napisać.


Otóż to, z kim sypia Pan Emanuel Macron, uważam za prywatną sprawę Pana Emanuela Macrona i osoby, z którą sypia, dopóki wszystko dzieje się za zgodą wszystkich stron i dopóki są one świadome tego, co robią. Natomiast to, z kim sypia Prezydent Republiki Francuskiej, jest sprawą publiczną i pozostanie sprawą publiczną przynajmniej tak długo, jak długo Prezydent jest funkcją państwową, Republika Francuska jest państwem, a państwa uzurpują sobie prawo do jakichkolwiek regulacji określających to, kto z kim ma prawo sypiać, a kto z kim sypiać nie ma prawa.

Trzeba to dobrze zrozumieć: decydując się na objęcie publicznego urzędu, który wiąże się z wpływem na życie milionów ludzi (w tym tych, którzy absolutnie by sobie tego wpływu ze strony konkretnego człowieka nie życzyli) człowiek traci prawo do prywatności w bardzo wielu kwestiach, ponieważ jeśli tylko te kwestie są przedmiotem zainteresowania państw (a dziś jest nim niemal każda kwestia), to trzeba być przygotowanym na ewentualne spory, w których takim czy innym rozstrzygnięciu Głowa Państwa może mieć osobisty interes.

Napisałem powyżej, że dla mnie kryterium jest to, że strony są świadome tego, co robią. Ociężały umysłowo trzydziestolatek nie spełnia tego kryterium, ale dojrzała nad wiek trzynastolatka może. Natomiast prawo stanowione jest w tej kwestii nieelastyczne: różne w różnych krajach, ale w niemal każdym stosuje jeden, sztywny wiek przyzwolenia, powyżej którego zgoda jest uważana za wyrażoną świadomie, a poniżej której nigdy nie wystarcza do legalności czynności seksualnych.


Nie chcę tu dyskutować o zasadności samego sztywnego wieku przyzwolenia, chcę zwrócić uwagę na inny aspekt: skoro państwo może wprowadzić zakaz sypiania z kimś poniżej piętnastego roku życia, to komuś może przyjść do głowy zakaz sypiania z kimś na przykład powyżej siedemdziesiątego roku życia. Mniejsza z tym, z jakich powodów: ustawa, żeby wejść w życie, musi być przegłosowana, a nie uzasadniona, uzasadnienie to tylko narzędzie ułatwiające przegłosowanie oraz budowanie w społeczeństwie pozytywnego odbioru, przy czym wcale nie musi być ono zgodne z rzeczywistością ani z intencjami.

Nie można byłoby, oczywiście, mieć za złe Panu Emanuelowi Macronowi, gdyby z powodów osobistych z całą siłą lobbował przeciwko temu rozwiązaniu. Nie można również byłoby mieć za złe Prezydentowi Republiki Francuskiej, gdyby wykorzystywał swoją władzę do zablokowania tego rozwiązania z powodów ideowych.

Natomiast można i należałoby mieć za złe, gdyby Prezydent Republiki Francuskiej wykorzystał potencjał swojego stanowiska do tego, żeby zablokować to rozwiązanie z powodu osobistych preferencji Pana Emanuela Macrona.

A ponieważ w tym przypadku różnica jest znacząca i – wziąwszy pod uwagę kierunek – raczej bezprecedensowa na tak wysokim stanowisku, jest to dodatkowo niewątpliwie jedna z cech charakterystycznych nowego przywódcy państwa francuskiego. Nie ma się co dziwić, że ludzie gadają akurat o nim, a nie gadali np. o śp. Lechu Kaczyńskim, który również był młodszy od swojej małżonki (o 7 albo 8 lat, nie pamiętam). Nie gadali, bo w przypadku Lecha Kaczyńskiego nie rzucało się to aż tak bardzo w oczy, a przy tym inne jego cechy rzuciły się w oczy w sposób przyćmiewający tę, z bratem-bliźniakiem na czele (to też rzadkość na poziomie najwyższych władz państwowych).

Nie należy też zapominać o tym, że Europa się mocno zdemokratyzowała i rola prawnotwórcza Głowy Państwa bardzo podupadła. Nawet europejskie monarchie są mocno fasadowe. Ponieważ jednak tak mało znaczące na scenie politycznej Głowy Państwa, jak Prezydent Republiki Niemieckiej, raczej się nie zdarzają, na barki pierwszego obywatela musiała spaść inna funkcja: reprezentacyjna. Niezależnie od tego, czy jest to sprawiedliwe, czy nie, Prezydent, a wraz z nim całe państwo, kraj i mieszkańcy, będą przynajmniej częściowo oceniani przez pierwsze wrażenie, jakie wywoła piastująca ten urząd osoba, a także przez to, jak się zaprezentuje. Dlatego na przykład uważam, że na prezydenckie stanowisko nie nadaje się człowiek brzydki. Monarcha absolutny – czemu nie? Ale prezydent – w żadnym wypadku.

Oczywiście Macron nie jest brzydki, prezencję ma znakomitą, warunki też niezłe, natomiast starsza o 24 lata żona jest, jak wspomniałem, bez precedensu na tym stanowisku. Przy tym szary Kowalski z tłumu nie myśli raczej w kategoriach słów typu „bezprecedensowy”. Prędzej do głowy przychodzą słowa typu „dziwactwo”.

Naturalnie żeby to nie było dziwactwem, ludzie muszą się z tym oswoić, żeby się oswoili, potrzebne są przykłady, ktoś musi być pierwszy. Padło na Macrona. To nie jest zarzut. Natomiast ludzie jak najbardziej mają prawo to komentować, mają prawo czynić z tego obiekt satyry, a nawet mają prawo twierdzić, że to dyskwalifikuje prezydenta z powodów reprezentacyjnych.


Bo dziś jeszcze jest to cecha, która rzutuje na jakość prezydentury. W bardzo niewielkim stopniu, rzecz jasna, i historia raczej nie zapamięta Macrona z tego konkretnego powodu, ale nie można mówić, że to nie ma znaczenia, bo ma.

Dla wielu ludzi zresztą pozytywne!

Do napisania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *