Rozłam na Prawicy

Dobry wieczór.

Rozłam na Prawicy stał się faktem. Dlaczego tak się stało, tego nie wiem i wiedzieć nie chcę; uważam, że pod tym względem partie polityczne powinny stanowić coś w stylu czarnych skrzynek. Wiem natomiast, jakiego chciałbym dalszego kierunku tych zmian.


Wbrew pozorom moment na ten rozłam jest dość korzystny: niedługo przed wyborami prezydenckimi i znacznie (w tym przypadku kilka miesięcy różnicy to „znacznie”) więcej przed parlamentarnymi. Członkowie Kongresu Nowej Prawicy poczuli się zwolnieni z obowiązku lojalności wobec byłego Prezesa, a teraz już nawet nie członka partii, Janusza Korwin-Mikkego, i oświadczyli (zmieniając początkowe zdanie), że nie poprą jego kandydatury w wyborach prezydenckich. Zamiast tego wystawią własnego kandydata, najpewniej Jacka Wilka.

Jak do tej pory szeroko pojęty wolnorynkowy elektorat nie miał specjalnie w czym wybierać, tak tym razem zapowiada się istna klęska urodzaju. Swoje kandydatury zapowiedzieli także Grzegorz Braun (niezrzeszony) oraz Waldemar Deska (Partia Libertariańska, to ten, który musi przed sądami walczyć o prawo zbicia kilku nomen omen desek w jedną całość i postawienia tej całości na środku własnej działki bez uprzedniego tracenia czasu i pieniędzy w urzędach – i zgodnie z literą naszego pożal się Boże prawa może tę walkę przegrać).

Nie należy też skreślać Mariana Kowalskiego (Ruch Narodowy), a nawet Magdaleny Ogórek (Sojusz Lewicy Demokratycznej), której część postulatów brzmi naprawdę dobrze. No, ale zagalopowałem się, bo jednak z Prawicą to to już niezbyt wiele ma wspólnego.

Co innego Braun, Deska, Korwin-Mikke i Wilk. Po co sobie robią konkurencję, ktoś spyta? Rzeczywiście, wydzieranie sobie głosów wolnorynkowego elektoratu przypomina dzielenie włosa na czworo. Ale, niestety, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: realnych szans na wygranie wyborów nie ma żaden z tych kandydatów. Nie ma ich nawet żaden z kandydatów większych partii, dysponujących znacznie większymi budżetami pochodzącymi z pieniędzy zdartymi pod przymusem między innymi z wolnorynkowców. Reelekcja Bronisława Komorowskiego (Platforma Obywatelska) wydaje się, niestety, niezagrożona.

Mają za to realne szanse na coś innego: na przebicie się z przekazem wolnorynkowym do ludzi za pośrednictwem mediów, które tym razem mają ustawowy obowiązek dopuścić każdego kandydata do głosu. W tym jest duża szansa na obudzenie wyborców, na uświadomienie im, że prywatna edukacja i prywatna służba zdrowia to nie są jakieś dyrdymały, w które wierzy w całej Polsce tylko jeden szaleniec w muszce, tylko że kandydaci spierający się ze sobą w innych kwestiach, wyraźnie różni, zgadzają się co do tej kwestii. „Może coś w tym jest?”, pomyśli sobie ten czy inny wyborca. Po raz pierwszy w historii na debacie kandydatów zwolennicy prywatyzacji mogą stanowić więcej niż jednoosobowe gremium. Większości stanowić nie będą. Ale może chociaż będą stanowić więcej niż jedną trzecią. A to już dużo. Pozwala przynajmniej przemycić argument (demagogiczny, populistyczny, i zwyczajnie błędny – ale przeciętny widz takie łyka jak młody pelikan), że skoro zwolennicy upaństwowienia nie stanowią dwóch trzecich, to nie powinno tego być w Konstytucji.

No i przede wszystkim tego czasu antenowego na szerzenie wolnorynkowych postulatów będzie cztery razy więcej.


Natomiast szlag może wszystko to trafić, jeśli któremuś z kandydatów nie uda się uzbierać podpisów.

I stąd mój apel: na czas kampanii i zbierania podpisów pełna współpraca i zawieszenie broni. Jesteś za KNP, a obok stoi reprezentant KORWiN-a? Świetnie, ale nie podbierajcie sobie nawzajem podpisów i nie twórzcie wśród przechodniów wrażenia, że muszą wybierać między Wami. Wręcz przeciwnie: zachęcajcie ludzi, którzy podpiszą się u Was, żeby podpisali się i u sąsiada, albo sami miejcie przy sobie po cztery listy i zbierajcie dla wszystkich kandydatów. Podkreślajcie jedność idei. Podkreślajcie mnogość popierających ideę kandydatów. Podkreślajcie, że jeśli człowiek wierzy w wolny rynek, to nareszcie może już w lokalu wyborczym, patrząc na kartkę z nazwiskami, poczuć, że nie jest sam.

Niech przechodzień zostanie zmuszony do wyboru dopiero w lokalu wyborczym. Lepiej żeby nie mógł się zdecydować na jednego z kilku wolnorynkowców niż na jednego z kilku socjalistów (albo, co gorsza, transseksualistów – choć tu szczęśliwie nie spodziewam się za wysokiej frekwencji, chyba że ukrytych transseksualistów, którzy w ogóle mi nie przeszkadzają, dopóki z historii swoich gaci nie robią elementu kampanii i polityki).

Jeśli potrzebujecie motywacji, to proszę sobie wyobrazić pierwszego lepszego prezentera telewizji publicznej, który musi zachować klasę, prowadząc debatę z udziałem Grzegorza Brauna, Waldemara Deski, Mariana Kowalskiego, Janusza Korwin-Mikkego i Jacka Wilka, i słuchać, co każdy z wyżej wymienionych ma do powiedzenia. No czy dla samego takiego obrazka nie warto się poświęcić i schować do kieszeni urażonej dumy? Moim zdaniem warto nawet włączyć dla czegoś takiego telewizor.

Ja sam jeszcze nie wiem, na kogo zagłosuję w maju. I bardzo chciałbym, żeby ten dylemat był jak najtrudniejszy do rozwiązania – i to wcale nie dlatego, że podpisów nie zbierze żaden wolnorynkowy kandydat. Jeśli będę zbierał podpisy, to dla wszystkich czterech.

Co też Państwu rekomenduję.


A po wyborach prezydenckich będzie można, w oparciu o kampanię i wyniki, podejmować strategiczne decyzje dotyczące parlamentarnych. Wierzę, że jeśli nawet prezydenckie okażą się klapą z wynikami typu: Korwin-Mikke 4%, Braun 3%, Wilk 2,5%, Deska 0,2%, to z tych 9,7% uda się zrobić 8% skonsolidowanych w ramach jednej partii, która wejdzie do Sejmu.

Na dziś tyle, kto chce mnie czytać odrobinę częściej, tego zapraszam na twittera.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

2 myśli nt. „Rozłam na Prawicy”

    1. Zgoda, ale można to opisać optymistycznie: uda się zdobyć 8%, więc wejdzie się do Sejmu, nawet jeśli nie uda się startować jako jedna partia i będzie trzeba tworzyć blok koalicyjny, a może uda się jedna partia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *