Różnorodność po lewacku

Dobry wieczór.

Fioła można dostać, jak się próbuje zrozumieć lewaka nawijającego o potrzebie różnorodności. Wiem, wiem: zrozumieć lewaka człowiek nigdy nie da rady, najwyżej drugi lewak. Ale mimo wszystko warto podejmować takie próby. Wroga warto znać.


W ostatnim tygodniu prasówka nie napawała zbytnim optymizmem (a kiedy napawa?). W Kamiennej Górze jakiś zwyrodnialec zamordował dziecko. Motywem zbrodni było to, że nie dostał zasiłku dla bezrobotnych.

Koleś nie pracuje i ewidentnie uznał, że taki zasiłek mu się w związku z tym należy. Taką ma po prostu ideologię. I – zdumiewająca rzecz – żaden lewak się nawet nie zająknie, że ta zbrodnia to w całości lub w części wina ideologii, którą wyznawał zbrodniarz. Że zbrodnia jest zawsze winą człowieka, a nigdy winą samej ideologii, którą on wyznaje? A to spytajcie tego samego lewaka o Breivika.

Ale odłóżmy na bok hipokryzję. Nie jest ona sama w sobie niczym złym (zła jest dopiero piętrowa hipokryzja, czyli jak ktoś, kto hipokrytą jest, twierdzi, że nim nie jest – konsekwentnie, nie ma nic złego w tym, że jawny hipokryta piętnuje hipokryzję w wykonaniu hipokrytów, którzy się do swojej hipokryzji nie przyznają), a w tym przypadku pozwala przynajmniej realizować założenia o zbawiennej różnorodności. Tu: różnorodności traktowania ludzi w podobnych sytuacjach w zależności od tego, co bardziej sprzyja poglądom politycznym.

Na świecie idzie to zresztą dalej: w Szwecji Somalijczyk został skazany na 180 godzin prac społecznych za zgwałcenie 12-latki (kolejny news z tego tygodnia). Bo tym razem to już w ogóle nie wina człowieka ani jego ideologii, tylko środowiska, że się do niego nie doasymilowało. Wylewam krokodyle łzy nad składem sędziowskim, któremu zapewne bezduszny ustawodawca tak związał ręce, że nie dało się ciapatego uniewinnić.

Zabawne wprawdzie, że akurat taką różnorodność się obserwuje w zlewaczałym świecie. W końcu, z drugiej strony, tłuką do głów, żeby traktować wszystkich ludzi jednakowo.


To jest właśnie ten moment, kiedy zaczynam dostawać fioła.

Dalej jest jeszcze ciekawiej. Okazuje się, że różnorodność powinna być narzucona wszędzie. Niby nie odstawałoby to od normy lewaka, który wszystko wszędzie by narzucał, ale dowcip polega na tym, że wszędzie ma mieć identyczną formę, przez co traci… sama siebie.

Weźmy jeszcze inną wiadomość mijającego tygodnia: bodajże w Piotrkowie Trybunalskim w jednej z galerii handlowych zarządca placu zabaw, powołując się na regulamin, odmówił wstępu dziecku z widocznym zespołem Downa. I podniósł się krzyk, lament, groźby, nagonki do bojkotu, prokuratury, i lewaki wiedzą, czego jeszcze. A wszystko w imię różnorodności, którą ten plac tępi, wprowadzając segregację.

Jeden plac zabaw na skalę kraju (czasy takie, że gdyby było więcej, o każdym byłoby słychać).


To teraz proszę mi odpowiedzieć na pytanie: jeśli w kraju X żaden plac zabaw nie prowadzi segregacji, a w kraju Y połowa placów zabaw prowadzi segregację, a połowa nie, to w którym kraju panuje większa różnorodność placów zabaw? Hę?

Tak właśnie uniemożliwia się ludziom dokonywanie wyboru w ramach różnorodności możliwego spektrum. A podejrzewam, że zapotrzebowanie na place zabaw typu „Down free zone” jest bardzo niskie. Ale za Chiny Ludowe nie dam się przekonać, że na skalę Polski wynosi ono dokładnie zero.

To samo zresztą się tyczy niedawnego, haniebnego wyroku, w myśl którego nie wolno zakazać wejść na żaden plac zabaw psu. Bo właściciele mają narzucone obowiązki, mają pilnować psa, sprzątać po nim, i więcej nie jest potrzebne. No doprawdy, milordzie? Załóżmy nawet, że nad każdym właścicielem stoi policjant i pałuje po durnych łbach wszystkich poza 10 procentami, którzy rzeczywiście rzetelnie wywiązują się ze swoich obowiązków. Proszę mi powiedzieć: w jaki sposób poprawia to sytuację dziecka, które chodzi na plac zabaw wolny od psów nie po to, żeby uniknąć kup, tylko z powodu alergii na psy?

I jeszcze to biadolenie, że zakazy ograniczają prawa właścicieli psów. Jakby ktoś zakazywał właścicielowi psa wyjść na spacer bez psa i iść w dowolne dostępnie dla ludzi miejsce. Jest to ten sam logiczny błąd, jaki popełniają ludzie twierdzący, że brak homozwiązków to dyskryminacja ze względu na orientację seksualną, zapominając że gej ma prawo poślubić w Polsce lesbijkę. Pisałem o tym tutaj.

Tę samą walkę z różnorodnością w imię różnorodności obserwuje się wszędzie. Tam, gdzie różnorodniej byłoby, gdyby jedne firmy programowo zatrudniały tylko białych mężczyzn, a inne nie. Tam, gdzie różnorodniej byłoby, gdyby jedne apteki programowo sprzedawały środki wczesnoporonne, a inne nie. I tak dalej. Nie chce mi się dalej wymieniać.

Z pozornie innej beczki: kumulacja w totku sięgnęła 35 milionów i ludziom odbija. Tutaj obowiązkowa lektura przed wycieczką do kolektury. A w tym wątku wpisuje się to jak ulał z jednego powodu: jak sporo ludzi nie trawi tej lewackiej gadki o różnorodności, tak bardzo dużo łyka gadkę o potrzebie zmniejszania różnorodności na poziomie majątkowym. Postulaty prosocjalne zwykle trafiają na bardziej podatny grunt niż postępowe obyczajowo, bo jakoś powszechniejsze jest przekonanie, że jak nagle jest dużo bogaciej niż było, to niezależnie od źródła i przyczyn tego stanu rzeczy każdy powinien w tym partycypować. I ogólnie mając kilkadziesiąt baniek na zbyciu lepiej je rozdać milionowi potrzebujących niż dać jednemu facetowi.

Ale ci sami ludzie popędzą do kolektur, żeby aktywnie, własnymi pieniędzmi wesprzeć proces odwrotny: wyciągania drobnych (w porównaniu ze skalą zjawiska) sum z milionów pojedynczych kieszeni po to, żeby skumulować ogromną sumę i rozdzielić ją między raptem kilka kieszeni. I ci ludzie mają później czelność głosować na to, żeby nakładano na mnie podatki o charakterze redystrybutywnym w kierunku wyrównania!

W dodatku wcale nie ma tam, jak już wspomniałem, aż tak dużej grupy zwolenników różnorodności jako takiej.


No normalnie fioła można dostać.

Przypominam o konkursie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *