Sam zdecyduj, jak się ubierze cała wieś

Dobry wieczór.

Uważny Czytelnik z pewnością dostrzegł, że pod koniec poprzedniego wpisu użyłem słowa „niecały”. Nie jest to przypadek. W tym tygodniu wpis wyjątkowo w czwartek, ponieważ Wielki Piątek jest dla mnie osobiście zbyt ważnym dniem na blogowanie. Skoro już tak świątecznie zacząłem, to dziś o związanym z chrześcijaństwem temacie: o dobroczynności.


Najpierw jednak wróćmy do tytułu. Chwytliwy, prawda? Jakby ktoś z Państwa usłyszał coś takiego pod swoim adresem, poczułby zapewne sporą władzę. Coś mogłoby się tylko przestać zgadzać, gdyby nagle okazało się, że sąsiad zza miedzy usłyszał o sobie to samo, choć to jedna i ta sama wieś. A szczegółowe dochodzenie doprowadziłoby do wniosku, że wszyscy ludzie usłyszeli to samo i że każdy może po prostu zdecydować, jak sam się ubierze. Niby normalne, nic innym do tego, jak chodzę ubrany, i nic mi do tego, jak chodzą ubrani inni. Tylko slogan jest oszukańczy.

Tymczasem mniej więcej odwzorowuje to proporcje zawarte w sloganie: „sam zdecyduj, na co idą Twoje podatki”, którego rozwinięciem jest sławetny 1%. Będzie tu właśnie o tym sloganie, bo czas podwójnie sprzyja: raz, że zbliża się najważniejsze święto chrześcijańskie, a dwa, że zbliża się termin rozliczenia z fiskusem. Pora więc rozprawić się z wszystkimi słowami, w które pięknie, ale bez semantycznego uzasadnienia, ubrana jest cała ta idea.

Nie decydujesz sam.

Decyzję podejmujesz wspólnie z władzą. Ona robi preselekcję i daje Ci pod nos wykaz pozycji, z których możesz wybrać przeznaczenie pieniędzy. Tych pozycji jest kilka lub kilkanaście tysięcy (dokładnie nie wiem), biorąc pod uwagę, że w ramach niektórych z nich można jeszcze podejmować imienne sub-decyzje, powiedzmy nawet, że jest ich kilka milionów. Gdybym rzeczywiście sam podejmował decyzję, spektrum możliwości byłoby o wiele szersze. Próbował ktoś kiedyś wydać te pieniądze na piwo albo na dziwki? Udało się? Nie? Zatem nie decydujesz sam. Innymi słowy:

Nie są to Twoje pieniądze.

Patrz wyżej. Zarobione są, oczywiście, przez Ciebie i powinny pozostać do Twojej wyłącznej dyspozycji, ale tak nie jest i nie należy tego tak nazywać.

Nie decydujesz, na co idą pieniądze.

Decydujesz tylko, na co idzie ich jeden procent. Preselekcja została już dokonana, proszę więc sobie wyobrazić, że do Państwa dziecka przychodzi banda meneli ze swoimi dziećmi, zabiera Państwa latorośli sto zabawek, po czym na otarcie łez mówi, że Państwa dziecko może wskazać jedną z tych zabawek i wybrać, które dziecko którego z meneli będzie się nią bawiło. Jest to jakaś decyzja, ale zapewne w praktyce nawet łez nie otrze. W końcu dla obrabowanego dziecka żadna różnica, co formułuje się w równie piękny slogan: że przekazanie tych pieniędzy nic nie kosztuje.


Przekazanie 1% kosztuje.

Kosztuje czas i wysiłek, bo rozliczenie PIT jest prostsze (i dla podatnika, i dla urzędnika), gdy ten jeden procent nie jest przekazywany, ale nawet nie w tym rzecz. Przekazanie jednego procenta może kosztować, ponieważ w państwie o tak rozbuchanej redystrybucji, jak obecnie panująca w Polsce, sporo ludzi nawet po selekcji dokonanej przez władze może przekazać jeden procent jakiejś organizacji, z której sami korzystają. Choćby lokalnemu klubowi sportowemu. Może być i tak, że przekażemy je organizacji, która sponsoruje rehabilitację dziecka naszych znajomych, z imiennym wskazaniem, a znajomi w zamian oddadzą nam połowę pod stołem. Jeśli tak jest, to przekazanie tych pieniędzy w jakiekolwiek miejsce, z którego chwilowo nie mamy jak skorzystać, kosztuje.

Nie decydujesz o faktycznym przeznaczeniu pieniędzy.

To, że przekażesz 100 złotych za pomocą PIT organizacji XYZ dotowanej przez państwo, może oznaczać, że będzie ona o Twoje 100 złotych bogatsza. A może równie dobrze oznaczać, że jakiś urzędas na górze dziś lub za rok uzna, że skoro XYZ miała być dotowana w takiej i takiej wysokości, bo ona jest wystarczająca dla funkcjonowania, a Ty przekazałeś 100 złotych, to on znajdzie w budżecie beneficjenta ABC, który skarży się na braki, i dołoży 100 złotych ABC, a zabierze XYZ.

Nawet jeśli z jakiegokolwiek powodu nie zajdzie powyższe zjawisko, to i tak


Rzeczywistym beneficjentem akcji są nie tylko OPP.

Spory kawałek jednoprocentowego tortu zgarniają jak najbardziej komercyjne podmioty, celem działania których jest ich własny zysk, a nie żaden pożytek publiczny (co samo w sobie byłoby godne pochwały, gdyby tylko dało się z poziomu podatnika decydować, które konkretnie firmy się obłowią). Mowa oczywiście o firmach, z usług których korzystają OPP, żeby pozyskać jak najwięcej środków z jednego procenta: stacjach telewizyjnych, wydawcach gazet, drukarniach ulotek, itd.

Nie przekazujesz 1% podatku.

Przekazujesz 1% PIT, czyli znacznie mniej niż 1% podatku. Według załącznika do Ustawy Budżetowej na 2013 rok dochody z PIT stanowią ok. 15% dochodów podatkowych budżetu państwa. I nie oszukuj się, że to nadal cały Twój podatek, bo VAT i CIT płacą inni. „Płacą” w sensie przymusowego odwalania za darmo roboty poborców podatkowych, ale każdy, kto choć liznął ekonomię, wie, że wszystkie podatki w ostatecznym rozrachunku płaci konsument. To prawda: niektórzy przedsiębiorcy też mają prawo do przekazania 1%, ale z Twojego punktu widzenia jako konsumenta ktoś w Twoim imieniu decyduje o pieniądzach, które z powodu przymusu fiskalnego zostały doliczone do końcowej ceny zakupionej przez Ciebie usługi lub towaru. I nie jesteś to Ty.

Nie przekazujesz nawet 1% PIT.

Skoro o przymusowym odwalaniu za darmo roboty poborcy podatkowego mowa, to warto zauważyć, że zgodnie z definicją podatku sam akt rozliczania się z US też jest formą opodatkowania. Nigdzie nie ma wymogu, żeby podatek miał formę pieniężną czy też materialną. Koszt poniesiony przez Ciebie na rozliczenie się z fiskusem (czas, wysiłek) spełnia definicję podatku, który natychmiast został wydany na koszty administracyjne. Oczywiście w ustawie nikt tego tak nie ujmie, jeszcze tego brakowało, żeby zwykli ludzie to dostrzegli! Zresztą zwykli ludzie i tak nie czytają ustaw, ale większość posłów też tego mechanizmu nie dostrzega.

Z dokładnie tych samych powodów należy za podatek uznać  te odliczenia od PIT, warunkiem uzyskania których jest przeznaczenie odpowiednich pieniędzy na inne cele spełniające definicję podatku. Na przykład składki zdrowotne i chorobowe wpływają na obniżenie tego, co władza musi już nazwać podatkiem, bo nie ma jak udawać, że cokolwiek w zamian za to dla Ciebie zrobi, ale nie na obniżenie płaconego przez Ciebie podatku. Niemniej, tylko od tej obniżonej kwoty możesz zadysponować jednym procentem.

Podsumowując,

„wybór”, na co przeznaczyć pieniądze ze swoich podatków, przypomina „wybór” między ZUS a OFE, zarówno skalą decyzyjności, jak i tym, że dotyczy daniny mającej charakter podatku. Słucham? Składka na OFE nie jest podatkiem, bo nie spełnia kryterium bezzwrotności? Patrzcie Państwo, przed niedawną „nacjonalizacją” OFE też nie spełniała. Co nie zmienia faktu, że moim zdaniem warto wybrać OFE i trzeba tę decyzję podjąć do końca lipca, żeby nie zostać automatycznie w ZUS.

Po przeczytaniu tego wszystkiego zapewne ciśnie się na usta pytanie, którego do tej pory Państwo mogli sobie nie zadawać:

Czy to podważa słuszność całej idei 1%?

Nie. To podważa jedynie słuszność używanej retoryki (używanej na ogół przez OPP), która zdecydowanie, co najmniej kilkusetkrotnie wyolbrzymia skalę decyzji, jaką naprawdę podejmuje pojedynczy podatnik. Sama idea jest słuszna, bo decentralizuje decyzyjność, a co ważniejsze, działa mniej więcej tak, że prawa decydowania rosną wraz z zamożnością decydenta.

Nie tak dawno jednak nie istniała w ogóle ta możliwość, pojawiła się dopiero w 2004 roku. Jak napisałem, idea jest słuszna, zmiana była na dobre. Ale jeśli tak, to może rozszerzenie wyboru celów, na które można przeznaczyć te pieniądze, o darowizny dla dowolnych osób fizycznych lub prawnych byłoby jeszcze lepsze? A o dowolne wydatki jeszcze lepsze?


I skoro samodzielne decydowanie o 1% PIT jest taki dobre, to może samodzielne decydowanie o 10% PIT byłoby 10 razy lepsze, samodzielne decydowanie o 100% PIT 100 razy lepsze, a samodzielne decydowanie o 100% wszystkich podatków, jakie płacimy, bez ograniczeń do narzuconych odgórnie OPP, najlepsze?

Proszę o tym pomyśleć.

Tymczasem życzę Państwu takich Świąt Wielkanocnych, jakich sami sobie Państwo życzą. Do napisania za tydzień z haczykiem. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *