Słowo na niedzielę

Dobry wieczór.

Abp. Gądecki apeluje o zakaz handlu w niedziele. Warto przeczytać: pouczający przykład, jak kolektywistyczne myślenie szkodzi na logikę rozumowania.


Arcybiskup słusznie zauważył, że jeśli chce się wprowadzić tego typu zmianę, to trzeba podać argumenty, które trafią nie tylko do katolików. Myli się jednak, jeśli uważa, że którymś z podanych przez siebie argumentów trafił do mnie, a katolikiem bynajmniej nie jestem.

Hierarcha stwierdził, że wolna niedziela jest potrzebna wszystkim, także niewierzącym, bo człowiek wypoczęty pracuje lepiej.

To chyba najlepiej nadaje się do pokazania błędności całego myślenia. Załóżmy nawet dla uproszczenia, że faktycznie ludzie są jednakowi do tego stopnia, że do wypoczynku potrzebują jednego w pełni wolnego dnia na każde siedem (choć może niektórym wystarczyłby jeden na osiem, a inni potrzebują cztery na jedenaście?!).

Zacząć należałoby od tego, że w niedzielę nieczynne powinny być szpitale, placówki medyczne, nie powinna pracować Straż Pożarna ani Policja. I proszę nie pisać, że się wygłupiam: skoro człowiek potrzebuje wypoczynku, żeby pracować lepiej, to nie i tyle. Ostatecznie Polska się nie zawali od nadmiaru niewypoczętych kasjerów, za to od nadmiaru niewypoczętych strażaków, policjantów czy lekarzy już może.


Nie chce mi się rozpisywać całego ciągu rozumowania. Inteligentny człowiek już wie, w czym rzecz, a resztę spróbuję naprowadzić pytaniami.

Pytanie pierwsze: skąd przekonanie, że każdy pojedynczy człowiek ma mieć akurat dokładnie ten sam dzień wolny, co reszta ludzi? I pytanie drugie: nawet jeśli tak jest, czemu tym dniem miałaby być akurat niedziela?

Słucham. Skoro ktoś chce trafić do niekatolików, niech pokaże czystość swoich intencji, niech zaproponuje poniedziałek, czwartek, wtorek – dowolny inny dzień, ale nie niedzielę, bo ta propozycja wygląda jak typowe grabienie do siebie.


A teraz poważnie: to, że Kowalski ma jeden dzień wolny w tygodniu (czy nawet dwa), nie oznacza, że trzeba zamykać cały market. Kowalski może mieć wolne soboty i niedziele, podczas których na kasie stanie Nowak, który dostanie wolne poniedziałki i wtorki. A na drugiej kasie stanie Malinowska, która będzie mieć wolne soboty i wtorki, dzięki czemu mniej życia straci na dojazdach do pracy (w niedziele ulice się nie korkują!), a dodatkowo będzie co tydzień miała jeden dzień na pozałatwianie spraw urzędowych bez konieczności uszczuplania swojej puli urlopowej. Za to zwykli ludzie nie będą stawiani w sytuacji, w której wszystko, od urzędów, po markety, otwarte jest akurat wtedy, kiedy oni pracują w placówkach niezajmujących się ani biurokracją, ani handlem.

Jeśli już, to rozumowanie arcybiskupa skuteczniej działa jako potencjalny zakaz handlu w niedziele przez małe sklepy, bo tam może być za mało personelu, aby obsłużyć tego typu rotacje. Nie wiem, czy o to mu chodziło.

Na zakończenie kwiatek (niejedyny, ale bardzo mi się spodobał):

– Nawet jeśli nie uda się doprowadzić do zamknięcia w niedzielę marketów, to człowiek wolny i uformowany, przechodząc tego dnia obok nich, nie zrobi zakupów – wyjaśnił.

Czyli: uformujmy ludzi, a dopóki tego nie zrobimy, zniewólmy ich. W ten sposób będą robić to, co im każemy, a my będziemy mogli w dodatku umywać ręce i twierdzić, że oni są wolni, że to jest ich wybór.

Księże Arcybiskupie! Doceniam lekturę Pisma Świętego, ale naprawdę sugeruję, żeby to nie Poncjusza Piłata wybierać sobie jako biblijny wzorzec do naśladowania! A do tego polecam ponowną lekturę Tory, ze szczególnym uwzględnieniem tych fragmentów, gdzie Bóg daje człowiekowi Wolną Wolę, godząc się z niezapobieganiem negatywnym efektom jej nadużywania (mimo że, jako Istota Wszechmogąca, mógłby).


Amen!

Przypominam o konkursie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *