Święty Jerzy i koza

Idzie sobie facet ulicą i widzi, jak ktoś maluje płot. Myśli sobie:
– Super! Płot… kuźwa, ktoś sobie płot maluje… Jak ktoś maluje sobie płot, to co? Czy ktoś biega za nim potem, palcami pokazuje i krzyczy „Ludzie, patrzcie, to jest ten, ten facet, który sobie pomalował płot?” Nigdy!
Ze zwieszoną głową facet idzie dalej. Widzi harcerza przeprowadzającego staruszkę przez jezdnię. Myśli:
– Kuźwa… Staruszka… Taka staruszka… Jak ktoś przeprowadzi przez jezdnię staruszkę, czy coś się dzieje? Czy ktoś przyczepia mu potem na drzwiach kartki „Przeprowadzacz staruszek”? Czy wysyła anonimy, że takich, co przeprowadzają staruszki, ludzie nie chcą w mieście? Nigdy!
Facet idzie dalej i widzi kolejkę po poranną prasę. Myśli:
– Cholera… Gazety… Gazety ludzie czytają… A jak ktoś czyta gazety, to co? A nic! Nic nie jest! Czy ktoś patrzy na jego dziecko w szkole znacząco? Niby nic głośno nie mówiąc, ale sobie myśląc, albo mówiąc za plecami „To jest synek tego, co rano przegląda gazety”? Nigdy…
Facet idzie przez dłuższą chwilę pogrążony w smutnych rozmyślaniach:
– A wystarczy tylko jeden raz zgwałcić kozę…

Dobry wieczór.

Koza już była. Reszta tytułu niedługo się wyjaśni – łącznie z tym, że między pierwszym a drugim słowem może stać przecinek lub nie, jak kto woli. Ja nie stawiam żeby nie narzucać interpretacji.


Powyższy dowcip stąd zawiera w sobie brutalną obserwację: ludzie najchętniej zapamiętują bliźnim to, co w nich najgorsze. Podstawą moralnej oceny człowieka jest najgorszy z jego postępków. To niesprawiedliwe, ale taka jest ludzka natura.

Zaraz, zaraz. Niesprawiedliwe?

A czym wobec tego jest sprawiedliwość? Nie, niech Państwo nie próbują definiować: skoro najwięksi myśliciele przez wieki mieli z tym problemy, to nie oczekuję, że będzie się z nimi mierzyć ktoś, kto właśnie zakończył tydzień pracy i chciałby przez dwa dni pomieć wiele spraw tam, gdzie słońce nie dochodzi. Ale proszę się chwilę zastanowić: ludzie właściwie od zawsze pragnęli sprawiedliwości i w jej poszukiwaniu ustanawiali takie czy inne prawa. Jednym z ich celów było zawsze zaspokojenie ogólnego poczucia sprawiedliwości.

A co jest cechą wspólną prawie wszystkich systemów prawnych (poza zakazem kazirodztwa)? Właśnie to: określone kary za określone czyny naganne. Im bardziej naganny czyn, tym surowsza kara. Owszem, często trafia się instytucja okoliczności łagodzących, ale jednak per saldo facet, który zamorduje sto osób, okradnie tysiąc, tysiącowi rozda kasę, ratując ich od śmierci głodowej, a sto uratuje z katastrofy, ryzykując życiem, otrzyma zapłatę zdeterminowaną przez sto swoich mordów. W cywilizowanym kraju będzie to czapa na miejscu, w mniej cywilizowanym dożywocie, a w jeszcze mniej cywilizowanym dożywocie z opcją wyjścia przed czasem lub zgoła ograniczona, dwucyfrowa liczba lat do odsiedzenia, ale wpływ uratowania stu osób na wymiar kary będzie w najlepszym razie minimalny, a sytuacja faceta niewiele lepsza od sytuacji tego, który by po prostu ograniczył się do stu mordów.


I jakoś ludzie uważają to za sprawiedliwe, co znajduje zresztą odzwierciedlenie również w zasadach, których autorstwo przypisują różnym bogom.

Pogódźmy się więc z tym, że podstawą oceny moralnej człowieka jest najbardziej naganny z jego czynów. I że jakoś tak jest, że uważamy to za sprawiedliwe. Stosujemy tę zasadę do zwykłych i mniej zwykłych Kowalskich i ludzie uważają, że to normalne.

A gdy zamiast Kowalskich jest Jan Paweł II albo Jerzy Owsiak, to ludziom odpierdala.


Powiem szczerze: niespecjalnie mnie interesuje, kto ma rację w procesie tego ostatniego z Matką Kurką. Nieszczególnie mnie też obchodzi, czy Jan Paweł II miał nieślubne dzieci. Nie chce mi się też oceniać tych postaci, ani przez pryzmat powyższych plotek (nie chcę używać słowa „oskarżenie”), ani przez całokształt ich działalności.

Jedno jest pewne: jeden i drugi to postaci nietuzinkowe. Mają rzesze przeciwników i zwolenników, z których całkiem sporo dochodzi do etapu wynoszenia ich na ołtarze, względnie strącania w siódmy krąg piekieł. Nie ma zresztą nic złego w wymianie poglądów na ten czy inny temat, nawet jeśli nie jest ona specjalnie kulturalna.

Ale poziom absurdu jest potworny. Zwolennicy dochodzą do etapu, kiedy mówią, że nie wolno w ogóle wysuwać żadnych zarzutów wobec tak wybitnego człowieka. A niby dlaczego nie wolno? Co to, jak ktoś uratował wiele dzieci albo zlikwidował komunizm, to nie może mieć na sumieniu zupełnie niezwiązanych z tym grzeszków? Może i na pewno ma, bo to aż, ale i tylko ludzie. Każdy jest omylny, nikt nie jest doskonały.

Tu chodzi o coś innego. Tym ludziom (zwolennikom) po prostu nie mieści się w głowie, że Jan Paweł II / Jerzy Owsiak mógłby być oceniony jak normalny człowiek, na podstawie najbardziej nagannego ze swoich postępków. A ponieważ wiedzą, że tak się ocenia, czują, że tak się ocenia, bardzo nie chcą wyjść na hipokrytów, więc chcą po prostu zamazać fakt, że wybitni w ich mniemaniu ludzie popełniają błędy. Stłuc termometr, żeby pozbyć się gorączki. I to w najbardziej prymitywny sposób z możliwych: zakrzykując przeciwników tak, żeby ci nie mogli nawet postawić hipotezy do sprawdzenia.

Oczywiście w dobie Internetu jest to skazane na porażkę. Ale wytłumacz to wyznawcy!

Akurat tak się składa, że miałem okazję widzieć wiele dyskusji, w których ktoś usiłował podważyć świętość i wielkość papieża czy założyciela WOŚP. I to nie to, że zarzuty były słuszne lub nie. Że brzmiały sensownie lub nie, albo że ktoś usiłował je podważyć. Nie. Po prostu: ten człowiek jest dobry i tyle, dlaczego w ogóle wyszukujesz czegokolwiek, co mogłoby świadczyć przeciwko niemu. No normalnie „bo wielkim poetą był”. Przy czym zwolenników Owsiaka jest w tym przypadku tym trudniej zrozumieć, że znacznie częściej pozują oni na nowoczesnych, niezależnie myślących ludzi, którzy nie pozwalają sobie bezrefleksyjnie napakować do mózgownic wytartych schematów.

Na marginesie warto tutaj przypomnieć słynne „Eli, Eli, lama sabachthani?” (Mt 27, 46). Pismo Święte naucza, że wątpienie w miłość Bożą jest grzechem. Mamy więc przykład, że w swej cielesnej powłoce grzechu dopuścił się nawet Jezus Chrystus. To co, Wojtyła i Owsiak są ponad Niego?


Na zakończenie, dla rozluźnienia, drugi żarcik, z innym zwierzątkiem, ale na podobny temat i też z joemonstera:

Powiedz żonie tysiąc razy, że jest piękna. Nie zapamięta.
Powiedz jej raz, że jest gruba. Będzie to wypominać do końca życia.
Dlatego słonie nie zapominają.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *