Szczepienia

Dobry wieczór.

Zbierałem się do napisania notki o szczepieniach od dłuższego czasu, zebrać się nie mogłem, a tu {GM_Krzychu} uraczył mnie takim komentarzem. Będzie więc o szczepieniach. Na początku niezupełnie w odpowiedzi na komentarz.


Przede wszystkim się przedstawię: jestem proszczepionkowcem, czyli zwolennikiem szczepień, które uważam za zjawisko zasadniczo korzystne. Jednocześnie jednak jestem gorącym przeciwnikiem przymusu szczepień. Wyjaśnienie o tyle ważne, że z powyższymi poglądami szufladkowany jestem jako antyszczepionkowiec, co jest tak samo głupie, jak nazywanie „proaborcjonistą” zwolennika dopuszczalności aborcji (nawet takiego, który sam nigdy, pod żadnym pozorem z tej dopuszczalności by nie skorzystał, bo osobiście uważa aborcję za zło).

Niestety, dzisiaj nie ma merytorycznych dyskusji. Są tylko medialne nagonki sterowane prawdopodobnie przez wpływowe grupy interesu. Widziałem już nazywanie „antyszczepionkowcami” ludzi prowadzących tego bloga i pokrewne. Dlaczego „anty”? Bo pisząc o szczepieniach ośmielają się przedstawiać fakty w obie strony bez jasnego zajęcia stanowiska popierającego przymus. Nawiasem: gorąco polecam lekturę tam podlinkowanych blogów, zwłaszcza tego o odrze. Tam znajdą Państwo coś tak niebywałego, że nie ma tego ani w mediach głównego nurtu, ani u mnie na blogu: znajdą Państwo fakty podane w sposób nie narzucający, jak mają Państwo myśleć.

Niemniej, poczyniłem na temat szczepień kilka obserwacji, których nie znalazłem w Internecie nawet tam. Ściślej: nie znalazłem ich nigdzie, a jeśli gdzieś znajdowałem, to przy okazji jakichś pojedynczych wpisów czy tweetów, bez większej możliwości przebicia się do publiki. Dlatego zaprezentuję tutaj trochę rzadkich punktów widzenia na szczepienie.

Zaszczepieni szkodzą niezaszczepionym

Nie, to nie literówka. Nie przestawiłem też „nie” w inne miejsce. Zwykle „dowiedzą” się Państwo, że szczepienia „muszą” być przymusowe, bo nieszczepieni szkodzą szczepionym. Nie ma sensu polemizować z ostatnim zdaniem: ono jest prawdziwe, choć rozmiar szkód jest przez faszystoszczepionkowców (to lepsze niż „proszczepionkowiec” określenie na zwolennika szczepionek oraz przymusu, bo od razu odróżnia od zwolennika szczepionek będącego przeciwnikiem przymusu) mocno wyolbrzymiany (a w sensie zerojedynkowym szkodzi mi każdy człowiek, choćby tym, że oddychając zmienia proporcje tlenu i dwutlenku węgla w powietrzu na mniej korzystne dla mnie).

Zamiast polemiki można argument odwrócić, pokazując, że wychodząc z tych przesłanek można równie dobrze dowieść, że szczepienia muszą być zakazane. A w jaki sposób zaszczepieni szkodzą niezaszczepionym? Co najmniej na dwa sposoby.

Jeden jest czysto biologiczny. Eradykacja wirusa stanowi zadanie bardzo trudne. Do tej pory została uznana za udaną w przypadku raptem dwóch chorób. Napisałem „została uznana”, ponieważ tak naprawdę nie istnieje metoda nabrania stuprocentowej pewności. Wirus może sobie przecież spokojnie czekać tysiąc lat w swoistej hibernacji na lepsze czasy. Można więc spokojnie założyć, że wirus losowej choroby nie jest i w przewidywalnej przeszłości nie będzie eradykowany. To oznacza, że będzie mutował, prawdopodobnie w coraz groźniejsze postacie, broniąc się przed kolejnymi wynalazkami człowieka. Szczepienia dość dobitnie pokazują prawdziwość powiedzenia „co cię nie zabije, to cię wzmocni” dla wirusów, podobnie jak antybiotyki dla bakterii. Szczepienia wzmacniają to, co jest zagrożeniem charakterystycznym dla osób nieszczepionych.

Drugi sposób jest rynkowy. Jeśli szczepienia zmniejszają zachorowalność na daną chorobę, to zmniejszają opłacalność badań nad jej leczeniem. W efekcie jeśli już ktoś na daną chorobę zapadnie, to nikomu nie opłaca się go leczyć, a czasem się nie da, bo jeśli zacznie się badania w tym momencie, to dla chorego jest już prawdopodobnie za późno. Ponieważ nieszczepiony ma z definicji większą szansę zachorowania niż szczepiony, jest to forma szkodzenia. „To niech się zaszczepi”, chciałoby się odpowiedzieć. Ale warto zauważyć coś innego. Przykład oparty jest na poprawnym wnioskowaniu, a sprawia wrażenie stawiania wozu przed koniem i brzmi absurdalnie. Jednak wystarczy dodać jedną, jedyną przesłankę, żeby całość zabrzmiała spójnie i sensownie. Ta przesłanka brzmi: szkodzenie innym samo w sobie to za mało, żeby ograniczać wolność. O tym, co oznacza „samo w sobie” i po jakim rozszerzeniu nie jest już za mało, później.

Niezaszczepieni z wyboru szkodzą tak samo jak niezaszczepieni z przymusu

„Przymus” jest tu słowem użytym na wyrost. Nie ma przymusu nieszczepienia, czyli zakazu szczepień. Chodzi natomiast o to, że niektórym ludziom ustawodawca zostawił prawo wyboru, ponieważ ze względu na ich specyficzne upośledzenia nie mogą oni być zaszczepieni bez bardzo poważnego zagrożenia dla ich zdrowia, a nawet życia. Zwykle osoby takie dokonują wyboru na rzecz własnego życia – wyboru, bo żaden przymus to nie jest.

Jakkolwiek jednak to nazwiemy, wirusy są cudownie głuche na wszelkie filozoficzne i etyczne rozważania dotyczące różnic w możliwościach ludzi i wynikających z nich ewentualnych różnic w odpowiedzialności za ogół. Nie istnieje naukowo uzasadniony powód, dla którego ktoś, kto się nie szczepi, bo zagraża to jego życiu, wpuszczony między ludzi, miałby stanowić mniejsze zagrożenie dla nich niż wpuszczony między tych samych ludzi ktoś, kto się nie szczepi, bo nie ma na to ochoty. Ta pierwsza grupa jest istotnie mniej szkodliwa, ale z powodów czysto egoistycznych: tego typu upośledzenie powoduje na ogół, że człowiek we własnym dobrze pojętym interesie stara się unikać skupisk ludzi, a przede wszystkim skupisk żyjących na nich drobnoustrojów, z których przeciwko wielu nikt się nie będzie szczepił.

Szczepienie to eksperyment medyczny

To truizm: każdy zabieg medyczny jest eksperymentem, ponieważ żaden nie daje stuprocentowej pewności skuteczności i żaden nie daje zeroprocentowej szansy na wystąpienie negatywnych skutków ubocznych. W szczególności w przypadku szczepienia gdyby było inaczej, to cała dyskusja byłaby bezprzedmiotowa, ponieważ niezaszczepieni mogliby szkodzić wyłącznie sobie nawzajem, więc zaszczepionych nie powinno byłoby to obchodzić (choć w dobie demokratycznego wpierdalania się w życie innych ludzi pewnie by obchodziło; tak jak niećpający żądają, żeby policja karała ćpających za posiadanie narkotyków).

Ale warto podkreślać ten truizm, żeby unaocznić sobie prostą prawdę: przymus szczepień to nic innego jak poddawanie człowieka eksperymentowi medycznemu bez jego zgody. Czegoś takiego zakazuje nawet Art. 39 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, ale kto by się przejmował takim papierkiem…

Nie da się powiedzieć, co jest lepsze

Skoro już pokazałem, że szczepienie jest eksperymentem medycznym, to naginając odrobinkę (i tylko odrobinkę) semantyczny zdrowy rozsądek można przyjąć, że w warunkach, w których ma się możliwość przyjęcia tego szczepienia bez nadmiernych problemów, celowe niezaszczepienie się też jest eksperymentem medycznym. Po prostu: jeden stawia na tego konia, drugi na drugiego…


…tylko że gdyby to naprawdę były konie, to na mecie można byłoby zweryfikować, kto miał rację. Przy szczepieniach tak nie jest. Każda decyzja wiąże się z jakimiś korzyściami i jakimiś kosztami występującymi z pewnym prawdopodobieństwem. Gdyby to wszystko miało wymiar wyłącznie finansowy, można byłoby policzyć, czy w tego totolotka opłaca się grać. Ale tak nie jest. Po stronie kosztów szczepienia jest jakieś tam (niskie) prawdopodobieństwo wystąpienia niepożądanego odczynu poszczepiennego, który z kolei z jakimś tam prawdopodobieństwem doprowadzi do śmierci w takich a takich bólach. Kosztem nieszczepienia jest jakieś tam (również niskie) prawdopodobieństwo zachorowania wiążące się z jakimś tam prawdopodobieństwem śmierci w jeszcze innych bólach. To wszystko w konkretnym horyzoncie czasowym, przesunięcie którego może zmienić wzajemne relacje (a horyzont jest konieczny, bo w perspektywie tysiąca lat każda decyzja prowadzi do śmierci). Tego się nie da obiektywnie porównać, nawet dysponując kompletem danych.

Nie da się – bo mając identyczny wybór między opcjami A i B jedna osoba powie, że woli A, a druga, że woli B, i będziemy tu poruszali się w spektrum subiektywnych odczuć, w dodatku dość intymnych, takich jak ból czy strach przed śmiercią.

Tym bardziej nie jest więc możliwe, żeby osoba X wiarygodnie powiedziała, jak bardzo taka czy inna decyzja osoby Y szkodzi osobie Z.

Problemem jest choroba, nie podatność

To już czysto wolnościowy, indywidualistyczny (nie mylić z „egoistyczny”) punkt widzenia. Jak człowiek zachoruje, to ma problem. Jak milion ludzi zachoruje, to milion ludzi ma milion problemów. Niestety, żyjemy w skretyniałym ustroju, który woli ten milion problemów widzieć jako jeden problem społeczny. To nie oznacza, że musimy dać się temu ponieść.

Jak człowiek dopiero jest podatny na chorobę, to ma dużo mniejszy problem. Po prostu wie, że musi uważać. Czasem nie wie. Wtedy w ogóle nie ma problemu. Będzie go miał, gdy zachoruje, a statystyka jest przeciwko niemu, ale na „tu i teraz” problem nie istnieje.

Teraz trudny moment: to samo rozumowanie zachodzi, gdy rozważamy zarażanie innych ludzi. Jeśli człowiek niezaszczepiony może zarazić innych, to tylko może. Może to zrobi. Ale może tego nie zrobi. I wtedy, jeśli dodatkowo nikt nie będzie wiedział, że on jest niezaszczepiony, to nie będzie to żaden problem. Niestety, żyjemy w skretyniałym ustroju, który karze ludzi za samo stwarzanie zagrożenia (i posłom i urzędnikom nie przyjdzie do głowy, że każda sytuacja jest inna, nie da się tego ująć w ustawowe normy, a jeśli nie dochodzi do realnych szkód, to dowodzi to, że zagrożenia nie było lub było wystarczająco nieduże, żeby dało się je przy okazji zneutralizować, a człowiek postawiony przed konkretną sytuacją ocenił ją lepiej niż ustawodawca wyobrażający sobie sytuację hipotetyczną i opisujący ją z dokładnością do kilku mierzalnych kryteriów). Dlatego człowiek nie może sobie po prostu kupić broni na bazarze. Dlatego człowiek nie może jeździć samochodem bez OC. Dlatego karze się kierowców za przekraczanie prędkości czy za ćwierć promila alkoholu we krwi, i to nawet niezależnie od tego czy faktycznie stworzyli jakieś niebezpieczeństwo, czy nie, nie mówiąc już o faktycznej szkodzie. Dlatego…

Dlatego też karze się za nieszczepienie.


Życie i zdrowie ludzi, którym zagraża jeden niezaszczepiony człowiek, jest warte 50000 zł.

To chyba najlepiej obrazuje, że w całej tej szczepionkowej histerii nie chodzi o dobro publiczne (rządzącym – bo faszystoszczepionkowi aktywiści forsują propozycje przymusu na ogół w dobrej wierze). Nakaz nakazem, ale trzeba wymyślić, co zrobić z ludźmi, którzy uparcie twierdzą, że nie. Wymyślili więc karę finansową, którą można nakładać wielokrotnie, ale generalnie nie może łącznie okazać się wyższa niż 50000 złotych za każde obowiązkowe szczepienie każdego niezaszczepionego człowieka.

Cywilizowane kraje traktują życie ludzi na ogół poważnie, na przykład eliminując fizycznie jednostki, które to życie odbierają. Mniej cywilizowane kraje nie eliminują fizycznie, tylko izolują, często już za samo spowodowanie zagrożenia. W każdym przypadku jednostka szkodliwa z punktu widzenia życia innych jest traktowana tak, żeby fizycznie szkodzić nie mogła. Ale nie w tym przypadku: tutaj wprawdzie bez szczepionki jesteś chodzącą bombą biologiczną i zalążkiem zagłady ludzkości, ale jeśli tylko kopsniesz wartość dobrego auta, to nie krępuj się.

A teraz czas na odpowiedź na komentarz {GM_Krzychu}, przy czym nie po kolei.

Czy da się skonstruować prawo tak, żeby sensownie zdefiniować „wyjątki”, czyli sytuacje, w których wolność człowieka powinna zostać ograniczona? Oczywiście, że się da. Przypomnijmy: wolność to stan naturalny. Ona by panowała, gdyby nikt nigdy nie wymyślił państwa ani niczego podobnego. Dlatego filozofie wolnościowe są na ogół bardzo proste w swoich założeniach, ponieważ opierają się na braku regulacji sterujących życiem człowieka – a wymyślenie, jak coś uregulować, jest zawsze bardziej skomplikowane od deklaracji, że wcale.

Anarchiści nie regulowaliby wcale niczego, ale zakładam, że {GM_Krzychu} nie to miał na myśli. Każda inna filozofia wolnościowa, zakładająca mimo wszystko jakieś minimalne fundamenty cywilizacyjne regulacji, musi ze swojej natury być coś-tam-centryczna. Istnieje jakaś grupa bytów, którym przysługują opisane prawa, a jednocześnie spoczywa na nich opisana odpowiedzialność. Spójne pod tym względem filozofie są antropocentryczne lub węższe (np. rasistowskie, nacjonalistyczne, seksistowskie), ale nie szersze, z bardzo prostego powodu: nie da się wymóc na żadnej żywej istocie poza człowiekiem odpowiedzialności w sensie cywilizacyjnym. Jeśli pies zagryzie niemowlę, to się go usypia z powodów utylitarnych, ale nikt nie będzie mówił, że to kara śmierci dla psa za morderstwo. Karę dostanie właściciel (dodatkowo, raczej nie śmierci).

Już z tego choćby wynika, że każde ograniczenie wolności z powodów środowiskowych jest niewłaściwe. Gdyby na Pana działce wylądował jeden z ostatnich dropiów (nie „dropów„, bo o to by żaden ekolog nawet nie pisnął), to jest to wyłącznie problem dropia. Odwrócę pytanie: a gdyby to nie był ostatni drop tylko ostatni egzemplarz jakiegoś żyjątka niewidocznego gołym okiem? Chce Pan prawa, które uzależnia prawo gatunków do życia od wielkości osobników?

Na marginesie: tutaj należy się zdziwić postawą tych ekologów, którzy są jednocześnie faszystoszczepionkowcami. Potrafią zablokować budowę potrzebnej kilkuset tysiącom ludzi autostrady, bo może ona zagrozić jakiemuś rzadkiemu gatunkowi skorpiona, ale jednocześnie sami aktywnie i chętnie przykładają rękę do zagrożenia gatunku jakiegoś wirusa i nie widzą w tym nic złego. Fakt, że nie do końca wiadomo, czy wirus to forma życia – ale w innych przypadkach każde „nie wiadomo” jest przez nich interpretowane na korzyść bytu naturalnego kosztem wytworu człowieka.

Poza tym, nie chwaląc się, to, co potrafi zrobić jeden wirus to pikuś przy tym, co potrafi zrobić jeden skorpion. Fakt, że wirusów jest zwykle na sztuki więcej.

Libertarianie to prawie anarchiści, gdzie „prawie” robi wielką różnicę. Na ogół opierają się oni na kilku prostych aksjomatach, z których najważniejszym jest tutaj aksjomat o nieagresji. W uproszczeniu: nie wolno stosować wobec innych ludzi przemocy fizycznej ani nią grozić. To naprawdę prosta idea. Oczywiście powstają spory, gdzie leży granica przemocy fizycznej. Można śpiewać coraz głośniej aż stanie się to nie do zniesienia ze względu na natężenie dźwięku. Można też fizycznie kogoś zarazić. Ale niezależnie od definicji życie jest bardzo bogate i przypadki brzegowe zawsze się znajdą, dlatego libertarianie na ogół nie chcą psuć prostoty doktryny rozstrzyganiem na jej poziomie przypadków brzegowych. Jak się coś takiego trafi naprawdę i z doktryny nie wynika jednoznacznie, po czyjej stronie jest racja, idzie się do Sądu. Po to przecież istnieje ta instytucja, żeby rozwiązywać takie spory.

Napisałem to, bo mogło Panu zacząć chodzić po głowie pytanie, od którego momentu poruszanie się przez niezaszczepionego między innymi ludźmi jest groźbą uzasadniającą reakcję jak na przemoc.

To właśnie powiedziałbym Panu jako legislator. A jako sędzia powołałbym się na zasady prawa rzymskiego. Jeśli ciężko Pan zachoruje przez to, że ktoś w przestrzeni publicznej Pana zarazi, to będzie Pan miał prawo do odpowiednich odszkodowań od tego kogoś. I doprawdy nie ma znaczenia, czy zaraził, bo się nie szczepił, bo nie chciał, czy zaraził, bo się nie szczepił, bo szczepienie by go zabiło, czy zaraził, bo szczepionka nie zadziałała. Nie ma znaczenia, bo dla mnie, jako sędziego, liczyłby się przede wszystkim (a może nawet „wyłącznie”) punkt widzenia ofiary, a z punktu widzenia ofiary istotne jest to, że jest chora. Oczywiście znając powód mógłby Pan zrezygnować z całości lub części roszczeń, jakie by Pan miał w wyniku wyroku. To Pana roszczenia i Pana sprawa, jakie powody uważa Pan za wystarczająco usprawiedliwione, a jakie nie. Chodzi przecież o Pana zdrowie. Nawet gdyby chciał Pan w ten sposób karać szczepiących się, rezygnując z roszczeń tylko wobec niezaszczepionych, nikomu nic by nie było do tego.

Natomiast oskarżony korzystałby z rzymskiej zasady domniemania niewinności – zasady, która jest nagminnie gwałcona z powodów utylitarnych, co prowadzi do katastrofy naszej cywilizacji Białego Człowieka. Całe prawo podatkowe jest wyjęte spod tej zasady: to Pan ma trzymać zeznania przez pięć lat pod rygorem jakichś tam kar, nawet jeśli fiskus nie zdoła Panu udowodnić uchybień. To samo jest przy molestowaniu seksualnym bez świadków, jeśli oskarżony ma wyraźnie silniejszą pozycję od powoda, np. w relacji szef-pracownica. I to samo obserwuje się w przypadku zarażeń przez niezaszczepionych.

To zwyczajne pójście na łatwiznę. Tylko że robią to naszym kosztem ludzie, którzy doją z nas ciężką kasę za swoją pracę, która polega właśnie na tym, co powinni robić, zamiast iść na tę łatwiznę.

W ogólnym przypadku „wyższego celu” należy pamiętać, że z punktu widzenia mnie jako libertarianina, jeśli z jednej strony jest wolność jednostki, z drugiej nie ma „wyższego celu”. Może być najwyżej „równy cel”, czyli wolność innej jednostki. To jest jedyny (ale zwykle wystarczający) argument za ograniczeniem wolności człowieka. Dobro kolektywu nim nie jest, niezależnie od doprecyzowania słowa „dobro” i od doprecyzowania słowa „kolektyw”.

A już nakazywanie człowiekowi, żeby coś aktywnie robił w imię dobra kolektywu, prowadzi do bardzo wielu bardzo złych rzeczy pod płaszczykiem bardzo szczytnych idei. O tym wolnościowcy nawet wiersze piszą.

Na koniec tej wzmianki o libertarianizmie napiszę może, że antropocentryzm wcale nie jest tu taki oczywisty. Na przykład jeden z bardziej znanych polskich libertarian, Kamil Grzebyta, opowiada się za istnieniem pewnych praw zwierząt.

Konserwatywny liberalizm dopuszcza trochę więcej ograniczeń. Na przykład Janusz Korwin-Mikke zwykle podaje, że ograniczenia wolności są dopuszczalne, jeśli rozwiązują ważne Dylematy Więźnia, i chce mieć monarchę, który będzie decydował, co jest ważne. Dopuszcza też odstępstwo od doktryny w przypadkach szczególnych, gdy zagrożenie jest duże. Jest przeciwnikiem cenzury prewencyjnej, ale dopuszcza ją w telewizji. Jest zwolennikiem swobodnego dostępu do broni palnej, ale nie do biologicznej. Trudno wychwycić różnice między jednym a drugim rodzajem broni na poziomie doktrynalnym. To po prostu kwestia uznania króla, który jako właściciel kraju powinien nim zarządzać tak, żeby przynosiło to maksymalny zysk. Być może więc, choć JKM jest przeciwnikiem przymusu szczepień, dopuściłby wyjątek dla choroby, która niosłaby ze sobą skutki podobne do zastosowania na dużym obszarze broni biologicznej. Być może – bo nie dotarłem do niczego, co by to potwierdzało, a pod czym Janusz Korwin-Mikke by się podpisał.

Pozornie wolnościowy libertynizm, szanujący każdy rodzaj wolności człowieka poza gospodarczą, jest wolnościowy pozornie. Problem w tym, że libertyni (z natury rzeczy, skoro chcą mocno ograniczać wolność gospodarczą) często mylą wolność z możliwością. Dla libertyna kobieta jest wolna nie wtedy, kiedy ma prawo się wyskrobać, ale wtedy, kiedy można zmusić każdego faceta, który zarabia na życie przyjmowaniem porodów, do tego, żeby albo wyskrobał tę kobietę, albo powiedział jej, kto to zrobi. To samo jest z kupnem leków wczesnoporonnych, z podjęciem pracy, itd. I to samo jest i tutaj: człowiek jest wolny, jeśli ma gwarancję, że nikt mu nie ograniczy możliwości korzystania z tej wolności poprzez zarażenie go jakimś cholerstwem. I dlatego libertyni, paradoksalnie, często popierają przymus szczepień, choć jest to raczej kwestia wolności osobistej niż gospodarczej. Ale ja bym się nie rozpędzał z nazywaniem libertyna „wolnościowcem”. Wspomniałem tu o tym, bo niektórym te pojęcia się mylą i za wolnościowca uważają na przykład Janusza Palikota (dla uściślenia: chodzi o jego poglądy z 2010 roku, gdy wlazł razem ze swoją kilkudziesięcioosobową menażerią do obecnego Sejmu).

Mam nadzieję, że to wyczerpująca odpowiedź na komentarz? I proszę się nie przejmować formą „Pan”: wygodniej mi się w ten sposób pisze, ale nie mam nic przeciwko pisaniu do mnie per „ty” w komentarzach.


Nie liczyłbym jedynie na to, że niniejsza notka wywoła gównoburzę. Z prostego powodu: blog jest praktycznie nieznany, odwiedzin ma mało, komentarzy jeszcze mniej. Ale, oczywiście, nie obrażę się, jeśli {GM_Krzychu} to zmieni. Na przykład angażując się w innych gównoburzach w tym temacie, wklejając tam cytaty z niniejszej notki wraz z linkiem.

Przypominam o konkursie rocznicowym, a rozczarowanym tym, że wpis sprzed tygodnia ograniczył się do ogłoszenia konkursu, mam nadzieję, że objętość (również treściowa) niniejszej notki wynagrodzi tę stratę.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

8 myśli nt. „Szczepienia”

  1. Nareszcie, jakiś wyważony, racjonalny wpis w tej całej medialnej g…noburzy nt szczepień.

    Niestety, Polska to dziwny kraj, jak mawiał ZuluGula i ludzie wciąż żyją mentalnością niewolniczą – jak za komuny, gdy „władza wiedziała lepiej, co jest dobre dla jednostki”.

    Dziękuję za ten wywód.
    I pozdrawiam
    Magdalena

  2. Po kolei:
    1. Lekarze nie zlecają badań mikrobiologicznych, a więc nie wiadomo, jakie jest podłoże infekcji: bakteryjne, wirusowe grzybicze, pasożytnicze czy inne. Niewielu z nich potrafi rozpoznać choroby zakaźne, a jeszcze mniej raportuje je w sposób właściwy do sanepidu.
    2. Lekarze nie potrafią rozpoznawać powikłań poszczepiennych (bardzo często je bagatelizują), i wdrażają niewłaściwe leczenie pogarszając stan zdrowia dziecka.
    3. Lekarze nie zgłaszają powikłań poszczepiennych (lekarze, którzy zgłaszają powikłania poszczepienne są szykanowani i zastraszani przez przełożonych i pracowników sanepidu)
    4. Badania kliniczne nad szczepionkami są prowadzone w taki sposób, że nie ma grupy kontrolnej złożonej z dzieci nieszczepionych w ogóle. A jako placebo używa się innej szczepionki,(o której wiadomo, że daje dużo powikłań) lub czystego adjuwantu (związki aluminium powodują gwałtowną odpowiedź układu immunologicznego na patogeny podane w szczepionce)
    5. Manipulowanie danymi naukowymi. Prace naukowe prowadzi się w taki sposób, aby wynik końcowy był zgodny z założonym rezultatem. Obecnie firma Merck jest oskarżona o fałszowanie badań nad skutecznością komponentu przeciw śwince w szczepionce MMR ( w badaniach podali skuteczność ponad 90%, a w rzeczywistości wynosiła ona około 60%. Ale przetarg wygrali.) Podobnie sprawa się miała przy szczepionce MMR w Wielkiej Brytanii – raport Luciji Tomljenovic z 2011 roku obnaża oszustwa i matactwa w brytyjskim JCVI.
    6. Nie prowadzi się żadnych badań (w Polsce) dotyczących powikłań poszczepiennych. Zastępuje się je jednym słowem: koincydencja. Winne są geny, środowisko, odżywianie, skażone powietrze, zatruta woda. A więc szczepionki są bezpieczne.
    7. Dzieci nieszczepione zarażają szczepione…To po co szczepić, skoro szczepionki nie chronią przed zachorowaniem? A może jest odwrotnie? I to dzieci szczepione zarażają nieszczepione, oraz dorosłych również nieszczepionych? Szczepionki zawierają atenuowane patogeny (żywe, ale osłabione bakterie lub wirusy. Badania naukowe potwierdzają możliwość zarażenia osoby nieszczepionej przez osobę szczepioną „żywą” szczepionką) MMR(odra, świnka, różyczka), ospa wietrzna, przeciw rotawirusom, doustna polio OPV, DTPw (błonica, tężec, krztusiec z komponentem pełnokomórkowym).
    8. Sposób podania patogenu poprzez iniekcję jest nienaturalną drogą zarażenia organizmu. A więc odpowiedź układu odpornościowego na patogeny jest zupełnie inna, niż przy naturalnym zakażeniu. I nie ma żadnych badań, co dzieje się z pozostałymi składnikami szczepionki: związki rtęci, aluminium, antybiotyki, detergenty, skwalen, oleje, formaldehyd, itp. A wiadomo, że są to substancje toksyczne, i raczej nie parują.
    9. Dlaczego przychodnie i szpitale są zapchane notorycznie chorymi dziećmi szczepionymi? Czy to jest wina dzieci nieszczepionych, że te pierwsze ciągle chorują na zapalenie oskrzeli, zapalenie ucha, zapalenie płuc itp?
    10. Czy ktoś porównał gwałtowny wzrost ciężkich chorób przewlekłych u dzieci szczepionych z terminami wprowadzania kolejnych szczepionek?
    11. Będzie można to sprawdzić od roku 2016, kiedy wprowadzone będą nowe szczepionki do obowiązkowego kalendarza szczepień: HPV ospa wietrzna, pneumokoki, meningokoki, (oczywiście z naszych podatków, i z NFZ a nie z MZ, a więc zabraknie pieniędzy na inne rodzaje profilaktyki i leczenia)
    12. Dodatkowo będą wprowadzone obowiązkowe szczepienia noworodków i dorosłych przeciwko grypie (pamiętamy, że sami lekarze odrzucili projekt obowiązkowych szczepień p/grypie dla personelu medycznego). W zakładach pracy będzie się wymuszać, aby pracownik musiał się zaszczepić p/grypie. Inaczej straci pracę. Dla ciekawych: koncern GSK, producent szczepionki Pandermix p/grypie, wypłacił już 9,1 miliarda dolarów odszkodowań za ciężkie powikłania poszczepienne. Ale w Polsce, dzięki koincydencji, poszkodowana osoba nie dostanie ani centa.

    1. Ad 4. Oczywiście, że są.

      Ad. 8. Nieprawda. Może jakiś przypis do literatury, co?

      Ad. 9. Dlaczego szpitale są notorycznie zapychane przez ludzi niepalących, skoro niepalenie jest zdrowe?

      Ad 10. Tak, polecam poczytam literaturę.

  3. niech wypowie się jedna osoba, która nigdy nie była szczepiona i żyje. niech wypowie się ten, kto woli czasy, kiedy żyliśmy do 40 roku życia. niech wypowie się ten, który nie zgadza się z twierdzeniem, że od starożytności medycyna była rozwijana metodą prób i błędów, co i dziś się dzieje, i wina w tym tylko naszych małych umysłów. a póki co słyszę głosy sprzeciwu zaszczepionych rodziców (żyjących w zdrowiu najczęściej).

    1. Między „nigdy nie była szczepiona” a „była szczepiona na cały zestaw szczepień obowiązkowych” istnieje mnóstwo stanów pośrednich. Sam jestem przykładem osoby, która żyje i ma się świetnie, choć nie doświadczyła przynajmniej jednego szczepienia, które dziś jest obowiązkowe dla dzieci, a za moich czasów nie było.

      Poza tym nie jest powiedziane, że najważniejsze w życiu jest to, żeby trwało ono długo (może niektórzy wolą, żeby przebiegało ono intensywnie?) i nie jest rolą państwa stawianie takiego celu przed ludźmi ani wyprzedzanie rodziców w stawianiu celów ich własnym dzieciom.

      Moje dziecko jest poddawane szczepieniom, również tym nieobowiązkowym, ponieważ nie jestem przeciwnikiem szczepień. Jestem natomiast przeciwnikiem przymusu, ponieważ on otwiera furtkę do tego, żeby rządy nafaszerowały nas wszystkim, czym tylko będą chciały. A naiwnością jest twierdzić, że chcą naszego dobra – gdy naprawdę go chcą, to je konfiskują.

  4. Aż Ci się kurwa wpiszę gościu. Mam dwójkę dzieci. Starsze po jednym ze szczepień zaczęło mieć problemy i dziś jest w trakcie terapii na zaburzenia integracji sensorycznej. Nie mam pewności, że to przez to ale naprawdę trudno inaczej wyjaśnić zmianę jaka zaszła w tym dzieciaku. Młodszy ma 15 miesiący i póki co nie jest szczepiony, póki co gryziemy się co robić.
    I teraz sedno. Chciałbym się otaczać samymi takimi ludźmi jak Ty mordo bo jak tylko wspomnę gdzieś na FB, że mam wątpliwości to mnie wyzywają od debila i proepidemiologocośtam ( w ogóle co to znaczy, nie chcę szczepić więc marzę o światowej epidemii śmiertelnych chorób? WTF?) Piątka ziomuś, stawiam piwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *