Wciąż tak samo Wielka Brytania

Dobry wieczór.

Szkoci odrzucili pomysł odłączenia się od Wielkiej Brytanii.


Samego wyniku nie skomentuję, bo przyznam, że miałem w kwestii secesji mieszane uczucia. Gdybym miał głosować, głosowałbym za odłączeniem, ale głównie ze względu na to, kto namawiał do głosowania przeciw.

Natomiast trochę śmiesznie mi się na to patrzyło. Wydawać by się mogło, że poddawanie takiej decyzji pod demokratyczne głosowanie to idiotyzm do potęgi entej.

No bo tak: na to, żeby głosowanie się odbyło i miało jakiekolwiek znaczenie, i tak musiała wyrazić łaskawie zgodę Korona. Gdyby nie to, dawno bez konieczności przeprowadzki przestałbym podlegać polskiemu prawu: po prostu demokratycznie przegłosowałbym jednoosobową secesję. Czyli: głupota.

Ale okazało się, że do przebicia.


Korona wyraziła zgodę, ale przecież nie pozwoli na to samo każdej innej grupie, której się odłączenia zachce. Więc trzeba to jakoś uzasadnić. I uzasadniono: że Szkoci mają prawo do samostanowienia jako naród.

Cóż, osobiście nie uznaję prawa narodów do samostanowienia. Ale niech będzie. W takim razie ciśnie się na usta pytanie: dlaczego w tym referendum mieli prawo głosować ludzie innej narodowości niż szkocka? Na przykład tysiące Polaków, którzy wyemigrowali tam za chlebem (i którzy za parę lat wyemigrują do Ameryki Południowej, bo okazało się, że Szkocja to Wielka Brytania, Wielka Brytania to Unia Europejska, więc okazuje się, że Szkocja to za blisko, żeby uciec poza zasięg rażenia pomysłów Donalda Tuska).

Czyli: głupota do kwadratu. Tak, jakby przy przeprowadzce pozwalać dorastającemu dziecku decydować na równych prawach z każdym z rodziców o wyborze nowego mieszkania kupowanego na kredyt na 30 lat. Bo dziecko wystarczająco długo mieszka z rodzicami. Nic to, że za kilkanaście lat dziecka może nie być w mieszkaniu, a kredyt zostanie.

Napisałem 30 lat? Prawda, napisałem tak, ponieważ natychmiast pojawiły się komentarze, że wynik referendum rozwiązuje kwestię niepodległości Szkocji przynajmniej na pokolenie. I pięknie. Tylko, jak trzeźwo zauważył jeden z moich znajomych na facebooku (chyba nawet mój fan), referenda, w których wypowiadano się przeciwko ratyfikacji Traktatu z Lizbony, były na rok. Jakieś 3-4% pokolenia.

Dobre i to. Przynajmniej pokazuje fasadowość demokracji, co daje antydemokratom do ręki poważny argument moralny za tym, żeby użyli pozademokratycznych (a może i pozaprawnych) metod do podważenia wyniku głosowania, jeśli wynik im się nie spodoba (to też zerżnięte z tablicy znajomego, cytat niedosłowny).

A Katalonia może być pierwsza w kolejce. Od wyniku referendum w Szkocji nie ostudzi się secesyjny zapał. Nie spadnie też chęć używania własnego języka, hymnu i flagi. Za to spadnie wiara w demokrację jako proces prowadzący do separatyzmu.


Po czym wojska hiszpańskie wkroczą do Katalonii, na co bojówkarze ETA wyrażą zaniepokojenie A nie, czekaj, to nie w tę stronę działa.

Z tym że ETA nie będzie się bawić w pozory, jak Putin, bo nie będzie mieć powodów.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *