Wotum zadufania

Dobry wieczór.

Donald Tusk doprowadził do przegłosowania w Sejmie wotum zaufania wobec Rządu. Z punktu widzenia taktyki politycznej było to mistrzowskie posunięcie. Strategicznie takie sobie, bo na dłuższą metę nie zadziała; inna rzecz, że w obecnej sytuacji nie sądzę, żeby cokolwiek mogło uratować PO na dłuższą metę. A teraz zastanówmy się, dlaczego taka procedura jest robieniem kurtyzany z logiki.


Przede wszystkim jaskrawo widać tutaj, do czego prowadzi rozmycie monteskiuszowskiego trójpodziału władzy. Rząd powinien rządzić, czyli wykonywać ustawy. U nas angażuje się w ich tworzenie. Członkowie Rządu są również posłami na Sejm, co samo w sobie nie jest jeszcze tragiczne, ale w tej konkretnej sytuacji spowodowało, że byli sędziami we własnej sprawie. Głosowali, czy ufają sami sobie. Kuriozalne, prawda?

No, a różnica była niezbyt duża. Można się pokusić o stwierdzenie, że ten Rząd nie uzyskałby wotum zaufania, gdyby uczciwie spytał, czy ogół posłów spoza Rządu mu ufa.

Ale to i tak nie rozwiązuje problemu. Nawet gdyby w głosowaniu nad wotum zaufania nie mogli brać udziału członkowie ciała, zaufanie wobec którego podlega właśnie głosowaniu, to i tak nie byłoby sensu, żeby to Sejm głosował o zaufaniu wobec Rządu. Ani nawet Zgromadzenie Narodowe.

W demokracji to zazwyczaj jest z grubsza tak: zbliżają się wybory, kandydaci coś obiecują, w oparciu o to ludzie głosują, co się przekłada na taki, a nie inny skład Sejmu, efektem czego jest z kolei taki, a nie inny skład Rządu. W pewnym sensie skład Sejmu jest drugą, a skład Rządu trzecią pochodną obietnic przedwyborczych kandydatów. I taki Sejm i taki Rząd podczas kadencji pracują, zajmują się tym i owym, na ogół szkodliwie, natomiast nie jest regułą publiczne zadawanie pytania, czy Rząd zasługuje na zaufanie.

Bo żeby to pytanie padło i zostało potraktowane poważnie, musi stać się coś poważnego, nieprzewidzianego, coś, co powoduje, że twierdząca odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka jasna. Coś, co podkopuje zaufanie do Rządu. Zwykle zaufanie podkopuje łamanie obietnic przez ludzi, tak? Świetnie. Ale skoro skład Rządu jest trzecią pochodną obietnic, które zostały złamane, to jakim cudem miarodajnej odpowiedzi na pytanie, czy temu Rządowi można zaufać, może udzielić ciało, którego skład jest drugą pochodną tych samych obietnic?


To proste – nie może.

Bo to nie jest tak, że Tusk zarządził głosowanie, bo w wyniku afery taśmowej nagle Kaczyński przestał ufać Rządowi Tuska. Kaczyński nie ufał temu Rządowi od początku, albo przynajmniej sprawiał takie wrażenie, a teraz po prostu dostał dodatkowy pretekst do walki marketingowej. Pokaz siły Tuska wziął się z tego, że sygnały o nieufności wobec Rządu zaczęły płynąć z sondaży, od ludzi. Dał pokaz siły i ludzie się, niestety, na to nabiorą. Prawda jest natomiast taka, że z tych samych powodów, dla których Rząd przestał być godny zaufania, Sejm, który głosował nad wotum zaufania, mógł przestać być reprezentatywny dla Polaków. I dlatego wynik jego głosowania w tej kwestii nie jest miarodajny (i nie byłby nawet wtedy, gdyby członkowie Rządu nie głosowali i gdyby Rząd w efekcie wotum nie uzyskał).

No, ale polityka to taka gra, w której przestrzeganie logiki opłaca się tylko w sensownych ustrojach. W demokracji to szkodzi. Tusk rozegrał to znakomicie, uzyskując alibi do dokończenia kadencji, która już jest tak nieudana, że czy skończyłaby się teraz, czy w terminie, powinna okazać się ostatnią kadencją Tuska i jego świty u władzy. Podejrzewam zresztą, że przez ten rok, który właśnie wygrał, spali za sobą jeszcze więcej mostów. I dobrze, im dłużej będzie Polaków męczyć obecnym układem, tym więcej zagłosuje na partie spoza układu.

Ale bez przesady: nie będą przecież pytać ludzi!


Tydzień w skrócie

Nie chce mi się blogować częściej niż raz na tydzień, ale nie zmienia to faktu, że dookoła nas dużo się dzieje i nie zawsze chcę się ograniczać do jednego tematu. Od tego wpisu wprowadzam więc taką rubrykę, w której w miarę potrzeb będę trochę pisał o rzeczach niezwiązanych bezpośrednio z głównym tematem notki, o ile mam na ich temat jakieś przemyślenia.

Nowa Prawica bez frakcji w PE

Nowa Prawica nie utworzy frakcji w Parlamencie Europejskim. Rozmowy z Frontem Narodowym nie przyniosły rezultatów, podobno ze względu na niektóre zbyt kontrowersyjne (nawet jak dla Marine Le Pen) wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego. Dziennikarze z polskich mediów głównego nurtu już się podśmiechują, że Korwin-Mikke okazuje się zbyt antysemicki, ksenofobiczny i rasistowski nawet dla skrajnej Prawicy zachodniej.

Ja też podśmiechuję. Z tych gryzipiórków. Ciekawe, kiedy się połapią, że jeśli ich zdaniem Le Pen reprezentuje skrajną Prawicę, to wszystko, co się od niej różni, może być od niej jedynie na lewo, a skoro się różni w sposób dla niej niedopuszczalny, to musi być od niej bardzo daleko w lewo. Co Wy na to, lewicowi antysemici, rasiści i ksenofobowie? Hę?

Mundial

Prawdopodobnie najlepszy mundial w historii trwa w najlepsze. Europejskie średniaki pokroju Włoch, Hiszpanii, Anglii, Chorwacji czy Rosji poodpadały. Całe szczęście, że poza średniakami mamy jeszcze jakieś piłkarskie potęgi. Na przykład Grecję.

Włochów z mundialu wygryźli Urugwajczycy, a konkretnie Suarez. Za pogryzienie dostał karę 9 meczów zawieszenia w Urugwaju, 4 miesięcy całkowitego odpoczynku od piłki, i jeszcze jakieś nawiązki. Chciałoby się rzec, że wariat, a do tego recydywista. Mam jednak niejasne wrażenie, że coś tu jest głęboko nie w porządku, jeśli za ugryzienie, które się zagoi po paru dniach – niechby nawet celowe i popełnione w warunkach stukrotnej recydywy – dostaje się karę dłuższą niż za złamanie przeciwnikowi nogi, po którym wraca on na murawę po półtorarocznej przerwie (a niekiedy nigdy), choćby nawet było to nieumyślne. Widać, że i do FIFA przeniknął kretynizm naszych czasów, jakim jest ocenianie czynów ludzi przez pryzmat intencji i możliwości zamiast tylko i wyłącznie po efektach.

Na marginesie: 4-miesięczna dyskwalifikacja obejmuje również zakaz trenowania z kolegami z drużyny klubowej po mundialu. Jakoś nie jestem przekonany, czy FIFA nie przekroczyła w tym przypadku swoich kompetencji.

Fazę grupową po raz pierwszy przeszła za to Algieria, która w 1/8 finału trafia na Niemców. Przyznam szczerze, że będę kibicował Algierczykom. Po pierwsze, byłoby fajnie, gdyby utarli nosa Niemcom, choćby w ramach brania rewanżu za 1982 rok (choć trzeba oddać Niemcom, że w tym roku stanęli na wysokości zadania, nie umawiając się na remis z USA). Po drugie, dzięki temu mogłoby w ćwierćfinale dojść do pojedynku Francja-Algieria. Chciałbym zobaczyć ten pojedynek – może być transmisja na żywo z Pól Elizejskich.

A swoją drogą ciekawe, czy gdyby w takim meczu Karim Benzema skierował piłkę do bramki francuskiej, byłby to gol samobójczy?


Kończę już, bo za chwilę kolejne mecze mundialu…

…o, pardon, dziś pierwszy dzień przerwy. Nie grają. Chciałoby się napisać, że „to wina Tuska”, ale nie: Tusk z tym akurat nie miał nic do rzeczy. Poza tym dzięki temu wreszcie się wyśpię. Jakoś nie wypada zwalać na Tuska czegoś, co ma jakieś pozytywy.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *