Wsteczniactwo w imię postępu

Dobry wieczór.

Nie każdy rodzaj uwstecznienia się jest możliwy. Na przykład podróże w czasie. Klasycznym rozumowaniem obalającym możliwość ich dokonywania wstecz jest to, że każde działanie człowieka w przeszłości zmieniałoby bieg teraźniejszości, a z uwagi na efekt motyla taka zmiana uniemożliwiałaby człowiekowi z teraźniejszości powrót w przeszłość i jej dokonanie. Jako przykład podaje się zabicie własnego dziadka przed narodzinami własnych rodziców, co prowadziłoby do tego, że zabójca nigdy by nie istniał, a więc do paradoksu.


Okazuje się, że nie jest to paradoks, z którym polskie sądy by sobie nie poradziły. Polak potrafi, w związku z czym sędziowie broniący honoru naszych barw stanęli na wysokości zadania, orzekając na niekorzyść Tomasza Terlikowskiego w procesie wytoczonym mu przez…

No właśnie. Chętnie napisałbym prawdę, ale to jest właśnie dokładnie to, czego sąd Terlikowskiemu zakazał. Co prawda w polskim prawie nie istnieje precedens, ale mam lepsze rzeczy do robienia niż tułanie się po sądach i udowadnianie, że nie jestem wielbłądem (czy że nie jestem kobietą). A nie jestem, ponieważ bycie wielbłądem lub kobietą to cechy wrodzone, a nie urodziłem się ani wielbłądem, ani kobietą. Koniec rozumowania.

Proste? Nie dla naszych sądów.

Ponieważ przypominanie człowiekowi-transseksualiście jego biologicznej płci, jeśli nie jest ona tożsama z aktualną płcią formalną, narusza dobra osobiste tego człowieka.

Tematem na osobną notkę jest kwestia, czy ochrona dóbr osobistych w ogóle powinna przysługiwać osobom publicznym. Teraz natomiast implikacje są takie, że żeby tych dóbr osobistych nie naruszać, najlepiej traktować całe życie tego człowieka z biologiczną płcią jak niebyłe. Ot, taka podróż w czasie z częściowym zabiciem własnego dziadka. Uwstecznienie, i to w imię postępu.

Mnie to zresztą pasuje, żeby w przypadku tej osoby potraktować jako niebyłe całe wykształcenie. Tylko zastanawiam się, co będzie dalej. Czy mężczyzna po rozwodzie będzie mógł być nazywany „rozwodnikiem”, czy może obowiązkowo „kawalerem”, żeby nie przypominać mu stanu, który został sądownie, definitywnie uznany za niebyły? I czy spadkobiercy zaginionej osoby uznanej sądownie za zmarłą będą mogli w jej imieniu domagać się przeprosin za przypominanie, że ta osoba kiedyś żyła?


Są i dobre strony tej sytuacji. Można napisać dowolne opowiadanie, w którym bohater dopuszcza się najohydniejszych czynów, nazwać bohatera Krzysztof Bęgowski, i niezależnie od podobieństw, które się mogą komukolwiek nasunąć, nie ryzykować pozwu o naruszenie dóbr osobistych, bo po prostu nie istnieje osoba, której dobra osobiste mogą zostać naruszone. Sąd to stwierdził. To nie jest, broń Boże, porada, jeśli ktoś się do niej zastosuje, to wyłącznie na własne ryzyko!

Swoją drogą to absurdalne, że sugerowanie bycia mężczyzną uważa za uwłaczające ktoś, kto pierwszy zaatakowałby mnie, gdybym powiedział, że uwłacza mi na przykład sugerowanie mojego homoseksualizmu lub żydowskiego pochodzenia. Mimo wszystko jednak jestem za tym, żeby nie osądzać zbyt surowo kogoś, kto nigdy nie miał dzieciństwa.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *