Wybornie, milordzie!

Dobry wieczór.

Premier Donald Tusk podpisał dokument, według którego 16 listopada odbędzie się pierwsza tura wyborów samorządowych.


To kolejny etap maratonu wyborczego rozpoczętego majowym głosowaniem do Parlamentu Europejskiego. A mi się już morda złośliwie cieszy na myśl, jak mainstream będzie się wił i ślizgał, żeby poujadać na Marsz Niepodległości nie łamiąc ciszy wyborczej.

Dla ustalenia uwagi: w normalnym człowieku Marsz Niepodległości budzi z roku na rok coraz mniejsze emocje. Pierwsze dwa duże Marsze mogły być szokiem. A potem? Kupa ludu, jakaś zadyma, ktoś blokuje, ktoś coś rzuca, ktoś coś wrzeszczy. Jasne: maszeruje coraz więcej osób, inne są też obiekty ataku, ale to nie są różnice jakościowe.

Co innego rządzący: dla nich jest to rosnące zagrożenie. Nie tyle sam Marsz, ile rosnąca popularność sprzeciwu wobec całego systemu, jaką obrazuje ten Marsz. Zagrożenie czują też mainstreamowe media, bo jako pupilki władzy czują się nie tylko w obowiązku moralnym ich bronić, ale też czują zagrożenie dla swojej przyszłości, gdyby władza diametralnie się zmieniła.

Więc z roku na rok pismaki „Gazety Wyborczej” i podobnych pisemek coraz mocniej wyłażą ze skóry, żeby wbrew nastrojom społecznym emocje coraz bardziej podgrzewać, a nie studzić. Emocje antymarszowe, ma się rozumieć.

No to w tym roku będą mieli na to całe trzy dni. Bo potem zacznie się cisza wyborcza. Da się co prawda pisać o Marszu Niepodległości bez jej łamania, ale wymaga to po pierwsze: profesjonalnego poziomu dziennikarstwa, a po drugie: rezygnacji ze zbijania na pisaniu dużego kapitału politycznego w imieniu tej czy innej siły. Drugie byłoby w wykonaniu tych dziennikarzy(n) niepraktyczne, pierwsze jest nieosiągalne.


Aj, waj, ale się będzie przez te trzy dni działo! Tym bardziej, że przecież trzeba będzie nie tylko zmieścić w tym czasie to, co normalnie dawało się rozwlekać i przez dwa tygodnie, ale też nadrobić „szkody”, jakie poczyni sam Marsz – bo nie wierzę, żeby żadne antysystemowe środowisko nie wykorzystało szansy do wypromowania się przy tej okazji, mimo że organizatorzy Marszu prawdopodobnie jak co roku zaapelują o niewywieszanie publiczne symboli partyjnych.

Odbije się tutaj czkawką wieloletnia strategia zamilczania niewygodnych środowisk na śmierć. Przez wiele lat skutkowała, w tym roku poskutkuje ubocznie: jak ludzie dostaną skondensowaną porcję danych, to nawet najbardziej manipulatorska propaganda nie będzie w stanie ukryć tego, że takie nastroje mają w społeczeństwie poparcie. W perspektywie trzech dni przed wyborami może to inicjatywie tylko pomóc. Nie będę się rozpisywał, dlaczego: inteligentny Czytelnik może sobie spróbować wyobrazić punkt widzenia typowego wyborcy, karmionego telewizyjną papką, który widzi taki właśnie przekaz w trzech ostatnich dniach przed ciszą wyborczą, i dowiaduje się z niego na dzień dobry tego, że w Polsce jest duża siła, której istnienie dotychczas przed nim ukrywano.

Ciekawy jestem tylko, jak będą ich kadrować, żeby z jednej strony pokazać, że to kibole, naziole, i w ogóle najgorsza swołocz, jaka łazi po naszej planecie, a z drugiej strony ukryć symbole, pod jakimi maszerują – bo a nuż jakiś widz uzna ich za wartych głosu i po co ma wiedzieć, które komitety wyborcze reprezentują ludzi z tych środowisk?

Czy tak właśnie będzie? Skorpion twierdzi, że nie. Będzie jeszcze bardziej groteskowo.

Otóż na powyższy scenariusz wpadną nawet pismaki z „Gazety Wyborczej”. Co wówczas zrobią? Brawo – spróbują zyskać czas, strasząc Marszem Niepodległości już od poniedziałku po Wszystkich Świętych. Co prawda byłoby zabawnie, gdyby przez pomyłkę opublikowali zdjęcia, jakie to zadymy były na Marszu Niepodległości AD 2014 w numerze poniedziałkowym z 10 listopada, ale nic nie jest wykluczone. Zapewne spróbują też nie dopuścić do przeprowadzenia Marszu Niepodległości, wywierając nacisk na władze.

To się, oczywiście, nie uda. Za to poziom groteski będzie pyszny. Radzę z wyprzedzeniem zaopatrzyć się w piwo i popcorn.


A jeśli się uda? To jeszcze lepiej: dym się zrobi nie z tej Ziemi, a wówczas w niedzielę do urn ruszy cztery litery masa umiarkowanych zwolenników marszoniepodległościowych środowisk, którym czasem nie chce się iść do wyborów. I „tej siły już nie powstrzymacie”, jak rzekł Artur Dziambor.

Tak czy inaczej, będzie ciekawie.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *