Zaczynamy kampanię!

Dobry wieczór.

Wybory, wybory i po wyborach. Chwilę można odsapnąć, ale nie dłużej, a potem czas zacząć kampanię.


Perspektywy, jakie rysują się na najbliższe lata, zależą od horyzontu, wewnątrz którego patrzymy. Jeśli chodzi o rozpoczynającą się niedługo kadencję, tragedii nie będzie. Znów okaże się, że PiS łgało, że podniesie podatki, wycofa się trochę bałaganiących przestrzeń prawną ustaw natury obyczajowej przyjętych w ostatnich ośmiu latach, będzie nieco utarczek słownych, może znajdziemy się na krawędzi wyjścia z UE. W Sejmie nie będzie w tym bruździć żadna nominalna Lewica.

A potem przyjdą następne wybory. I tutaj może stać się tragedia. PiS nic specjalnie dobrego dla Polski nie zrobi: nawet gdyby realizowano tam program KORWiN, to w 4 lata nie zdąży się wszystkiego naprawić. A nie zrobią tego, bo większość obecnego Sejmu to Lewica, tyle że konserwatywna. Ale co z tego: lewicowiec to lewicowiec. Raczej więc popsują niż poprawią, będzie gorzej niż teraz…

…po czym wszystko zwali się na Prawicę, bo przecież ta sejmowa Lewica to niemal wyłącznie nominalna Prawica. Tomasz Lis zapędził się do nazywania PSL „prawicą argarną”, ale wiadomo, który kierunek będzie się winić.

Co będzie alternatywą? Lewica, tym razem nominalna. Ale nie w postaci zatopionego już SLD i innych odprysków „kawiorowej lewicy”, tylko w postaci Partii Razem: znacznie bardziej niebezpiecznego zbitku neobolszewickich idealistów.

Partia Razem ma dobry, skuteczny przekaz i trafia do ludzi. Oni są nowi, świeży, autentyczni, a przy tym wydaje się, że chcą naprawdę dobrze. Chcą zrobić z Polski drugą Szwecję z czasów, gdy nikt tam nie narzekał na jakość edukacji czy służby zdrowia i nie bał się, że nie zostanie obsłużony – czyli mniej więcej od lat 1950-tych do dość niedawna. Problem w tym, że zamiast Szwecji zafundują nam drugą Grecję, ponieważ kompletnie nie rozumieją mechanizmów, które pozwoliły Szwecji stać się Szwecją. Razem wygląda jak inkarnacja Syrizy i tego się boję jak jasna cholera.

Okres opiekuńczego państwa szwedzkiego poprzedzony był bowiem niemal stu pięćdziesięcioma latami, podczas których w Szwecji nie było wojen i nie było obcego protektoratu, panował za to kapitalizm. Te trzy czynniki spowodowały,  że Szwecja stała się tak bogata, że mogła sobie pozwolić na państwo opiekuńcze, które zresztą w okresach kryzysu zaciskało pasa i mówiło również najbiedniejszym, że skoro partycypowali w dobrostanie, to w kryzysie też muszą.

Zignorujmy na razie kapitalizm jako czynnik zbawczy sam w sobie, ponieważ praca u podstaw, jaką musimy wykonać, ma na celu przekonanie ludzi, żeby w żadnym wypadku nie głosowali na Razem za cztery lata, a ludzie, których do tego trzeba przekonywać, to nie są wolnorynkowcy widzący w kapitalizmie samo dobro, tylko wręcz przeciwnie: uważają kapitalizm za źródło wszelkiego zła. Dlatego argumentacja poniżej podana jest z punktu widzenia przekonywania kogoś, aby przeniósł swój głos z Razem w bardziej umiarkowanym kierunku.

Jeszcze raz, bo to ważne: nie przekonujcie socjalistów z przekonania, że socjalizm jest zły sam w sobie i żeby głosowali na KORWiN, bo osiągniecie tyle, że przestaną Was słuchać. Kilku wolnościowców musi się poświęcić i założyć jakąś partię umiarkowanie socjalistyczną, z dobrze trafiającym do ludzi przekazem, nie po to, żeby wejść do Sejmu i realizować te postulaty, ale jako rezerwuar na umiarkowanie socjalny elektorat, który wolnego rynku nie chce. Ten rezerwuar nie musi być duży. Polacy w dużej części nie chcą socjalizmu, bo w przeciwnym wypadku duże partie nie stosowałyby jako skutecznej strategii wygrywającej unikania nazywania „socjalizmem” swoich socjalnych postulatów. Duża część Polaków chce kapitalizmu lub umiarkowanego kapitalizmu, tylko żyją w błędnym przekonaniu, że z czymś podobnym mają do czynienia dzisiaj. Do nich trzeba dotrzeć, żeby zagłosowali na KORWiN lub coś podobnego, ale tutaj piszę o innej grupie, którą trzeba nawrócić z Razem na coś pokroju Zjednoczonej Lewicy.

Bo dla nas lepiej byłoby, gdyby ten kilkunastoprocentowy elektorat zagospodarowała kawiorowa lewica niż Razem.


A teraz argumentacja.

Polska nigdy nie ma szans znaleźć się w takiej sytuacji, ponieważ mamy pecha: źle leżymy w sensie geograficznym. Okres PRL nie był szybkim biegiem ku dobrobytowi po wojnie, ponieważ byliśmy państwem satelickim ZSRR. Władze PRL realizowały radziecką, a nie polską rację stanu, w czym ludzie partycypowali niezbyt chętnie, a do tego wzbudziło to sporą nieufność ludzi wobec państwa.

I tę nieufność trzeba zlikwidować w pierwszej kolejności. U Szwedów ona nie występowała, stąd wprowadzenie socjalizmu odbyło się tam przy aplauzie ludzi, również tych łożących najwięcej. Polacy to inny naród. Nie ufamy państwu i nie ufamy sąsiadom. W każdym widzimy potencjalnego wroga. Państwo tę wrogość podsyca: mówiąc, że trzeba zabrać bankom, żeby dać rodzicom, dzieli ludzi na grupy i antagonizuje. Jak będzie tak robić, to Polacy na to nie pójdą.

A co innego może robić, poza wprowadzaniem dzikiego kapitalizmu, który niewolnorynkowca nie satysfakcjonuje? Ano może choćby, wzorem Szwecji z lat działającego państwa opiekuńczego, nie przelewać podatków między jedną grupą ludzi a drugą, tylko wydawać je na cele wspólne, nawet jeśli noszą charakter redystrybucji. Na edukację czy służbę zdrowia na wysokim poziomie. Tutaj można zbudować poczucie wspólnoty, bo w szkole był każdy i każdy musi się liczyć z tym, że zachoruje. Nie trzeba się wysilać retorycznie, żeby uniknąć dzielenia na grupy ludzi na poziomie słownictwa (zabierzemy zdrowym, żeby dać chorym), i wystarczy tak naprawdę czegoś takiego unikać.

Kolejną rzeczą, którą rezerwuar na umiarkowanych socjalistów mógłby zaimportować ze Szwecji, jest traktowanie przedsiębiorców. Podatki są tam karkołomnie wysokie, to prawda, ale dzięki temu traktuje się tam przedsiębiorców jak kury znoszące złote jaja. A takich kur się nie straszy kontrolami, tylko się im dogadza. Żeby znosiły więcej jaj.


Szwedzi wychodzą z założenia, że lepiej niech 10% właścicieli firm kantuje, jeśli reszta wyrobi bardzo dużo bogactwa dla siebie i innych, niż gdyby wzajemne kontrole doprowadziły do tego, że kantuje 1%, ale cała reszta produkuje dwa razy mniej bogactwa. W Polsce pewnie liczby byłyby kilkukrotnie wyższe, gdyby wprowadzać ten eksperyment dzisiaj, ale stopniowe odchodzenie od kontroli nie jest rozwiązaniem.

W walce z Partią Razem można też wykorzystać jej zalety, bo uczciwie należy zauważyć, że kilka takowych ma. Trafili niemal znikąd do ludzi nie tylko ze względu na prostotę przekazu, ale też na to, że coś do powiedzenia mają. Trafnie zdiagnozowali kilka bolączek polskiego prawa, którymi można dotrzeć do naprawdę szerokiego elektoratu – trzeba tylko podsunąć im konkurencyjne rozwiązania. Tutaj mogą być nawet skopiowane z partii KORWiN, tylko na Boga! – nie mówcie przekonywanym nazwy partii!

Przykładowo: w Razem zauważono, że jedną z przyczyn tworzenia złego prawa jest to, że tworzący je posłowie nie rozumieją zwykłych ludzi bo nie żyją na ich poziomie. Jest to prawda i zbliżenie poziomu życia posła do poziomu życia Kowalskiego to coś, co się sprzeda.

Ale już pomysł na rozwiązanie problemu mieli tragiczny: ograniczenie możliwości bycia posłem do dwóch kadencji i wysokości uposażenia do trzykrotności pensji minimalnej. Swoją drogą hucpa nieprawdopodobna: partia tak mocno podkreślająca swoje przywiązanie do praw pracowniczych tutaj wymusza na państwie, będącym pracodawcą posłów, żeby stosowało umowy na czas określony zamiast nieokreślony, w dodatku w limitowanej od góry liczbie bez możliwości przedłużenia! No, ale ta obserwacja może zostać odebrana jako trollowanie, więc lepiej zachowajcie ją dla siebie.

Pomysł Razem jest tragiczny, ponieważ bez zmiany mentalności posłów ograniczenie do dwóch kadencji spowoduje tylko parcie na szybsze nachapanie się, więc zamiast ograniczać sobie uposażenie odpowiednio podniosą pensje minimalne. A jednej trzeciej obecnej diety poselskiej, podwyższonej o to, co będzie wynikać z kalkulacji, że to tylko dwie kadencje, jako pensji minimalnej polska gospodarka nie udźwignie nawet przez dwa tygodnie. I nawet w Razem muszą być tego świadomi, bo ich propozycje pensji minimalnych są 2-3 razy niższe niż coś takiego.

A przecież jest lepszy pomysł wzięty z programu KORWiN: podział kompetencyjny Sejmu i Senatu tak, żeby Sejm decydował tylko o wysokości podatków, a Senat o wszystkim innym bez prawa decyzji o wysokości podatków. Sejm składałby się z posłów wybieranych w okręgach jednomandatowych, zbierałby się raz do roku, posłowie dostawaliby tylko zwrot kosztów dojazdu i zryczałtowaną dietę, a przez resztę roku byliby podatnikami w swoich normalnych pracach, na takich samych zasadach, jakie innym zgotowali. Moja osobista propozycja jest taka, żeby zryczałtowaną dietę (która też jest polem do nadużyć) zamienić na wynagrodzenie ustalane na poziomie okręgu przez samorząd lokalny, co zapewne miałoby wpływ na jakość posła z danego okręgu, bo miałoby wpływ na to, kto się skusi na kandydowanie.

Likwidację przywilejów podatkowych poszczególnych branż czy przedsiębiorstw jest osiągnąć jeszcze łatwiej: upraszczając podatki. Nie wiem, co dokładnie proponuje Razem, ale poruszając się w ramach socjalu: co szkodzi opodatkować jednakowo szpitale i kasyna, nałożyć jednakowy VAT na alkohol i lekarstwa, a z zebranych podatków utworzyć fundusze na dotacje celowe dla przedsiębiorstw handlujących towarami i usługami wspieranymi przez państwo (np. szpitale czy apteki) tak, żeby pokrywały one część kosztów? Z punktu widzenia użytkownika końcowego nie jest istotne, ile VAT zawiera się w cenie leku, a przywileje podatkowe zostały zlikwidowane.

I tak dalej.

Tego typu pracę u podstaw trzeba zacząć szybko i sprawdzić, co trafia na najbardziej podatny grunt. Zebrać kilka rzeczy i założyć partię-rezerwuar. Nie czekać cztery lata, bo nie wiadomo, czy samodzielny rząd PiS wytrzyma tyle czasu władzy.

Drugą sprawą jest, oczywiście, poszerzanie elektoratu konserwatywno-liberalnego. Tej sprawy tutaj nie poruszam: KORWiN ma po prostu obowiązek dobrze wydać subwencję i nie ma sensu wtryniać im się w kompetencje.

Ale trzecią sprawą jest też obudzenie, również za pomocą pracy u podstaw, elektoratu, który ma postawy libertariańskie, tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. Libertarianie wydają się niszowym marginesem, ale dobrze przedstawione postulaty libertariańskie znajdują zadziwiająco wielu zwolenników. I bynajmniej nie chodzi o to, żeby podbierać elektorat wolnościowy partiom typu KORWiN, tylko żeby pokazać zwykłym ludziom, że coś takiego jest możliwe. Tutaj celem mogą być ideologiczni wolnościowcy, którzy chcą zmiany, a w KORWiN upatrują dotychczasowego układu. Spotkałem paru takich, którzy chcieli nawet głosować na Razem właśnie ze względu na świeżość, więc jest o co walczyć.

Trzeba to robić już teraz i postaram się nie ustawać w wysiłkach i nadal pracować za pomocą swojego bloga. Ale sam wiele nie zrobię, wszyscy, którym miła jest wolność, muszą się w to włączyć. Rozmawiać ze znajomymi, pokazywać im takie blogi jak ten, albo takie jak te, które linkuję po prawej stronie, pokazywać im działanie libertarianizmu w praktyce (Bitcoin!), itd.

Sporo pracy przed nami wszystkimi, a leni nie brakuje.

A propos: mam przesłanie do wolnościowych leni, którym się nie chciało pójść zagłosować na KORWiN, bo za daleko, bo formalności, bo to nadal knaga, a ja chcę akapu, itd.:


Szlauch strażacki wam w sempiterny, nieroby pieprzone!

Do wejścia KORWiN do Sejmu wystarczyłyby dwa głosy więcej w każdej komisji.

Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *