Archiwa kategorii: Społeczeństwo

Kapitalizm, LGBT, czyli słowniczek Skorpiona

Dobry wieczór!

Co jakiś czas spotkać się można z tym, że ktoś mniej lub bardziej publicznie powie o „ideologii LGBT”, za co zostaje zakrzykiwany przez lewą stronę, że „LGBT to ludzie, a nie ideologia”. Niedawno poseł Jacek Żalek oraz Prezydent Andrzej Duda – z prawej strony (bo spór wokół LGBT ma podłoże światopoglądowe i obyczajowe, dlatego w tym kontekście kwalifikowanie PiS-u jako Prawicy ma sens) – podchwycili tę fałszywą dychotomię, tylko z drugiej strony: stwierdzili, że LGBT to z kolei ideologia, zatem nie są to ludzie.

O ile pierwsze można uznać za zwyczajne lewackie pierdolenie, nad którym należałoby właściwie przejść do porządku dziennego, bo przecież człowiek nie miałby czasu na nic, gdyby prostował wszystkie lewackie debilizmy, o tyle przeciwwaga jest już groźna dla nieagresji, bo stanowi jawną dehumanizację grupy osób z powodu cech niezależnych od nich przez władze państwowe. I o ile groźbę taką dałoby się zignorować, gdyby fałszywy był choć jeden z dwóch ostatnich warunków – czyli gdyby dehumanizacji dopuszczały się jakieś niewiele znaczące osoby na portalach społecznościowych, albo gdyby jej powodem nie była orientacja seksualna tylko np. popieranie Lewicy – o tyle połączenie tego w całość dziwnie i niepokojąco przypomina retorykę NSDAP. Próba jej zdyskredytowania z tej strony jest oczywiście skazana na porażkę, bo przekona tylko przekonanych ale nawet jeśli nie, to rozwiąże wprawdzie dużo ważniejsze, ale pół problemu – nie obali bowiem fałszywej, jak już się rzekło, dychotomii. Tymczasem lewaki jak pierdoliły, że LGBT ideologią nie jest, tak pierdolą i będą pierdolić, w dodatku można im odpowiadać na pytania, co to jest ta ideologia LGBT (zadają je!), a oni i tak nic nie zrozumieją ani nie zapamiętają i dosłownie te same osoby dwa dni później znów będą zadawać to samo pytanie, na które otrzymały odpowiedź. Żeby więc uniknąć pisania jej wiele razy, napiszę ją raz jeszcze, ale tutaj – będzie można linkować.

Najpierw jednak wróćmy do kapitalizmu wspomnianego na początku tytułu tej notki. Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który ma jakieś tam biuro. Nieważne, czym się zajmuje, decyduje, co kupić do biura, żeby ono funkcjonowało, ustala strategie cenowe i strategie sprzedaży, zatrudnia jakąś sekretarkę, jakiegoś handlowca, jakiegoś fachowca od tego, co robią, sam z czasem zaczyna zarabiać w coraz mniejszym stopniu na bezpośrednim świadczeniu usług konsumentom, a w coraz większym na koordynowaniu tego, co stworzył.

Oczywiście jest on kapitalistą – nawet jeśli działa w niekapitalistycznych warunkach prawnych.

Czy istnieje natomiast coś takiego, jak „ideologia kapitalistyczna”? Oczywiście, że tak. Nie trzeba o tym przekonywać ani jej zwolenników, ani tym bardziej jej przeciwników, którzy właśnie ją identyfikują jako wroga, z którym walczą. Zazwyczaj zresztą nie najgorzej wiedzą, czym jest ta ideologia, choć oczywiście ich zarzuty pełne są różnej maści chochołów.

To jak to jest z tą kapitalistycznością: to są osoby czy ideologia? Ano właśnie w tym cały dowcip, że obie odpowiedzi są poprawne i że nie są to synonimy, ponieważ kapitaliści nie są ideologią kapitalistyczną i nie przeszkadza to jednemu ani drugiemu istnieć. Co więcej: kapitalista może być przeciwnikiem ideologii kapitalistycznej, a niekapitalista może być jej zwolennikiem!

No dobrze, to mamy wyjaśnione. Do LGBT aplikuje się dokładnie to samo, łącznie z tym, że potrzebę definiowania lub widzenia tej ideologii mają głównie ci, którzy chcą z niej sobie zrobić wroga (zwolennicy kapitalizmu nie potrzebują odwoływać się do pojęcia „ideologia kapitalistyczna” tak, jak przeciwnicy). Na poziomie językowym są tutaj dwie różnice utrudniające wychwycenie tego niuansu. Po pierwsze: „kapitalizm” jako opis ideologii miewa synonimy, więc pojęcie „ideologia kapitalistyczna” się rozmywa wobec użyć pojęć typu „ideologia wolnorynkowa” czy „neoliberalizm” (to ostatnie jest szczególnie modne, ponieważ wpadło w ucho jako słownikowy chłopiec do bicia, jest idealnym określeniem na bliżej niezdefiniowane procesy rynkowe, na które można zrzucić to, że własna nieudolność, niekoniecznie zawiniona, plasuje kogoś na dole drabiny ekonomicznej). Po drugie zaś: „kapitalizm” nie jest skrótowcem, dlatego podlega odmianie. Proszę zwrócić uwagę, że nie istnieje jedna forma, która równie dobrze brzmiałaby po „osoby” i po „ideologia”. A LGBT to LGBT.

Ale żeby to w ogóle miało jakikolwiek sens większy niż tylko antylewackie pierdolenie (tak, coś takiego też się zdarza), wypadałoby zdefiniować tę ideologię LGBT. Bo na razie pokazaliśmy, że coś takiego może istnieć i że nie wyklucza się to z istnieniem osób LGBT i że nie oznacza to tego samego, co „osoby LGBT”, a przynajmniej nie musi (i, owszem – ktoś, kto na Marszu Równości niesie transparent z napisem „JA NIE JESTEM IDEOLOGIĄ”, ma sto procent racji – i zero procent dowodu, że coś takiego, jak „ideologia LGBT” nie istnieje). Definicja jest moja, dlatego pytania o źródła proszę sobie darować, bazuje ona na obserwacji użyć pojęcia „ideologia LGBT” i kontekstowej dedukcji znaczenia, w jakim jest to używane (i nie, nie przez indywidua pokroju Żalka czy Dudy, dla których to narracyjny pretekst do dehumanizacji). Zakładam, że nie celuję notką w nawiedzonych PiS-iorów pokroju powyższych i sformułowanie „osoby LGBT” nie budzi zastrzeżeń i jest zrozumiałe.

Ideologia LGBT – Definicja

Ideologią LGBT jest dowolna ideologia, rozumiana jako zbiór postulatów, głoszona w imieniu osób LGBT, choć niekoniecznie przez nie, której celem jest poprawa sytuacji prawnej osób LGBT lub zapobieżenie pogorszeniu sytuacji prawnej osób LGBT, niezależnie od tego, czy osiągnięcie tego celu jest możliwe za pomocą realizacji tej ideologii, jeśli tylko takie ma intencje; dotyczy to przy tym tylko sytuacji prawnej bezpośrednio związanej z byciem LGBT (czyli np. ideologia obniżania podatku dochodowego nie jest przykładem ideologii LGBT, nawet jeśli jej celem jest zmniejszenie obciążeń podatkowych nakładanych między innymi na osoby LGBT, co poprawia sytuację prawną osób LGBT). Ideologią LGBT jest również dowolna ideologia, której istotnym podzbiorem jest ideologia taka jak powyżej (jeśli I jest niepustą ideologią LGBT i każdy postulat I jest z tym związany, to I rozszerzone o postulat prawnej ochrony zwierząt też jest ideologią LGBT, mimo że postulat ochrony prawnej zwierząt nie jest wnoszony w imię poprawy sytuacji prawnej osób LGBT).

Nie jest to nic pejoratywnego i nie ma nic złego w tym, że istnieje coś takiego, jak ideologia LGBT. Nie oznacza to, że wszyscy jesteśmy ideologiami, czy że wszystkie osoby LGBT są ideologiami (pada pytanie o ideologię heteronormatywną – takie coś też jest teoretycznie możliwe, na zasadzie jak powyższa, tylko w Europie nie zachodzą warunki kreujące na to realny popyt, a np. w ChRL, gdzie taka ideologia mogłaby powstać jako kontra wobec polityki jednego dziecka, nie ma warunków na jawny sprzeciw wobec władzy). Oznacza to, że ktoś głosi postulaty poprawy lub niepogarszania sytuacji osób LGBT.

Już? Udało się to przetrawić? To idziemy dalej: istnieje też coś takiego, jak „ruch LGBT” i – niespodzianka! – nie jest to ani to samo, co „ideologia LGBT”, ani to samo, co „osoby LGBT”. Jedziemy z definicją.

Ruch LGBT – Definicja

Ruch LGBT to dowolna osoba, grupa osób, organizacja lub jakakolwiek inna forma zrzeszenia się, podejmująca w jakikolwiek sposób zorganizowane działania mające na celu promocję lub realizację jakiejkolwiek ideologii LGBT.

Tyle. Definicja prościutka, ale nie mogłem od niej zacząć, bo odwołuje się do ideologii LGBT, zdefiniowanej wyżej (oczywiście używam tego sformułowania w tym znaczeniu). I to też nie jest nic pejoratywnego, to jest opisowe.

Jeśli ktoś Was zapyta, co oznacza ideologia LGBT albo ruch LGBT, przekierujcie go na tę stronę. Jeśli stwierdzi, że czegoś takiego nie ma, przekierujcie go na tę stronę. Jeśli problem będzie się powtarzał, nie kontaktujcie się z lekarzem, z farmaceutą, ani z tym, kto ten problem stwarza – szkoda zachodu na kogoś impregnowanego na argumenty, natomiast jedną czy dwie szanse zapoznania się z nimi należy dać (nie musi uznać ich za słuszne – dowodem zapoznania się jest to, że przestanie zadawać pytania, na które uzyskał już odpowiedź, lub przynajmniej odwoła się do tej odpowiedzi i wskaże, dlaczego jego zdaniem jest błędna, jako uzasadnienie zażądania innej).

Jeśli ktoś Wam natomiast powie, że LGBT to nie osoby, trzymajcie się z daleka od kogoś takiego, ostrzegajcie przed tym kimś inne osoby i trzymajcie długopisy z dala od kratek przy nazwiskach autorów takich słów podczas wyborów. Andrzej Duda swoją skandaliczną wypowiedzią stał się dla mnie niewybieralny. Jeszcze dwa dni temu uważałem, że w drugiej turze głosuję przeciwko niemu na każdego poza Robertem Biedroniem i Rafałem Trzaskowskim – w tych dwóch pojedynkach chciałem poprzeć Dudę. Teraz na pewno tego nie zrobię. Nie to jest tematem notki, dlatego nie będę pisał o tym, jak głosować, ale to jedno musiałem napisać. Czym innym jest twierdzenie, że „X to nie ludzie, bo nie zachowują się jak ludzie na poziomie kulturowym”, a czym innym jest twierdzenie, że „X to nie ludzie, bo jakaś ich cecha wrodzona powoduje, że ich za takich nie uważam” (oczywiście o ile mowa o homo sapiens). To drugie otwiera furtkę do Holokaustu i do eugenicznej aborcji – to pierwsze najwyżej do eliminacji tych, którzy z własnego wyboru są szkodnikami: morderców czy socjalistów. Warto to rozgraniczyć.

Do napisania. Miłego weekendu!

Cienka linka prawa własności

Dobry wieczór.

Ostatnio miejsce pewne zdarzenie. Otóż właściciel drogi, przez którą regularnie przejeżdżali nastolatkowie na skuterach, zdenerwował się, ostrzegł ich raz i drugi, a następnie rozwiesił wzdłuż drogi stalową linkę, której nie zauważył jeden z nastolatków, w następstwie czego ledwo uratowano jego życie, a teraz trwa walka o uratowanie jego głosu. Rzecz niezwykła: kazus, w którym występuje właściwie (z libertariańskiego punktu widzenia) tylko problem granicy dysponowania swoją własnością, podzielił libertarian.

Czytaj dalej

Paradna trzynastka

Dobry wieczór.

3 czerwca ulicami Warszawy przeszła Parada Równości. Przez moment wahałem się, czy w niej nie uczestniczyć. Ostatecznie mnie tam nie było z powodów logistycznych. To dało mi jednak czas na analizę postulatów organizatorów tego przemarszu. Czytaj dalej

Rządowe niedopatrzenie

Dobry wieczór.

Nie palę, ale rzuciły mi się dziś w oczy w sklepie paczki papierosów z obrazkowymi ostrzeżeniami. Coś tam słyszałem, że mają zmienić ostrzeżenia słowne na obrazkowe, bo słowne podobno za słabo przemawiają do wyobraźni, a i palacze nie czytają, ale dopiero teraz zwróciłem na to uwagę w praktyce.

Czytaj dalej