Mundialowe refleksje

Dobry wieczór.

W chwili, gdy to piszę, mamy za sobą już ponad dwa dni bez meczów. Za nami mecze pierwszej rundy fazy pucharowej. Na placu boju zostało osiem drużyn i tyleż pojedynków do rozegrania. A mnie się zrobiło smutno.


Obecny mundial jest najlepszym, jaki kiedykolwiek oglądałem. Przewyższa wszystkie inne pod niemal każdym możliwym poziomem. Wyjątkiem wydaje się poziom sędziowania. Ale kto ma w pamięci turniej w Japonii i Korei Południowej, nie powinien narzekać.

Jednak prawdziwą wisienką na torcie jest nieprzewidywalność i dramaturgia. Poza Francją i Kolumbią każdy ćwierćfinalista miał nóż na gardle w poprzedniej rundzie. Pachniało sensacjami na kilometr.

I co?

I nic. W ćwierćfinale mamy bez wyjątku zespoły, które zajęły pierwsze miejsca w grupach i wyeliminowały te z drugich miejsc. Pojedynki były w większości wyrównane, przegrani pokazali swoje, zasłużyli na podziw i szacunek, a być może zdaniem niektórych nawet na zwycięstwo. Dziś to pamiętamy.

Ale za 40 lat, gdy ktoś zajrzy do wikipedii i przeczyta wyniki, to co pomyśli? Nic szczególnego. Mundial jak mundial. Wygrywali faworyci. Może zorientuje się, że nie bez trudności, gdy będzie mu się chciało prześledzić minuty, w których padały gole. Może.


Na pewno nie zobaczy fantastycznych parad bramkarzy. Wynik meczu Holandia-Meksyk nie pokazuje, na co stać Ochoę. A przecież ten mundial jest mundialem bramkarzy. To golkiperzy często błyszczą jako gwiazdy pierwszej wielkości w swoich zespołach, co wydaje się paradoksalne, jako że na obecnym turnieju pada bardzo dużo goli.

Właśnie zaczyna się ćwierćfinał Francja-Niemcy. Idę oglądać bez większej nadziei na sensację w tym meczu, bo trudno za taką uznać jakikolwiek wynik, jeśli się pamięta, że całkiem realnie mógł to być ćwierćfinał Francja-Algieria. Ale mam przynajmniej nadzieję na ładny mecz.

Dziś bez polityki. Do napisania za tydzień. Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *